18.03.2025, 01:53 ✶
Noc w Ministerstwie Magii miała swój specyficzny klimat - złote światła unoszące się nad biurkami, cichy szelest pergaminów i szuranie krzeseł, gdy znużeni pracownicy przeciągali się, próbując nie zasnąć nad kolejną stertą dokumentów. Powietrze było ciężkie od zapachu atramentu, kurzu i kawy, która dawno przestała być świeża, ale mimo wszystko utrzymywała ich na nogach.
Isaac zerknął na Enzo, który rozsiadł się na jego biurku. Wiedział, że czeka ich jeszcze wiele godzin pracy, a w pomieszczeniu dało się wyczuć gęstniejącą frustrację. Bob, siedzący nieco dalej, z westchnieniem oparł czoło o blat. Ktoś inny przewracał stos dokumentów, jakby liczył na to, że same się sprawdzą i posegregują.
Historyk uśmiechnął się pod nosem - to nie był jego pierwszy maraton nadgodzin i wiedział, że najlepszym sposobem na przetrwanie takiej nocy jest odpowiednie nastawienie.
-No, moi drodzy, czy nie wspaniale jest być częścią tej machiny biurokratycznej?- Rzucił wesoło, odkładając pióro.-Za sto lat ktoś znajdzie te dokumenty i pomyśli: „Merlinie, jacyż to byli skrupulatni urzędnicy!”.- Westchnął.-Magia jest wspaniała, ale nie zastąpi radości płynącej z ręcznej inwentaryzacji, prawda Enzo? To wręcz rytuał! Taka... celebracja porządku!- Wykonał szeroki gest ręką, jakby chciał dodać dramatyzmu swoim słowom. Zaraz jednak zmarszczył brwi, bo przyjaciel znalazł jakieś błędy w jego własnej dokumentacji. Z racji swojego zawodu Isaac był raczej uważny i nie pozwalał sobie na tak drobne niedociągnięcia.
-Och, doprawdy?- Zajrzał Enzo przez ramię, a potem do biura wpadła Tahira.
Nagle poczuł, jak wszystko wokół zwalnia. Słowa dziewczyny odbijały się w jego umyśle: Londyn płonie. Poczuł dreszcz na plecach, ale nie był to lęk. Raczej chłodna, bolesna świadomość, że coś się zaczęło. Coś, co na długo zmieni ich świat...
Zrobił krok w stronę Tahiry, gotów pomóc jej się podnieść, ale wtedy zza jego pleców rozległ się ostry, zdecydowany głos Jonathana. Kiwnął głową, raz jeszcze rzucając szybkie spojrzenie na kobietę, której twarz wykrzywił grymas bólu. Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się ani trochę, ale teraz priorytetem było zdobycie informacji.
-Tak, chodźmy.- Mruknął do Enzo, i szybko wyszli na korytarz. Coś wisiało w powietrzu - to dziwne napięcie, ta nagła zmiana rytmu Ministerstwa, które zazwyczaj działało jak dobrze naoliwiona maszyna, a teraz sprawiało wrażenie, jakby jego tryby zaczęły się zacinać.
Isaac zerknął na Enzo, który rozsiadł się na jego biurku. Wiedział, że czeka ich jeszcze wiele godzin pracy, a w pomieszczeniu dało się wyczuć gęstniejącą frustrację. Bob, siedzący nieco dalej, z westchnieniem oparł czoło o blat. Ktoś inny przewracał stos dokumentów, jakby liczył na to, że same się sprawdzą i posegregują.
Historyk uśmiechnął się pod nosem - to nie był jego pierwszy maraton nadgodzin i wiedział, że najlepszym sposobem na przetrwanie takiej nocy jest odpowiednie nastawienie.
-No, moi drodzy, czy nie wspaniale jest być częścią tej machiny biurokratycznej?- Rzucił wesoło, odkładając pióro.-Za sto lat ktoś znajdzie te dokumenty i pomyśli: „Merlinie, jacyż to byli skrupulatni urzędnicy!”.- Westchnął.-Magia jest wspaniała, ale nie zastąpi radości płynącej z ręcznej inwentaryzacji, prawda Enzo? To wręcz rytuał! Taka... celebracja porządku!- Wykonał szeroki gest ręką, jakby chciał dodać dramatyzmu swoim słowom. Zaraz jednak zmarszczył brwi, bo przyjaciel znalazł jakieś błędy w jego własnej dokumentacji. Z racji swojego zawodu Isaac był raczej uważny i nie pozwalał sobie na tak drobne niedociągnięcia.
-Och, doprawdy?- Zajrzał Enzo przez ramię, a potem do biura wpadła Tahira.
Nagle poczuł, jak wszystko wokół zwalnia. Słowa dziewczyny odbijały się w jego umyśle: Londyn płonie. Poczuł dreszcz na plecach, ale nie był to lęk. Raczej chłodna, bolesna świadomość, że coś się zaczęło. Coś, co na długo zmieni ich świat...
Zrobił krok w stronę Tahiry, gotów pomóc jej się podnieść, ale wtedy zza jego pleców rozległ się ostry, zdecydowany głos Jonathana. Kiwnął głową, raz jeszcze rzucając szybkie spojrzenie na kobietę, której twarz wykrzywił grymas bólu. Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się ani trochę, ale teraz priorytetem było zdobycie informacji.
-Tak, chodźmy.- Mruknął do Enzo, i szybko wyszli na korytarz. Coś wisiało w powietrzu - to dziwne napięcie, ta nagła zmiana rytmu Ministerstwa, które zazwyczaj działało jak dobrze naoliwiona maszyna, a teraz sprawiało wrażenie, jakby jego tryby zaczęły się zacinać.