- Już wiem. - Sam się jej podkładał, oczywiście, że robił to w tej chwili celowo. Gdyby nie chciał się z nią tym dzielić, to na pewno tak łatwo nie wyciągnęłaby z niego tych informacji, oczywiście, że zamierzała z nich skorzystać, nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła.
Cieszyło ją to, że wcale nie tak łatwo mógł ją rozgryźć, chociaż, czy faktycznie? Miała wrażenie, że rozumie ją jak nikt inny, zna jej wszystkie mechanizmy obronne, czy metody działania. Mimo wszystko, może miała jeszcze coś takiego, co faktycznie nie do końca było przewidywalne. Szczególnie ostatnio, to półtora roku nieco ją zmieniło. Sama nie do końca się poznawała, przeżyła sporo gówna, które miało wpływ na to jakim była człowiekiem. Sama zauważyła to, że nieco się zmieniła, chociaż, czy na lepsze? Nie wydawało jej się.
Nie do końca była sobą, zresztą nie ułatwiał tego fakt, że to co się między nimi działo było okropnie mylące. Nie reagowali jak zazwyczaj z racji na ten dystans, który próbowali sobie narzucić. W ostatnim czasie dawali sobie sprzeczna sygnały, nie zachowywali się jak wcześniej. Powodowało to spore zagubienie. Mimo wszystko nadal umiała odczytać niektóre z odruchów, czy gestów. Wiedziała, jakie słowa w niego uderzą, co go najbardziej zaboli. Szkoda, że korzystała ostatnio ze znajomości Ambroisa głównie w ten niewłaściwy sposób, miała o to trochę do siebie żal, ale co się stało, to się nie odstanie. Nie mogli nie zauważyć, że spora część tego tygodnia to było rzucanie w siebie średnio wyszukanymi inwektywami.
Nie była z tego powodu zadowolona, nie chciała nigdy traktować go w ten sposób, ale jakoś tak wyszło, że właśnie tak się to potoczyło. Nie była z tego powodu szczególnie dumna, wręcz przeciwnie. Na pewno będzie musiała przeprosić go, że to wszystko tak wyglądało. Na szczęście to też już mieli za sobą, bo w końcu się określili. Nie będzie musiała korzystać z tych metod, nie będzie musiała się bronić, bo wreszcie zamierzali wybrać tę samą drogę. Przyniosło jej to wyczekiwany spokój, naprawdę męczyła Yaxleyównę ta napięta sytuacja między nimi, szczególnie, że wiedziała, jak powinno wyglądać to we właściwy sposób. Obawiała się, że tym razem jej się nie uda, że nie będzie w stanie przekonać Roisa do zmiany zdania, wydawał się być bowiem naprawdę bardzo zdeterminowany, nie reagował na jej próby, nie chciał podążać inną drogą, a raczej nie mógł. W końcu powiedział jej o tym, czego chciał. To co robił nie prowadziło go ku temu. Musiał walczyć ze sobą, z nią, to na pewno nie było dla niego łatwe, nie zamierzała jednak udawać, że nie cieszyło jej to, że w końcu uległ, że zmienił zdanie.
Nie było w tym niczego dziwnego. Powinni przecież od samego początku wiedzieć o tym, że to nie mogło się skończyć inaczej. Nie między nimi, nie po tym, co kiedyś mieli. Nie było dla nich innej drogi. Kochali się, więc bez sensu było z tym walczyć, po co? Życie było zbyt krótkie, aby trzymać się od siebie z daleka, być nieszczęśliwymi. Zwłaszcza, że mieli szansę zauważyć to, że kiedy trzymali się od siebie wcale nie było lepiej. Wręcz przeciwnie. Geraldine miała tendencje do zatracania się w nieodpowiednich rzeczach, właściwie do utraty kontroli nad tym, co działo się wokół niej. Sama się niszczyła. Nikt nie robił jej tyle złego, co ona sama samej sobie. To było bardzo przykrą prawdą, ale miała świadomość, że miała tendencje do autodestrukcji, potrzebowała kotwicy, potrzebowała Roisa do tego, aby jakoś utrzymywał ją na powierzchni, kiedy sama była gotowa zatonąć.
