Dziewczę stało obok niego, znów z zaciekawieniem przekrzywiając głowę. Dorośli ludzie mieli rzeczywiście dziwne problemy, które przecież dałoby się rozwiązać tak prosto. Gdyby tylko chcieli mówić prawdę. Zmrużyła oczy w zastanowieniu.
– Bardziej podobało mi się w wieży. – Brzmiała niemal na obrażoną. Zmarszczyła nosek, a Robert był zbyt skupiony na konsumowaniu swojego cierpienia by dostrzec jak schodzi z jego płaszcza i łapie go w swoje eteryczne dłonie. Dłonie, które były coraz mniej przezroczyste. Coraz mniej eteryczne. Stukot jej kroków był zdecydowanie cichszy niż stukot jego serca, które znów i znów przeżywało katusze rozstania. –... i nie jest tu zbyt ciepło, ani miło. – zauważyła istota, a jej głos był jakby mniej dziecięcy, choć znów, kolejny detal który mógł umknąć zwłaszcza, że nastał mrok.
Ciemność.
Rzeczywistość?
Bynajmniej.
Trwali w zawieszeniu, próżno było znaleźć ducha, próżno było znaleźć podłogę, choć przecież gdzieś stał, czuł ciążenie swojego życia, które ogniskowało się w tym chybotliwym płomieniu. Przez moment miał wrażenie, że ziemia pod nim zadrgała, dziwną wibracją.
– Jeszcze jedna i będziesz wolny. – szepnął znajomy dziecięcy głosik niemal wprost do jego ucha. – Daj mi... ciepło. Chcę się ogrzać... Daj mi... – głos był przynaglający, a echo terkotu czegoś nieludzkiego przebijało się w tym zniecierpliwieniu.
Jeszcze jedna zapałka. Czy duch spełni swoją obietnicę gdy i ta zgaśnie?
– Bardziej podobało mi się w wieży. – Brzmiała niemal na obrażoną. Zmarszczyła nosek, a Robert był zbyt skupiony na konsumowaniu swojego cierpienia by dostrzec jak schodzi z jego płaszcza i łapie go w swoje eteryczne dłonie. Dłonie, które były coraz mniej przezroczyste. Coraz mniej eteryczne. Stukot jej kroków był zdecydowanie cichszy niż stukot jego serca, które znów i znów przeżywało katusze rozstania. –... i nie jest tu zbyt ciepło, ani miło. – zauważyła istota, a jej głos był jakby mniej dziecięcy, choć znów, kolejny detal który mógł umknąć zwłaszcza, że nastał mrok.
Ciemność.
Rzeczywistość?
Bynajmniej.
Trwali w zawieszeniu, próżno było znaleźć ducha, próżno było znaleźć podłogę, choć przecież gdzieś stał, czuł ciążenie swojego życia, które ogniskowało się w tym chybotliwym płomieniu. Przez moment miał wrażenie, że ziemia pod nim zadrgała, dziwną wibracją.
– Jeszcze jedna i będziesz wolny. – szepnął znajomy dziecięcy głosik niemal wprost do jego ucha. – Daj mi... ciepło. Chcę się ogrzać... Daj mi... – głos był przynaglający, a echo terkotu czegoś nieludzkiego przebijało się w tym zniecierpliwieniu.
Jeszcze jedna zapałka. Czy duch spełni swoją obietnicę gdy i ta zgaśnie?