02.02.2023, 22:01 ✶
Miał wiele rzeczy, o które chciał walczyć. Czasem miał wrażenie, że było ich aż za dużo, przez co czasem musiał z czegoś zrezygnować. Tym bardziej że najważniejsza okazywała się ostatnio walka o przetrwanie. Niewiele o tym wiedziało, wydarzenia sprzed roku wyryły się jednak w pamięci Thomasa i odcisnęły na nim swoje piętno. Przestał więc rzucać się na każdego, kto kłapał gęba bez zastanowienia, przynajmniej póki nie zaczynał robić coś więcej niż tylko używać wzgardliwego tonu. Bo wtedy mógłby pokusić się o wbicie takiemu osobnikowi różdżki w oko.
- I byle byś się o tym nie przekonała. Lepiej dla ciebie - rzucił pokrzepiające spojrzenie. Nie chciałby, by takie młode duszyczki musiały przechodzić przez podobne bagno co on. Nie zasługiwali na to. Nikt nie zasługiwał.
Nie mógł zaprzeczyć, że rozmawianie o marnym losie, jaki mógł zostać zgotowany Rookwoodowi, poprawiał mu trochę jego zepsuty humor. Nie chciał się jednak do tego nagłos przyznać, pokręcił więc tylko głową na jej słowa, choć uśmiech nie schodził z jego twarzy, zdradzając, że tak naprawdę nie ma nic przeciwko tej ich całej paplaninie.
Choć pewnie uśmiechnąłby się jeszcze szerzej, wiedząc o tym, ile listów zostanie dziś wysłanych do Ministerstwa.
Pewne nawyki przychodziły z czasem. Sam wolał nie wspominać swoich początków, szczególnie tego, jak często słyszał “HARDWICK MASZ RÓŻDŻKĘ DO CHOLERY, TO JEJ UŻYJ”. Słowa wryły mu się w umysł tak mocno, że powtarzał je przy każdej możliwej akcji. Wielokrotnie zaś uratowały mu zapewne skórę. Choć na martwe ciała zawsze jakoś tak zwracał uwagę. W pierwszych miesiącach trochę za mocno, aż dopadały go mdłości.
- Na pewno mieliby z ciebie ubaw przez następny rok albo i dłużej, zależy ile by takich przypadków było - odpowiedział rudowłosej, wyraźnie sobie żartując.
Rzeczywiście, w samym środku zamieszania gwiazdą okazywał się być Julien. Thomas uniósł wysoko brwi, zgadzając się z Heather. Później się jednak wszystkiego dowie, na razie musieli się zająć swoją robotą.
- Niestety na to nic nie poradzimy, że główne ognisko jest na środku polany. Możemy jedynie zadbać, by nikt do niego niechcący nie wpadł. Powinniśmy chyba sprawdzić, czy w okolicy nie ma jakichś miejsc, gdzie mogliby się schronić ludzie, na wypadek, gdyby musieli uciec z polany. Ewentualnie czy nie czają się jakieś niebezpieczeństwa jak doły, rowy, albo inne niespodzianki. Mam nadzieję, że uda nam się wszystkiego upilnować - westcnął, wpatrując się w miejsce, gdzie miał zapłonąć największy ogień. Erik go ostrzegał, choć nie wiedział, czego dokładnie mają się spodziewać. To powodowało w nim ogromną frustrację. Za dużo jednak nie mógł poradzić, poza przygotowaniem się na najgorsze. Siebie i polany.
- I byle byś się o tym nie przekonała. Lepiej dla ciebie - rzucił pokrzepiające spojrzenie. Nie chciałby, by takie młode duszyczki musiały przechodzić przez podobne bagno co on. Nie zasługiwali na to. Nikt nie zasługiwał.
Nie mógł zaprzeczyć, że rozmawianie o marnym losie, jaki mógł zostać zgotowany Rookwoodowi, poprawiał mu trochę jego zepsuty humor. Nie chciał się jednak do tego nagłos przyznać, pokręcił więc tylko głową na jej słowa, choć uśmiech nie schodził z jego twarzy, zdradzając, że tak naprawdę nie ma nic przeciwko tej ich całej paplaninie.
Choć pewnie uśmiechnąłby się jeszcze szerzej, wiedząc o tym, ile listów zostanie dziś wysłanych do Ministerstwa.
Pewne nawyki przychodziły z czasem. Sam wolał nie wspominać swoich początków, szczególnie tego, jak często słyszał “HARDWICK MASZ RÓŻDŻKĘ DO CHOLERY, TO JEJ UŻYJ”. Słowa wryły mu się w umysł tak mocno, że powtarzał je przy każdej możliwej akcji. Wielokrotnie zaś uratowały mu zapewne skórę. Choć na martwe ciała zawsze jakoś tak zwracał uwagę. W pierwszych miesiącach trochę za mocno, aż dopadały go mdłości.
- Na pewno mieliby z ciebie ubaw przez następny rok albo i dłużej, zależy ile by takich przypadków było - odpowiedział rudowłosej, wyraźnie sobie żartując.
Rzeczywiście, w samym środku zamieszania gwiazdą okazywał się być Julien. Thomas uniósł wysoko brwi, zgadzając się z Heather. Później się jednak wszystkiego dowie, na razie musieli się zająć swoją robotą.
- Niestety na to nic nie poradzimy, że główne ognisko jest na środku polany. Możemy jedynie zadbać, by nikt do niego niechcący nie wpadł. Powinniśmy chyba sprawdzić, czy w okolicy nie ma jakichś miejsc, gdzie mogliby się schronić ludzie, na wypadek, gdyby musieli uciec z polany. Ewentualnie czy nie czają się jakieś niebezpieczeństwa jak doły, rowy, albo inne niespodzianki. Mam nadzieję, że uda nam się wszystkiego upilnować - westcnął, wpatrując się w miejsce, gdzie miał zapłonąć największy ogień. Erik go ostrzegał, choć nie wiedział, czego dokładnie mają się spodziewać. To powodowało w nim ogromną frustrację. Za dużo jednak nie mógł poradzić, poza przygotowaniem się na najgorsze. Siebie i polany.