Wydawało jej się, że w końcu to dostrzegł. Zauważył, że nigdy nie miała być szczęśliwa, nie kiedy nie było go przy niej. Mówił, że chodziło mu o jej szczęście, bezpieczeństwo, tyle, że gdy znajdował się z dala, było tylko gorzej. Zresztą miał szansę ostatnio to zobaczyć, na pewno mu nie umknęło to w którym kierunku zmierzała, kiedy nie przejmowała się nikim poza sobą, właściwie to sobą również nie. Podejmowała irracjonalne decyzje, ryzykowała, chociaż nigdzie jej to nie prowadziło. Tak już miała, że wchodziła w ogień, żeby sprawdzić, czy faktycznie ją zrani.
Potrzebowała głosu rozsądku, który zareaguje w odpowiednim momencie, kogoś kto będzie jej w stanie wytłumaczyć, że to co robi nie było do końca przemyślane, musiała mieć dla kogo żyć. Ostatnio zdecydowanie brakowało takiej osoby w jej życiu, zresztą ta rola miała zawsze należeć tylko do niego. Przez Roisa zmieniła swoje nawyki, dla niego starała się rozważać różne opcje, a nie podążać za pierwszą myślą, która jej się nasunęła. Nie chciała być źródłem jego cierpienia, dlatego gdy z nim była jakoś bardziej starała się aby przeżyć, nie chciała go zawieść. Kiedy zabrakło go w jej życiu, wtedy zupełnie przestała o tym myśleć. Nie przejmowała się ewentualnymi konsekwencjami podejmowanych przez siebie decyzji, nie myślała przyszłościowo, bo po co by miała. I tak nikogo nie obchodziło to, co się z nią stanie.
Należała im się ta chwila bliskości. Szczególnie, że w tej chwili nie była ona wykradziona rzeczywistości, w końcu bowiem doszli do tego, że znowu zamierzali iść przez życie razem, co było całkiem miłą odmianą po tym, co robili sobie ostatnio. Tym razem mieli pewność, że to zbliżenie nie było ostatnim, wręcz przeciwnie, to miał być ich nowy początek.
Przez ostatni tydzień byli bardzo cierpliwi. Potrafili trzymać się od siebie z daleka, unikać kontaktu fizycznego, chociaż wcale nie było to takie łatwe i przypominało ten czas, kiedy dopiero zaczynali rozumieć, jaka więź faktycznie powinna ich łączyć. Teraz było trudniej, bo wiedzieli, co mogli mieć, ile dla siebie znaczyli.
Cierpliwość popłacała, czyż nie? Właśnie dlatego próbowała nadal zachować jej resztki, może też trochę się z nim droczyła, nie, żeby jej to sprawiało przyjemność, chociaż może trochę? Na pewno czuł to samo co ona. Ten żar, pragnienie, które się w nich pojawiło i musiało zostać jak najszybciej nasycone.
Mimo tego uczucia gorąca, które zaczęło wypełniać jej ciało, bardzo powoli rozpinała jego koszulę, wiedziała, że ten spokój był tylko chwilowy i za moment minie. Nie mogło być inaczej, nie, kiedy tak bardzo pragnęli tej bliskości, póki jednak miała nad tym jakąkolwiek kontrolę, to postanowiła z niej korzystać. Guzik za guzikiem... Ostrożnie, jeden za drugim, jakby bała się, że może uszkodzić jego koszulę.
- Może trochę. - Na pewno to wiedział, na pewno wyczuł, że robiła to trochę na przekór, bo dlaczego by nie. Nie musiała się już dłużej martwić tym, że może zmienić zdanie, że postanowi postawić granicę, to było za nimi. Mogła się więc nad nim nieco poznęcać, ale tylko odrobinę, bo przecież i ją ogarnęło to pragnienie.
W końcu pozbyli się jego koszuli, zajęło to chwilę, bo przecież nigdzie się im nie spieszyło, mieli się nacieszyć swoją bliskością. Tak, jasne...
Pomogła Roisowi ściągnąć z niej część ubrania, starała się z nim współpracować, w końcu razem zmierzali ku temu samemu. Mieli się w sobie zatracić, tak jak wiele razy wcześniej, w końcu właściwie, bez niepotrzebnych obaw.
Kiedy to zrobili zbliżyła się ponownie do niego, by złączyć ich usta w krótkim pocałunku, przeniosła je po chwili na jego szczękę, a później szyję, nad którą wyjątkowo lubiła się znęcać wbijając w to miejsce swoje zęby. Nie powinno go to dziwić, wiele razy naznaczała go w ten sposób. Lubiła pozostawiać po sobie ślady na jego skórze. Wtedy jeszcze bardziej czuła, że jest jej, tylko i wyłącznie jej, nikogo innego.