Zdawała sobie sprawę z tego, że nie musiała mówić o braku skrępowania, bo ono raczej w ich przypadku nie występowało. Można było o nich powiedzieć naprawdę wiele, jednak nigdy nie stwierdziłaby, że którekolwiek z nich krępuje się czymkolwiek w swoim towarzystwie. Nie po tym, jak wrócili wtedy tego pamiętnego dnia, gdy przekroczyli wszelkie możliwe granice, które sami sobie narzucili. Pamiętała tamten okres, gdy byli przyjaciółmi i jak trudno jej było panować nad sobą panować, gdy w końcu sięgnęli po coś więcej nie zamierzała już nigdy hamować się w jego towarzystwie, nie gdy dotarło do niej, że chcą tego samego.
Bardzo łatwo przychodziło im sięganie po to, co do nich należało, już tak mieli, że nieszczególnie się miarkowali, gdy w grę wchodziło to uczucie pożądania, które w ich przypadku nigdy nie gasło. Ciągle byli jak para nastolatków, która nie mogła się sobą nasycić.
W tym przypadku nieco przeszkadzały im jej spodnie; tak już kiedyś mówiła, że powinna z nich zrezygnować, bo nie były szczególnie wygodne, jeśli chodzi o przypadkowe zbliżenia, które dość często się między nimi pojawiały. Ceniła sobie jednak tę część garderoby, dawno temu je sobie upodobała. Wiedziała, że był to jeden, jedyny moment, w którym sukienki mogły okazać się dużo wygodniejsze, ale nieszczególnie za nimi przepadała. Najwyraźniej był to znowu moment, w którym powinna przemyśleć ich wszystkie wady i zalety.
- Tak znam Cię. - Nie było dla niej żadną nowością to, że mógłby spróbować pozbyć się tych nieszczęsnych spodni w zdecydowanie mało cywilizowany sposób, jej szafa na szczęście była pełna podobnych do nich części garderoby. Może nie przywiązywała szczególnej wagi do tego, jak się prezentowała, jednak lubiła mieć pełną szafę całkiem wygodnych i trwałych ubrań, jak właśnie te spodnie. Nie przejmowała się więc ewentualnymi zniszczeniami, bo bardzo łatwo było je zastąpić, zwłaszcza, że większość jej garderoby była zrobiona z materiałów ze stworzeń na które sama polowała.
Na szczęście całkiem szybko udało im się pozbyć z niej tej ostatniej, przeszkadzającej im części materiału, który zakrywał jej ciało. Roise miał w tym dość spore doświadczenie, co na pewno nieco to ułatwiło. Wiele razy bowiem znajdowali się już w podobnej sytuacji. Spodziewała się, że z paskiem pójdzie jej nieco łatwiej, jednak wcale nie tak prosto było się nim zająć, kiedy nie mogła się w pełni na tym skupić. Ambroise jednak po raz kolejny z nią współpracował, dzięki czemu wspólnymi siłami w końcu pozbyli się wszystkiego, co było im zupełnie niepotrzebne. Znaleźli się wreszcie razem, zupełnie nadzy w tej chłodnej pościeli. Pierwszy sukces osiągnięty, teraz wystarczyło w końcu zaspokoić te palącą potrzebę, która ich ogarnęła.
W końcu w ten właściwy sposób mogli się do siebie zbliżyć, nie przejmując się tym, co będzie jutro, później, bo ustalili, że to nie było tymczasowe, doszli do tego, że najlepiej będzie, jak znowu zaczną widzieć swoją wspólną przyszłość, jaka by ona nie była. Zresztą od samego początku to była dla nich jedyna droga, zdecydowanie razem było im lepiej. Nie powinni byli z tym walczyć. Dobrze, że dotarło to do nich dość szybko, tydzień to wcale nie było tak wiele czasu, zważając na ich doświadczenia z przeszłości, kiedy potrafili krążyć wokół siebie miesiącami.
Przywarła do Roisa całym swoim ciałem, zarzuciła mu dłonie na plecy, zapewne zostawi na nich zadrapania po swoich paznokciach, bo miała tendencje do tego, aby reagować na niego za bardzo, powinien jej to wybaczyć, ale nie potrafiła nad tym szczególnie panować. Nie kiedy ich usta ponownie zaczęły się pochłaniać, chciała zasmakować każdy, nawet najdrobniejszy fragment jego skóry, i nie miała ku temu żadnych oporów, ponownie więc znalazły się na jego szyi, chyba najbardziej upodobała sobie właśnie ten fragment ciała.
Nie przejmowała się właściwie niczym, tym, że w domu był jej młodszy brat, który najprawdopodobniej teraz spał, liczyło się tylko i wyłącznie to, że mieli ponownie rozpocząć wspólną wędrówkę. To było dla niej najważniejsze, w końcu mogli pozostawić za sobą te okropne dwa lata, kiedy nic nie wydawało się być właściwe. Mogła mieć go znowu tylko i wyłącznie dla siebie, i ta perspektywa jej się podobała.
Oddech Yaxleyówny przyspieszał z każdą, kolejną mijającą minutą. Serce biło jej coraz szybciej, wiedziała, że jeszcze chwila, a zbliżą się do momentu, w którym to pragnienie zostanie zaspokojone, co najważniejsze, nie musiała się już więcej przejmować tym, że Ambroise stąd zniknie, że postanowi odejść, może dzięki tej myśli nie powinna się tak spieszyć, jednak nie do końca mogła panować nad tym, co działo się z ich ciałem. Chaos miał ją pochłonąć, nie pierwszy raz, ale w tym przypadku zupełnie jej to nie przeszkadzało, mogła na to pozwolić.