Nie dało się utrzymywać kontaktu ze wszystkimi. Ruda nie miała nigdy co do tego wątpliwości. Wiadomo, że dorosłe życie pochłaniało sporo czasu. Tak niestety to wszystko wyglądało. Sama nieco żałowała, że nie miała zbyt wielu możliwości, aby odezwać się do każdego, z kim nawiązywała interakcję w czasie nauki w Hogwarcie. Oczywiście miała swoje bliskie grono znajomych, przyjaciół jak chociażby Cameron i Charles z którymi spotykała się regularnie mimo tego, że nie mieli ku temu zbyt wielu okazji. Dbali o ich relację, bo zawsze byli ze sobą blisko. Nie potrafiła sobie wyobrazić swojego życia bez tych dwóch osłów, którzy gościli w nim od samego początku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Czasem było jej głupio, że nie była w stanie regularnie odzywać się do wszystkich, ale chyba taka była kolej rzeczy? Przynajmniej tak się jej wydawało. Może w przyszłości nadarzy się ku temu jakaś okazja.
Lubiła jednak wracać do Hogsmeade, przynajmniej od czasu do czasu, a niosło to ze sobą spotkania takie, jak chociażby to. Całkiem miło było zobaczyć znajome twarze, i wiedzieć, że ktoś jeszcze o niej pamięta (trudno było ją zapomnieć, szczególnie, że teraz spoglądała na nich z okładek różnych czasopism).
- Tak, moja matka spłodziła mnie chyba tylko i wyłącznie po to, aby mieć swojego następcę. - Elizabeth nawet nie udawała, że było inaczej. Od najmłodszych lat życia Wood przywiązywała wagę do tego, aby dziewczyna była wyjątkowo sprawna fizycznie, właściwie to nie pamiętała, czy najpierw zaczęła chodzić, czy latać. Nie, żeby jej się to nie podobało. Miała to szczęście, że naprawdę lubiła grę w qudditcha, w jej przypadku podążanie ścieżką rodzica było tylko i wyłącznie przyjemnością, wiedziała, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Niektórzy okropnie się męczyli musząc spełniać oczekiwania rodziców, ona nie należała do tej grupy.
- Wiesz, wystarczy to przejść po najmniejszego linii oporu, jasne, niby od tego zależy to, co będziesz robić w przyszłości, ale nie wszędzie patrzą na Twoje oceny, nie dla wszystkich są najważniejsze. - W przypadku w grze w quidditcha przecież nie miało to najmniejszego znaczenia. Grunt to znaleźć jakieś zajęcie, w którym Electra miała zamiar się rozwijać i znaleźć sposób na to, aby faktycznie to robić. Nie wszyscy musieli mieć najlepsze oceny z wszystkich przedmiotów (nie, żeby Ruda miała z tym problem, bo nauka nie przychodziła jej wcale tak trudno, jakby mogło się wydawać).
Wood uniosła swój kufel, aby zawtórować młodszej koleżance, na jej twarzy gościł uśmiech. Naprawdę cieszyła się z tego niespodziewanego spotkania.
- Właśnie, jak to wygląda w szkole? Odczuwacie jakieś niedogodności? - Była ciekawa, co za murami Hogwartu mówiło się o tym, co działo się aktualnie w Wielkiej Brytanii. Wiedziała, że nastroje były bardzo rożne.