Zamknęli się w swojej bańce. Po raz kolejny, chociaż wiedziała, że tym razem będzie inaczej. Sporo w między czasie przeżyli, mieli już świadomość tego, że świat wcale nie był taki kolorowy, jak im się na początku wydawało, nie mogli pozwolić na to, aby znowu za bardzo odkleić się od tego, co działo się wokół nich. Potrzebowali jednak takich chwil jak ta, gdy mogli na moment zapomnieć o wszystkim, co działo się wokół nich, gdy nie musieli się niczym przejmować. Zasługiwali na to po tym, co przeżyli. Należało im się to. Była tego pewna. Wiedziała, że czeka ich sporo rozmów, ustaleń, ale to miało przyjść później, na pewno im nie ucieknie. Dalszej części poranka nie miała zamiaru marnować na kolejne konwersacje. Na pewno do tego wrócą, będą musieli, jeśli nie zamierzali popełniać tych samych błędów, które zdarzyły im się w przeszłości.
Trochę się tego nazbierało, wiedziała, że tym razem nie będzie to wszystko wyglądało tak samo, bo po pierwsze byli innymi ludźmi, a po drugie miała świadomość (albo tak się jej wydawało), co nie zadziałało. Jasne, mądry czarodziej po szkodzie, ale wypadało uczyć się na błędach i ich nie powielać, tym miała zamiar się teraz kierować. Na pewno nie pozwoli się odsunąć od pewnych spraw, jak to zrobiła ostatnim razem. To nie mogło się zdarzyć, chociaż czuła, że będzie ją czekała dość długa przeprawa z tym, aby ustalili nową, lepszą wersję. Była na to gotowa.
Nie mogli wrócić do tego, co mieli, bo sporo się wydarzyło. U niej i u niego, nie mogli wymazać tego czasu, który spędzili osobno, nie powinni tego robić, w końcu to też ich nieco ukształtowało. Najważniejsze było to, że ich uczucia się nie zmieniły, że nadal kochali się w ten sam sposób, zresztą to nigdy miało nie minąć, bo ta więź, która ich łączyła była wyjątkowa. Miała przetrwać wszystko, a co najważniejsze, zdecydowali wreszcie, że nie będą tego ignorować. Postanowili wybrać tę najbardziej właściwą dla siebie drogę. W końcu. Nie musieli się już niczym przejmować, bo przecież bez względu na wszystko mieli znajdować się u swojego boku. Niczego więcej nie potrzebowała, wiedziała, że to będzie dla nich lepsze, że w końcu wszystko się ułoży, bo razem przecież byli w stanie przetrwać wszystko. Zdecydowanie lepiej, aby razem walczyli z całym światem, niżeli stawali przeciwko sobie.
Na pewno będą musieli ustalić nowy porządek, to nie ulegało najmniejszym wątpliwościom, ale mieli już przecież i w tym doświadczenie, potrafili negocjować, szukać kompromisów, tym razem pewnie potrwa to trochę dłużej, ale nie wątpiła, że ponownie im się uda osiągnąć cel. Potrafili to robić, potrafili się słuchać, potrafili ze sobą rozmawiać, mimo, że ten tydzień, który razem spędzili nie do końca o tym świadczył. Potrzebowali jednak tego czasu, aby ustalić wspólną wersję. Może żałowała niektórych słów, które wypowiedziała, ale to chyba nie miało teraz sensu, bo i tak w końcu znaleźli się razem w jej sypialni, co kiedyś było dla nich codziennością.
W ich relacji nigdy nie chodziło tylko o fizyczności, zawsze łączyło ich coś więcej, porozumienie dusz, jakiego nie miała z nikim innym. To powodowało, że te doznania smakowały zupełnie inaczej od wszystkich innych. Były wyjątkowe, nie dało się tego powtórzyć. Dlatego tak bardzo zależało jej, żeby do tego wrócili, bo tylko przy Roise czuła się kompletna. Dopiero gdy znajdowała się przy nim wiedziała, że naprawdę żyje, a nie egzystuje.
Ich gesty były chaotyczne, ponownie pozwolili wypełnić się temu palącemu uczuciu, które musiało zostać ugaszone. Czuła ciepło rozchodzące się po jej całym ciele, wypełniało ją coraz silniej, z każdym kolejnym pocałunkiem, opuszkami palców, które wędrowały po jej rozgrzanej skórze. Ona również się nie hamowała. Jej dłonie sunęły po plecach Roisa, chcąc nacieszyć się ciepłem jego skóry. Usta nie przestawały znaczyć kolejnych kawałków jego ciała, przypadkiem pozostawiając na nich zaczerwienione ślady, które mogły zostać na nim nieco dłużej. Cóż, taki już był koszt bliskości z nią. Nie hamowała się zupełnie w tych wszystkich gestach, nie kiedy traciła nad sobą kontrolę, a w tym momencie zdecydowanie już jej nie miała.
Gdy przycisnął ją do materaca złapała go mocniej w okolicy żeber, właściwie to wbiła w mężczyznę swoje paznokcie, żeby poczuć go jeszcze bliżej siebie, potrzebowała też przytrzymać się nieco, bo zupełnie straciła nad sobą panowanie. Wypełniał ją żar, który powodowała bliskość jego ciała, ciepło jego skóry, przyspieszony oddech, który czuła na swoim ciele. To wszystko powodowało, że znajdowała się całkiem blisko tego, żeby sięgnąć po spełnienie, które mieli sobie dać.
Oderwała w końcu usta od jego szyi, tym razem chciała, by ponownie połączył ich pocałunek, aby mogli w pełni poczuć tę więź, która ich łączyła. Ich ciała stały się jednym, dusze również, w końcu były dla siebie stworzone, oni byli dla siebie stworzeni. Potrzebowali tej bliskości, aby w pełni się sobą nacieszyć. To było właściwe, nic innego nigdy nie było im pisane. Nie, kiedy pasowali do siebie na wszystkich możliwych płaszczyznach, gdy ich zbliżenia wyglądały w ten sposób.
Jej oddech przyspieszał wraz z każdym ruchem Ambroisa, pocałunki stawały się coraz bardziej wygłodniałe, jakby nie mogła w pełni się nim nasycić, wiedziała, że znajdują się coraz bliżej, jeszcze chwila, a świat zacznie wirować, a oni zupełnie odpłyną, znajdą się poza tą sypialnią, jak wiele razy wcześniej.