17.03.2025, 11:56 ✶
Udało się. Był w trakcie krótkiej rozmowy z Atreusem, gdy nagle kontakt się urwał. Urwał się dlatego, że stracił nie tylko możliwość skupienia, ale również równowagi. Gdy Bulstrode mu odpowiedział, Aidan nie raczył przejść gdzieś na bok, tylko zaczął nadawać, chcąc dowiedzieć się wszystkiego - co się dzieje, co Ministerstwo każe robić. Dodatkowo napomknął, że Horyzontalna płonie a to, co usłyszał w odpowiedzi, wcale nie polepszyło mu humoru. Płonął cały magiczny Londyn - Pokątna, na którą kierował ludzi, także. Miał nadzieję, że Dziurawy Kocioł będzie cały bo nie miał jak w pojedynkę transportować samodzielnie tych ludzi.
Z jego gardła wydobyła się wcale nie tak cicha kurwa oraz mać, gdy jego ramiona odruchowo otoczyły blondynkę, która wleciała prosto na niego. Instynkt zrobił swoje: obrócił się plecami tak, żeby przyjąć na siebie impet upadku.
- Uważaj jak biegniesz! - być może w innych okolicznościach szybciej by zauważył, że kobieta, która teraz na nim leżała, jest mu znajoma. Widział jej zdjęcie kilka dni temu, gdy Baldwin przechwalał się, że się z nią spotykał, a on mu nie uwierzył. Teraz jednak nie za bardzo miał czas, by się przyglądać blondynie - obok coś huknęło, a Aidan przycisnął dziewczynę do siebie mocno. Przeturlał się z nią na bok tak, by docisnąć ją do ziemi, samemu zasłaniając ją swoim ciałem.
Niech ktoś jeszcze raz spróbuje powiedzieć, że nie nadaje się do tej pracy.
- Leż, durna - warknął, nie pozwalając jej wstać. Jebać jego głowę - dostał w nią tyle razy, że nawet gdyby teraz jakiś kamień wylądował na jego czole, to nic by mu się nie stało. Łeb miał twardy i przyzwyczajony do ciosów, z kolei drobna blondynka pod nim nie wyglądała na taką, która miała jakiekolwiek doświadczenie w obrywaniu. Chyba że często korzystała z usług Potterów, bo nie było widać po jej buźce nawet jednego małego zadrapania... Aidan zmarszczył brwi, dostrzegając uderzające podobieństwo do kogoś. Podniósł się na dłoniach i odsunął od Mulciberówny, żeby mieć lepszy pogląd na jej twarz. - Kto by pomyślał... Jesteś dupą Baldwina?
Nie starał się nawet kryć zdziwienia, że akurat to ona na niego wleciała. Wstał, by następnie podać kobiecie dłoń. Nie patrzył jednak już na nią, jego oczy skanowały otoczenie. To, co tak huknęło, nie wróżyło nic dobrego. I być może nigdy nie dał się poznać jako wybitny Brygadzista, ale nie mógł przecież zignorować faktu, że ci ludzie potrzebowali pomocy.
Gdzieś z boku zaczęły mu migać mundury Brygady Uderzeniowej. Trzaski teleportacji ginęły wśród ryku płomieni i krzyków przerażonych ludzi.
- Gdzie on jest? - spojrzał w końcu na Scarlett, wcale nie zamierzając jej puszczać, póki mu nie odpowie na pytanie. Byli razem? A może biegła właśnie do niego? To nie miało teraz znaczenia - jeżeli był w niebezpieczeństwie, a on sam nie był na służbie, to najwyżej teleportuje się do tego gnoja i sam wrzuci do rzeki.
Z jego gardła wydobyła się wcale nie tak cicha kurwa oraz mać, gdy jego ramiona odruchowo otoczyły blondynkę, która wleciała prosto na niego. Instynkt zrobił swoje: obrócił się plecami tak, żeby przyjąć na siebie impet upadku.
- Uważaj jak biegniesz! - być może w innych okolicznościach szybciej by zauważył, że kobieta, która teraz na nim leżała, jest mu znajoma. Widział jej zdjęcie kilka dni temu, gdy Baldwin przechwalał się, że się z nią spotykał, a on mu nie uwierzył. Teraz jednak nie za bardzo miał czas, by się przyglądać blondynie - obok coś huknęło, a Aidan przycisnął dziewczynę do siebie mocno. Przeturlał się z nią na bok tak, by docisnąć ją do ziemi, samemu zasłaniając ją swoim ciałem.
Niech ktoś jeszcze raz spróbuje powiedzieć, że nie nadaje się do tej pracy.
- Leż, durna - warknął, nie pozwalając jej wstać. Jebać jego głowę - dostał w nią tyle razy, że nawet gdyby teraz jakiś kamień wylądował na jego czole, to nic by mu się nie stało. Łeb miał twardy i przyzwyczajony do ciosów, z kolei drobna blondynka pod nim nie wyglądała na taką, która miała jakiekolwiek doświadczenie w obrywaniu. Chyba że często korzystała z usług Potterów, bo nie było widać po jej buźce nawet jednego małego zadrapania... Aidan zmarszczył brwi, dostrzegając uderzające podobieństwo do kogoś. Podniósł się na dłoniach i odsunął od Mulciberówny, żeby mieć lepszy pogląd na jej twarz. - Kto by pomyślał... Jesteś dupą Baldwina?
Nie starał się nawet kryć zdziwienia, że akurat to ona na niego wleciała. Wstał, by następnie podać kobiecie dłoń. Nie patrzył jednak już na nią, jego oczy skanowały otoczenie. To, co tak huknęło, nie wróżyło nic dobrego. I być może nigdy nie dał się poznać jako wybitny Brygadzista, ale nie mógł przecież zignorować faktu, że ci ludzie potrzebowali pomocy.
Gdzieś z boku zaczęły mu migać mundury Brygady Uderzeniowej. Trzaski teleportacji ginęły wśród ryku płomieni i krzyków przerażonych ludzi.
- Gdzie on jest? - spojrzał w końcu na Scarlett, wcale nie zamierzając jej puszczać, póki mu nie odpowie na pytanie. Byli razem? A może biegła właśnie do niego? To nie miało teraz znaczenia - jeżeli był w niebezpieczeństwie, a on sam nie był na służbie, to najwyżej teleportuje się do tego gnoja i sam wrzuci do rzeki.