16.03.2025, 22:46 ✶
Ostatnio często zaliczała bliskie spotkania z ludźmi i nie tylko. Wpadała na nich albo oni wpadali na nią, zwierzęta bezlitośnie łomotały jej głowę skrzydłami, a barki i kolana obijały się o posadzkę czy bruk. Zdążyła się już przyzwyczaić do tego, że gdziekolwiek nie poszła, to musiało się coś odpierdolić, nie była więc nawet zaskoczona tym, że ktoś tak po prostu w nią wlazł. Pewnie nie chciał być tu dłużej niż powinien, dokładnie tak, jak ona sama.
- Sorry, też mogłam uważ... - odruchowo chciała przeprosić tego kogoś, nawet jeżeli to ona szła normalnym tempem, a on zapierdalał tak, jakby go dementor gonił. Oczywistym było, że to jego wina nie jej, ale niech mu będzie: chciała przeprosić i iść sobie dalej w pizdu, żeby nie zaogniać konfliktu, ale drgnęła i urwała swoje zdanie w połowie, słysząc znajomy głos. Nie słyszała go tak długo... Czyżby Greybackowie zaczynali przejmować Nokturn, a wrzesień miał jej upłynąć pod tym nazwiskiem? - Skoll, urosłeś! Piłeś dużo mleka jak tata kazał?
Zapytała słodko, robiąc krok w tył tylko po to, by móc swobodnie zadrzeć głowę i spojrzeć na jego twarz. Skoll był kurewsko wysoki, a ona dość niska, więc żeby móc patrzeć gdziekolwiek indziej niż jego klatka piersiowa, z którą się zderzyła, musiała zrobić maleńki kroczek w tył.
- Czym was karmili za młodu i dlaczego zjedliście wszystko, nie zostawiając dla innych? - poprawiła kasztanowe włosy, które jak zwykle były roztrzepane i swobodnie opadały na jej ramiona. Jej dziecięca buźka kontrastowała z ciężkimi, raczej męskimi buciorami oraz spodniami typu bojówki, które uwielbiała. Miały dużo kieszeni i były wygodne, a te tutaj miały także ślady po ziemi na materiale. Podobnie jak buty. I w sumie koszulka także, ta kurtka którą miała na ramionach to przynajmniej była czysta, chociaż powycierana. No i pachniała lasem, jak zwykle - teraz jednak na tyle intensywnie, że ta woń w połączeniu z innymi szczegółami kazała podejrzewać, że przed chwilą w lesie była. - A co cię to interesuje, Skoll? Może przyszłam tu zrobić zakupy i kupić karmę dla moich żab?
Zadziorność w jej głosie również nie uległa zmianie. Tak samo jak niektóre gesty: uniosła lekko podbródek w wyzywającym geście. Niby mieli zakopany topór wojenny, ale jakoś Faye nie potrafiła przeżyć tego, że Skoll kiedykolwiek mógł podejrzewać, że mogłaby sprawić, że Maddoxowi stanie się krzywda. Oddałaby za tego gnojka życie i niezmiernie wkurwiało ją to, że ktokolwiek mógł ośmielać się w to wątpić.
- Sorry, też mogłam uważ... - odruchowo chciała przeprosić tego kogoś, nawet jeżeli to ona szła normalnym tempem, a on zapierdalał tak, jakby go dementor gonił. Oczywistym było, że to jego wina nie jej, ale niech mu będzie: chciała przeprosić i iść sobie dalej w pizdu, żeby nie zaogniać konfliktu, ale drgnęła i urwała swoje zdanie w połowie, słysząc znajomy głos. Nie słyszała go tak długo... Czyżby Greybackowie zaczynali przejmować Nokturn, a wrzesień miał jej upłynąć pod tym nazwiskiem? - Skoll, urosłeś! Piłeś dużo mleka jak tata kazał?
Zapytała słodko, robiąc krok w tył tylko po to, by móc swobodnie zadrzeć głowę i spojrzeć na jego twarz. Skoll był kurewsko wysoki, a ona dość niska, więc żeby móc patrzeć gdziekolwiek indziej niż jego klatka piersiowa, z którą się zderzyła, musiała zrobić maleńki kroczek w tył.
- Czym was karmili za młodu i dlaczego zjedliście wszystko, nie zostawiając dla innych? - poprawiła kasztanowe włosy, które jak zwykle były roztrzepane i swobodnie opadały na jej ramiona. Jej dziecięca buźka kontrastowała z ciężkimi, raczej męskimi buciorami oraz spodniami typu bojówki, które uwielbiała. Miały dużo kieszeni i były wygodne, a te tutaj miały także ślady po ziemi na materiale. Podobnie jak buty. I w sumie koszulka także, ta kurtka którą miała na ramionach to przynajmniej była czysta, chociaż powycierana. No i pachniała lasem, jak zwykle - teraz jednak na tyle intensywnie, że ta woń w połączeniu z innymi szczegółami kazała podejrzewać, że przed chwilą w lesie była. - A co cię to interesuje, Skoll? Może przyszłam tu zrobić zakupy i kupić karmę dla moich żab?
Zadziorność w jej głosie również nie uległa zmianie. Tak samo jak niektóre gesty: uniosła lekko podbródek w wyzywającym geście. Niby mieli zakopany topór wojenny, ale jakoś Faye nie potrafiła przeżyć tego, że Skoll kiedykolwiek mógł podejrzewać, że mogłaby sprawić, że Maddoxowi stanie się krzywda. Oddałaby za tego gnojka życie i niezmiernie wkurwiało ją to, że ktokolwiek mógł ośmielać się w to wątpić.