03.02.2023, 00:00 ✶
Jak tak patrzyła na tego ducha to miała jakieś takie flashbacki z Hogwartu i z tego jak bardzo poltergeist Irytek robił tam bajzel i zaczepiał uczniów. W inny sposób, ale odniosła wrażenie, ze ten duch czerpał jakąś przyjemność ze straszenia ludzi… ciekawe czy mugoli też tak straszył jeśli jacyś się tutaj zapałętali. Ale Sauriel wyglądał na tak samo zaskoczoną jak i ona, czyli że jak wcześniej tutaj bywał, to nie miał takich przygód? Tak z tego wywnioskowała – że to pierwszy raz, kiedy spotyka ducha straszącego na cmentarzu.
Zabawne, co nie?
- Nie rób tak więcej – Victoria wzdrygnęła się, czując na całym ciele chłód po tym, jak duch wleciał w jej ciało i wyleciał z drugiej strony. Absolutnie nieprzyjemne uczucie dla kogoś, kto odczuwa zimno, zwłaszcza, ze był wieczór i była ubrana w płaszcz. I nie mogła liczyć na to, że ogrzeje ją ciepło wampira, który siedział obok niej. To kolejny absurd – przyszła na cmentarz z wampirem i straszy ich duch. To kara za to, że nie poszli jak Merlin przykazał, do restauracji, tak? Że olali rezerwacje rodziców dla ich pięknej, wspaniałej wręcz r a n d k i?
- Blebleble nie rób nie rób, nie jesteś moją matką! – w tym momencie to i Victoria miała przemożną ochotę rzucić czymś ducha, ale nie wyrzuci przecież butelki dobrego miodu pitnego, nie? Ciastkiem też nie rzuci.
- Dobra czego chcesz? Mamy sobie iść? Zakłócamy twój spokój, czy coś? – zapytała się w końcu zrezygnowana, bo co im pozostało…
Wtedy przez moment duch siedział cicho, nie odzywał się, aż ni z gruszki ni z pietruszki zaczął, że…
- Urodziłem się w tysiąc osiemset trzydziestym drugim roku jako drugi syn w naszym domu w… - i Victoria wybałuszyła na niego oczy, kiedy ten po prostu gadał. O swoich narodzinach.
Zabawne, co nie?
- Nie rób tak więcej – Victoria wzdrygnęła się, czując na całym ciele chłód po tym, jak duch wleciał w jej ciało i wyleciał z drugiej strony. Absolutnie nieprzyjemne uczucie dla kogoś, kto odczuwa zimno, zwłaszcza, ze był wieczór i była ubrana w płaszcz. I nie mogła liczyć na to, że ogrzeje ją ciepło wampira, który siedział obok niej. To kolejny absurd – przyszła na cmentarz z wampirem i straszy ich duch. To kara za to, że nie poszli jak Merlin przykazał, do restauracji, tak? Że olali rezerwacje rodziców dla ich pięknej, wspaniałej wręcz r a n d k i?
- Blebleble nie rób nie rób, nie jesteś moją matką! – w tym momencie to i Victoria miała przemożną ochotę rzucić czymś ducha, ale nie wyrzuci przecież butelki dobrego miodu pitnego, nie? Ciastkiem też nie rzuci.
- Dobra czego chcesz? Mamy sobie iść? Zakłócamy twój spokój, czy coś? – zapytała się w końcu zrezygnowana, bo co im pozostało…
Wtedy przez moment duch siedział cicho, nie odzywał się, aż ni z gruszki ni z pietruszki zaczął, że…
- Urodziłem się w tysiąc osiemset trzydziestym drugim roku jako drugi syn w naszym domu w… - i Victoria wybałuszyła na niego oczy, kiedy ten po prostu gadał. O swoich narodzinach.