17.03.2025, 02:00 ✶
– Nie przejmuj się. I tak nie miałem co robić – powiedział jedynie pół kłamiąc, bo pewnie w rzeczywistości znalazłoby się kilka rzeczy, które mógłby robić w wolnym czasie, na przykład spać, ale były jednak sprawy ważne i ważniejsze, zwłaszcza że przecież chodziło o matkę Peregrinusa, a Basilius doskonale wiedział, jaka była sytuacja.
Dym nie był jego, a tym bardziej jego płuc, ulubionym upiększaczem powietrza, ale dopóki całe pomieszczenie nie było zadymione, nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, czy może raczej należało powiedzieć, że wolał już narazić się na kaszel, niż w tym momencie zabierać papierosa zdenerwowanemu palaczowi. Dlatego też tylko machnął ręką, mruknął pod nosem twoje płuca i ruszył dalej, by zaraz kucnąć przy rozbitych fragmentach kokonu i szkła.
Oj...
– Nie możesz wszystkiego przewidzieć – powiedział, gdy już wstał, aby pocieszyć Trelawneya, gdy ten zaczął sobie wyrzucać, że za dużo przebywał w pracy. Możliwe, że byl to dość niefortunny dobór słów wobec tej osoby, ale Basilius zakładał, że Peregrinus doskonale wiedział o co mu chodziło.
Wreszcie znaleźli się w sypialni jego pacjentki. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie na tę sytuację, aby Basilius sumiennie obiecał sobie, że dzisiaj już zdecydowanie nie będzie się czepiał jakiekolwiek nerwowego palenia u Peregrinusa. Kolejne natomiast spojrzenie, w połączeniu z tym co zobaczył w salonie i usłyszał od drugiego czarodzieja, jasno wskazywało na dwie potencjalnej scenariusze tej sytuacji. Przy pierwszym, tym zdecydowanie lepszym dla każdego z zainteresowanych, to co pełzało teraz pod bladą skórą Aurory Trelawney nie było strasznie groźne i wystarczyło rozstawić kilka świec wraz z odpowiednią inkantacja, a problem sam zniknie. W tym gorszym przypadku jednak, możliwe, że trzeba będzie rozcinać skórę, a pełzająca istota będzie próbowała wydostać się z rany aby ich gryźć. No... Głównie to gryźć Peregrinusa, bo kiedy czytał o podobnym przypadku, larwy te uwielbiały żywić się krwią potomków swojej pierwszej ofiary. Hm... Może poinformuje go o tym wszystkim, kiedy dowie się już, który scenariusz jest prawdziwy. Na razie nie było co go denerwować.
– No dobrze – powiedział szeptem, tak aby nie niepokoić chorej. – Muszę podejść i ją zbadać. Upewnić się co to właściwie jest. – Mówiąc te słowa spojrzał pytająco na Peregrinusa, czekając aż ten powie, czy kobieta da się obejrzeć, czy też będzie robiła problemy. – I czy twoja matka lubi może chałwę?
Dym nie był jego, a tym bardziej jego płuc, ulubionym upiększaczem powietrza, ale dopóki całe pomieszczenie nie było zadymione, nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, czy może raczej należało powiedzieć, że wolał już narazić się na kaszel, niż w tym momencie zabierać papierosa zdenerwowanemu palaczowi. Dlatego też tylko machnął ręką, mruknął pod nosem twoje płuca i ruszył dalej, by zaraz kucnąć przy rozbitych fragmentach kokonu i szkła.
Oj...
– Nie możesz wszystkiego przewidzieć – powiedział, gdy już wstał, aby pocieszyć Trelawneya, gdy ten zaczął sobie wyrzucać, że za dużo przebywał w pracy. Możliwe, że byl to dość niefortunny dobór słów wobec tej osoby, ale Basilius zakładał, że Peregrinus doskonale wiedział o co mu chodziło.
Wreszcie znaleźli się w sypialni jego pacjentki. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie na tę sytuację, aby Basilius sumiennie obiecał sobie, że dzisiaj już zdecydowanie nie będzie się czepiał jakiekolwiek nerwowego palenia u Peregrinusa. Kolejne natomiast spojrzenie, w połączeniu z tym co zobaczył w salonie i usłyszał od drugiego czarodzieja, jasno wskazywało na dwie potencjalnej scenariusze tej sytuacji. Przy pierwszym, tym zdecydowanie lepszym dla każdego z zainteresowanych, to co pełzało teraz pod bladą skórą Aurory Trelawney nie było strasznie groźne i wystarczyło rozstawić kilka świec wraz z odpowiednią inkantacja, a problem sam zniknie. W tym gorszym przypadku jednak, możliwe, że trzeba będzie rozcinać skórę, a pełzająca istota będzie próbowała wydostać się z rany aby ich gryźć. No... Głównie to gryźć Peregrinusa, bo kiedy czytał o podobnym przypadku, larwy te uwielbiały żywić się krwią potomków swojej pierwszej ofiary. Hm... Może poinformuje go o tym wszystkim, kiedy dowie się już, który scenariusz jest prawdziwy. Na razie nie było co go denerwować.
– No dobrze – powiedział szeptem, tak aby nie niepokoić chorej. – Muszę podejść i ją zbadać. Upewnić się co to właściwie jest. – Mówiąc te słowa spojrzał pytająco na Peregrinusa, czekając aż ten powie, czy kobieta da się obejrzeć, czy też będzie robiła problemy. – I czy twoja matka lubi może chałwę?