15.03.2025, 22:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2025, 15:11 przez Keyleth Nico Yako.)
Key nie miała zielonego pojęcia o czym mówił Elias. Znaczy wróć, miała pojęcie. O każdej z tych rzeczy tak po trochę. Każde słowo oczywiście miało sens, ale z rzemiosłem było jej tak koszmarnie nie po drodze. Z drugiej strony żywy płomień chłopaka był intrygujący, gdy tak żonglował fachową wiedzą, niepomny na to, że mógłby ją zanudzić. No bo mógłby. Ale kiedy jest się złodziejem tożsamości warto wiedzieć jak mówią i o czym mówią ludzie. Tak gdyby kiedyś przyszło jej udawać szklarza...
– Lubię niebieski i lubię czerwony. Ale najbardziej lubię pomarańczowy i żółty. Przypomina mi o domu. – przyznał z prostotą. – Ludzie tutaj ubierają się strasznie ponuro. Czasem myślę, że takie lustra przejścia też by się świetnie sprawdziły żeby móc sobie przejść z jednego domu do drugiego, na absolutnym końcu świata, gdzie woda ucieka w kosmos. – westchnął rozmarzony. – Takie runy metalowe w drewnie... to wiele sztuk na raz prawda? Jesteś też snycerzem? Robiłeś te ramy? Chciałbym, żeby moje ręce też się do czegoś więcej nadawały niż noszenia i ciągnięcia lin... Czasem podczas dłużących się rejsów strugałem coś, ale no... aż wstyd pokazać te moje małe ptaszki – parsknął, żałując że nie może prosić o pokazanie mu większej ilości szklanych drobnostek. Nie były drogie ale nadal błyszczały. Zamiast tego schowała wisior po swojej matce do torby.
Na wzmiankę o obrzyganej cukierni zachichotała. Całkiem dziewczęco. Zaraz potem czkawka dała o sobie znak. – Ghaaaa gulasz i puding ee... – kiesa wciąż pozostawała pusta, poza paroma wymiętoszonymi mugolskimi banknotami Key była stanowczo bez grosza przy duszy. Przygryzł wargę zastanawiając się na ile Elias dałby się na to złapać. Ale... kto nie zarzuca wędki ten nie ma szans na rybę, prawda?
– Nie masz teraz może jakiejś przerwy obiadowej? Albo końca zmiany? Moglibyśmy się przejść razem, poopowiadałbyś mi o tym drewnie pod ramę, metal na runy też pewnie powinien być jakiś wyjątkowy. Może w tej opowieści są jakieś detale związane z liczbami i proporcjami, które Ci umykają. Mógłbym pomóc, a Ty zadbałbyś żebym dotarł do dobrej garkuchni nim padnę z głodu na londyńskiej ulicy mm? – zaproponował, z nadzieją wlepiając weń swoje ciemne jak dwa węgielki ślepia.
– Lubię niebieski i lubię czerwony. Ale najbardziej lubię pomarańczowy i żółty. Przypomina mi o domu. – przyznał z prostotą. – Ludzie tutaj ubierają się strasznie ponuro. Czasem myślę, że takie lustra przejścia też by się świetnie sprawdziły żeby móc sobie przejść z jednego domu do drugiego, na absolutnym końcu świata, gdzie woda ucieka w kosmos. – westchnął rozmarzony. – Takie runy metalowe w drewnie... to wiele sztuk na raz prawda? Jesteś też snycerzem? Robiłeś te ramy? Chciałbym, żeby moje ręce też się do czegoś więcej nadawały niż noszenia i ciągnięcia lin... Czasem podczas dłużących się rejsów strugałem coś, ale no... aż wstyd pokazać te moje małe ptaszki – parsknął, żałując że nie może prosić o pokazanie mu większej ilości szklanych drobnostek. Nie były drogie ale nadal błyszczały. Zamiast tego schowała wisior po swojej matce do torby.
Na wzmiankę o obrzyganej cukierni zachichotała. Całkiem dziewczęco. Zaraz potem czkawka dała o sobie znak. – Ghaaaa gulasz i puding ee... – kiesa wciąż pozostawała pusta, poza paroma wymiętoszonymi mugolskimi banknotami Key była stanowczo bez grosza przy duszy. Przygryzł wargę zastanawiając się na ile Elias dałby się na to złapać. Ale... kto nie zarzuca wędki ten nie ma szans na rybę, prawda?
– Nie masz teraz może jakiejś przerwy obiadowej? Albo końca zmiany? Moglibyśmy się przejść razem, poopowiadałbyś mi o tym drewnie pod ramę, metal na runy też pewnie powinien być jakiś wyjątkowy. Może w tej opowieści są jakieś detale związane z liczbami i proporcjami, które Ci umykają. Mógłbym pomóc, a Ty zadbałbyś żebym dotarł do dobrej garkuchni nim padnę z głodu na londyńskiej ulicy mm? – zaproponował, z nadzieją wlepiając weń swoje ciemne jak dwa węgielki ślepia.