16.03.2025, 16:14 ✶
Przysiadł na brzegu biurka Isaaca i przeglądał dokumenty w teczce. Kręcił nosem, wzdychał, marudził, gdy sprawdzał kolejne i kolejne papiery, które chciał podsunąć Bagshotowi pod nos, gdyby tylko znalazł jakiś błąd. Zależało mu na doskonałości tego, co wypuszczą spod palców, głównie właśnie po to, by nie dawać panu Shafiqowi kolejnej takiej okazji do wyciągnięcia wszystkiego, co przez ostatnie lata mogło pójść nie tak! Remington wiedział, że mają jeszcze niedociągnięcia, których nie zdążył naprawić, ale żeby zwalać na nich wszystko, jednego dnia?! A raczej jednego wieczora, który wkrótce miał zmienić się w jedną noc?! Pan Anthony nie miał serca, lecz skutecznie zachęcił ich dodatkową płacą. To zawsze działało. Zresztą, Enzo nie zamierzał zostawiać swoich towarzyszów niedoli samych z dokumentami. Zrobiliby jeszcze większy bałagan bez jego uważnego nadzoru!
- Nie powinieneś podpisywać z datą, kiedy to było, tylko dzisiejszą. - Mruczał pod nosem, zwracając Isaacowi uwagę, lecz nic z tym nie robiąc. Mogli udać, że papier podpisany był właśnie wtedy, właśnie w momencie, kiedy umowy zostały zatwierdzane, nie rok później. Gdyby był to ktoś inny, kto wie, może zwróciłby uwagę, lecz Isaacowi mogło to ujść na sucho. - A tutaj powinno być pełne nazwisko pana Shafiqa, nie tylko... co?
Poderwał głowę, gdy Tahira wpadła do biura, ciągnąć za sobą swąd spalenizny. W chwili, gdy usłyszał, że Londyn płonie, nie pomyślał o całym mieście, a jedynie o części jakiegoś innego departamentu? Może jakimś zapomnianym biurze, gdzie ćwiczyli stróże prawa, a pożoga wyrwała się spod kontroli?
Już chciał rzucić się ku Tahirze, ale pan Selwyn go ubiegł.
- Tak jest! - Zgodził się od razu, rzucając teczkę na biurko Isaaca. - Chodź! - Popędził kolegę, ruszając ku wyjściu, mijając Tahirę, by dostać się do wyjścia i sprawdzić, co dzieje się poza biurem. Czy na korytarzu zastaną płomienie? Dym? Zwęglone ciała?!
- Nie powinieneś podpisywać z datą, kiedy to było, tylko dzisiejszą. - Mruczał pod nosem, zwracając Isaacowi uwagę, lecz nic z tym nie robiąc. Mogli udać, że papier podpisany był właśnie wtedy, właśnie w momencie, kiedy umowy zostały zatwierdzane, nie rok później. Gdyby był to ktoś inny, kto wie, może zwróciłby uwagę, lecz Isaacowi mogło to ujść na sucho. - A tutaj powinno być pełne nazwisko pana Shafiqa, nie tylko... co?
Poderwał głowę, gdy Tahira wpadła do biura, ciągnąć za sobą swąd spalenizny. W chwili, gdy usłyszał, że Londyn płonie, nie pomyślał o całym mieście, a jedynie o części jakiegoś innego departamentu? Może jakimś zapomnianym biurze, gdzie ćwiczyli stróże prawa, a pożoga wyrwała się spod kontroli?
Już chciał rzucić się ku Tahirze, ale pan Selwyn go ubiegł.
- Tak jest! - Zgodził się od razu, rzucając teczkę na biurko Isaaca. - Chodź! - Popędził kolegę, ruszając ku wyjściu, mijając Tahirę, by dostać się do wyjścia i sprawdzić, co dzieje się poza biurem. Czy na korytarzu zastaną płomienie? Dym? Zwęglone ciała?!