15.03.2025, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2025, 00:17 przez Mona Rowle.)
Czasami kochanie Icarusa Prewetta bolało. Każde słowo przecinało jej wnętrzności metodycznie i bezlitośnie, a przecież Mona potrafiła przełknąć wiele. Już lata temu zauważyła, że Ari miał tę paskudną zdolność do wyłapywania szczegółów. Drobnych i pozornie nieistotnych rzeczy, które w odpowiednim momencie potrafił obrócić przeciwko oponentowi. Kobieta pożałowała swoich słów równie szybko, jak nie spodziewała się, że zobaczyłaby je wkrótce wymierzone w niego samego.
— Jak możesz mówić, że kocham kogoś niegodnego? Moje uczucia nie są błędem, nie masz prawa mi tego odebrać — wydusiła. — Gdybym ci powiedziała co ja… — na tamten moment żadne z nich jeszcze nie wiedziało, co Mona miała sprowadzić na ich dwójkę. — Ari, nie jesteś słaby. Właściwie to… Jesteś przeciwieństwem tego, o czym mówisz. Wiem, że… — zawahała się, a po chwili odparła łagodniej. — Posiadasz w sobie coś, co ciągnie cię ku autodestrukcji, pisałeś mi o tym, ale zauważ proszę, że wyłącznie człowiek silny i odważny będzie w stanie przyznać się do czegoś takiego. Bardzo chciałabym zabrać ci ten ból, ale… — nie była w stanie. Pragnęła go wykorzenić, ale jak mogłaby tego dokonać? Mona musiała się odsunąć, aby go puścić i móc spojrzeć mu w oczy. Jednocześnie sięgnęła lewą dłonią do jego policzka, kciukiem musnęła jego skórę. — Dwi'n dy caru chdi mwy na neb arall, więc tak się składa, że to złamane serce możesz poskładać tylko ty. I dlatego nie chcę, żebyś mówił w ten sposób o mężczyźnie, którego kocham — obydwoje zatrzymali się, kiedy kamienica Prewettów pojawiła się w zasięgu wzroku.
— Jak możesz mówić, że kocham kogoś niegodnego? Moje uczucia nie są błędem, nie masz prawa mi tego odebrać — wydusiła. — Gdybym ci powiedziała co ja… — na tamten moment żadne z nich jeszcze nie wiedziało, co Mona miała sprowadzić na ich dwójkę. — Ari, nie jesteś słaby. Właściwie to… Jesteś przeciwieństwem tego, o czym mówisz. Wiem, że… — zawahała się, a po chwili odparła łagodniej. — Posiadasz w sobie coś, co ciągnie cię ku autodestrukcji, pisałeś mi o tym, ale zauważ proszę, że wyłącznie człowiek silny i odważny będzie w stanie przyznać się do czegoś takiego. Bardzo chciałabym zabrać ci ten ból, ale… — nie była w stanie. Pragnęła go wykorzenić, ale jak mogłaby tego dokonać? Mona musiała się odsunąć, aby go puścić i móc spojrzeć mu w oczy. Jednocześnie sięgnęła lewą dłonią do jego policzka, kciukiem musnęła jego skórę. — Dwi'n dy caru chdi mwy na neb arall, więc tak się składa, że to złamane serce możesz poskładać tylko ty. I dlatego nie chcę, żebyś mówił w ten sposób o mężczyźnie, którego kocham — obydwoje zatrzymali się, kiedy kamienica Prewettów pojawiła się w zasięgu wzroku.