18.03.2025, 09:51 ✶
– Mabel ma trochę kontaktu ze zwierzętami, ale to przede wszystkim koty Figgów. Nie jestem pewna, czy w tym wieku byłaby od razu skłonna zrozumieć, że ma przez parę lat czyścić futra i sprzątać stajnie, zanim będzie mogła wsiąść na hipogryfa – powiedziała Brenna, zapatrzona gdzieś na drzewa w sadzie. Sam miał wiele racji, ale Sam dorastał w Kniei, pośród zwierząt i roślin, a Mabel była małą dziewczynką z miasta, którą w dodatku trochę zbyt wiele osób rozpieszczało. I Brenna jednak wzdrygała się przed myślą o niej i o hipogryfach, bo to były dumne i niebezpieczne zwierzęta, jeśli nie potraktować ich odpowiednio, a mała miała dopiero kilka lat. – Może byłoby łatwiej zacząć od… zwykłego konia? Albo coś takiego? Chodzi mi o wyjaśnienie jej, jak to działa…
Na kucyku w końcu mogłaby jeździć oraz o niego dbać, bo wobec myśli o tym, czy samo dbanie zadowoli Mabel bez tej wspólnej zabawy, Brenna pozostawała trochę sceptyczna.
Tyle że to nie była jej decyzja: to Sam był jej ojcem.
– Pewnie najlepiej pogadać o tym z Norą – dodała, przesuwając palcami po karku, z nagłą myślą: kiedy życie stało się tak cholernie skomplikowane? – Jeśli chcesz zarejestrować krogulca, ta da się załatwić. Chciałam… – zawahała się na moment, zastanawiając, jak ubrać to w słowa. – Chciałam nawet o tym porozmawiać. To znaczy świetnie rozumiem, że utrzymujesz go w tajemnicy i nie przeszkadza mi, że go nie zarejestrowałeś, ale ostatnio sporo ludzi widziało cię w tej formie i jeśli nie chciałbyś oficjalnie wpisywać go do rejestrów… powinieneś być ostrożniejszy. Możemy załatwić rejestrację, jeśli się na nią zdecydujesz, wystarczy napisać w papierach, że w pełni opanowałeś tę formę niedawno – stwierdziła, wypuszczając powietrze z płuc. Dwie formy mogły wzbudzić zainteresowanie, ściągnąć jakoś na Samuela uwagę, ale ostatecznie lepiej to niż jakieś zawiadomienie do Brygady: prawo było pod tym względem bardzo jasne. – Hm, ale jeżeli teraz go znajdziemy, to co w tej chwili z tym zrobimy, Sam? – spytała, też podnosząc się z trawy i otrzepując spodnie. – Prawdopodobnie wiem, jak go przepłoszyć, ale nie jak zabić. Próbowałam różnych rzeczy, te dranie są odporne. Jeśli się zmieniły, ktoś coś mógł zobaczyć poza tobą… podpytam.
I cóż, w najbliższych dniach faktycznie miało wpaść jej w ręce trochę informacji, chociaż pytaniem pozostawało, co z nimi do cholery zrobić.
– Bo przypomina tchórzofretkę? – spytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, tym razem w szczerym uśmiechu. – To co? Pokażesz mi te wisiorki?
Na kucyku w końcu mogłaby jeździć oraz o niego dbać, bo wobec myśli o tym, czy samo dbanie zadowoli Mabel bez tej wspólnej zabawy, Brenna pozostawała trochę sceptyczna.
Tyle że to nie była jej decyzja: to Sam był jej ojcem.
– Pewnie najlepiej pogadać o tym z Norą – dodała, przesuwając palcami po karku, z nagłą myślą: kiedy życie stało się tak cholernie skomplikowane? – Jeśli chcesz zarejestrować krogulca, ta da się załatwić. Chciałam… – zawahała się na moment, zastanawiając, jak ubrać to w słowa. – Chciałam nawet o tym porozmawiać. To znaczy świetnie rozumiem, że utrzymujesz go w tajemnicy i nie przeszkadza mi, że go nie zarejestrowałeś, ale ostatnio sporo ludzi widziało cię w tej formie i jeśli nie chciałbyś oficjalnie wpisywać go do rejestrów… powinieneś być ostrożniejszy. Możemy załatwić rejestrację, jeśli się na nią zdecydujesz, wystarczy napisać w papierach, że w pełni opanowałeś tę formę niedawno – stwierdziła, wypuszczając powietrze z płuc. Dwie formy mogły wzbudzić zainteresowanie, ściągnąć jakoś na Samuela uwagę, ale ostatecznie lepiej to niż jakieś zawiadomienie do Brygady: prawo było pod tym względem bardzo jasne. – Hm, ale jeżeli teraz go znajdziemy, to co w tej chwili z tym zrobimy, Sam? – spytała, też podnosząc się z trawy i otrzepując spodnie. – Prawdopodobnie wiem, jak go przepłoszyć, ale nie jak zabić. Próbowałam różnych rzeczy, te dranie są odporne. Jeśli się zmieniły, ktoś coś mógł zobaczyć poza tobą… podpytam.
I cóż, w najbliższych dniach faktycznie miało wpaść jej w ręce trochę informacji, chociaż pytaniem pozostawało, co z nimi do cholery zrobić.
– Bo przypomina tchórzofretkę? – spytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, tym razem w szczerym uśmiechu. – To co? Pokażesz mi te wisiorki?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.