16.03.2025, 00:50 ✶
Pierwszy błysk w oku. Już nie zachwytu, a raczej zaciekawienia przedstawionym przez niego menu, z którego oba pozycje wydawały się dość zachęcające. Jedno zdecydowanie będzie wyzwaniem, skoro młode damy nie pasowały wskazanemu przez hrabiego markizowi, ale Hera… Jakże byłoby zabawne wgryźć się w tak szczelnie zakryty nadgarstek bogini, która już dawno powinna zmienić swoje zwyczaje i morale, bo zamiast tego gniła jedynie, trzymając się starych przekonań. No i ten przebłysk zazdrości… To mogłoby rzeczywiście być całkiem ciekawe.
Drugi błysk w oku i kolejny rodzaj zaciekawienia, tym razem wymieszanego z pewnym niedowierzaniem.
– I jak wmawiasz im, że nic takiego się nie wydarzyło? – spytała zaintrygowana, jednocześnie myśląc, że tak jak i Olimp musiał się kiedyś skończyć, tak i hrabia swoimi pomysłami powoli kreślił kres własnej władzy. Z tym że Olimp, po chmurze wieków ciemnych, został odzyskany, a autorytet jednego wampira, który zbyt swawolnie poczynał sobie w zakresie jawności magii? Tu już miała wątpliwości.
Nigdy przecież tego nie sprawdzała. Magii i mugoli nie należało za bardzo mieszać, więc nawet nie przyszło jej to do głowy.
Trzeci, ostatni błysk w oku, ten w którym do zaciekawienia doszła ponownie pewna irytacja, kiedy taniec dobiegł końca, a jej został wręczony kielich z winnej fontanny.
– Dlaczego to zrobiłeś, hrabio? – spytała, wpatrując się w przelewającą się czerwień, z której zachwyceni uczestnicy zabawy nabierali do kieliszków nektaru. Krople odznaczyły się na kilku kosztownych strojach, ale goście najwyraźniej nic sobie nie robili z efektów ubocznych błogosławieństwa boga wina.
Powróciła spojrzeniem do swojego rozmówcy. Dionizos, który przyniósł ukojenie zrozpaczonej Ariadnie, nigdy nie kojarzył jej się z tym samym Dionizosem, który upijał się z bachantka w ogrodach. Hrabia natomiast nie kojarzył jej się z żadną z tych wersji bóstwa. Nie. Hrabia zdecydowanie byłby lepszym bogiem wiatru północy, gotowym gwałtownie poczynić szkody na jej dumie, a jego przyjemne dla oka rysy twarzy, były dokładnie takie jak wiatr, który by reprezentował - jednocześnie orzeźwiające jak i zmuszające do odwrócenia się po jakimś czasie. Nie odwróciła się jeszcze tylko z przekory.
Drugi błysk w oku i kolejny rodzaj zaciekawienia, tym razem wymieszanego z pewnym niedowierzaniem.
– I jak wmawiasz im, że nic takiego się nie wydarzyło? – spytała zaintrygowana, jednocześnie myśląc, że tak jak i Olimp musiał się kiedyś skończyć, tak i hrabia swoimi pomysłami powoli kreślił kres własnej władzy. Z tym że Olimp, po chmurze wieków ciemnych, został odzyskany, a autorytet jednego wampira, który zbyt swawolnie poczynał sobie w zakresie jawności magii? Tu już miała wątpliwości.
Nigdy przecież tego nie sprawdzała. Magii i mugoli nie należało za bardzo mieszać, więc nawet nie przyszło jej to do głowy.
Trzeci, ostatni błysk w oku, ten w którym do zaciekawienia doszła ponownie pewna irytacja, kiedy taniec dobiegł końca, a jej został wręczony kielich z winnej fontanny.
– Dlaczego to zrobiłeś, hrabio? – spytała, wpatrując się w przelewającą się czerwień, z której zachwyceni uczestnicy zabawy nabierali do kieliszków nektaru. Krople odznaczyły się na kilku kosztownych strojach, ale goście najwyraźniej nic sobie nie robili z efektów ubocznych błogosławieństwa boga wina.
Powróciła spojrzeniem do swojego rozmówcy. Dionizos, który przyniósł ukojenie zrozpaczonej Ariadnie, nigdy nie kojarzył jej się z tym samym Dionizosem, który upijał się z bachantka w ogrodach. Hrabia natomiast nie kojarzył jej się z żadną z tych wersji bóstwa. Nie. Hrabia zdecydowanie byłby lepszym bogiem wiatru północy, gotowym gwałtownie poczynić szkody na jej dumie, a jego przyjemne dla oka rysy twarzy, były dokładnie takie jak wiatr, który by reprezentował - jednocześnie orzeźwiające jak i zmuszające do odwrócenia się po jakimś czasie. Nie odwróciła się jeszcze tylko z przekory.