03.02.2023, 07:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 07:20 przez Cody Brandon.)
Ten poziom zdenerwowania był nowością nawet i dla niego. Słodka Morgano, kiedy był normalny był nieodpowiedzialny, zdecydowanie zbyt mocno rozbuchany w swoich żartach i braku powagi. Jak to śmierć zmienia człowieka… od razu wydoroślał. Zapewne za jakiś czas wróci do niego zdolność do wynajdywania chaosu w najmniej pozornych sytuacjach lecz póki co denerwował się, gdy ktoś wspomniał o umieraniu w ciemnych uliczkach i to jeszcze za jego sprawą. Avelina nie miała szans przypuszczać, że było to zdatne do zrealizowania. Nie chciał takiej sytuacji więc poganiał aby znaleźli się w bardziej cywilizowanej strefie.
Zauważył też, że obojgu poprawił się humor kiedy tylko znaleźli się przy głównej ulicy.
- Ma się te swoje sposoby.- odparł, zeskakując z krawężnika na chodnik. Faktycznie temperatura powietrza była dosyć chłodna lecz on, pomimo rozpiętego płaszcza nie marzł. Nie znaczy to, że miał ciepłe dłonie, skąd. Dzisiaj w ciągu dnia sprawdzał, że ma trzydzieści pięć stopni temperatury ciała. Teraz zapewne spadło do trzydziestu jeden z powodu słabnięcia mocy wypitej krwi. Widział jak dziewczyna marznie lecz jeśli podzieli się grzecznie płaszczem to nie będzie po nim widać żadnych symptomów marznięcia. Musiała wytrzymać, nie mieli daleko.
Nie umiał chodzić spokojnie i po prostej linii. Kilka chwil później wyprzedził ją i odwrócił się do niej przodem, idąc tyłem w kierunku marszu. Wyczarował sobie na dłoni Niebieski Płomień, uprzednio podciągając rękaw kurtki przed nadgarstek.
Podniósł na nią spojrzenie zielonych oczu i uśmiechnął się od ucha do ucha na widok chowającej się w kapturze zarumienionej twarzy. Podobało mu się to.
- Chętnie ale nie jestem ani dobry ani zły. Jestem pośrodku. - przełożył Niebieski Płomień z ręki do ręki, a końcówka zaklęcia przeciągnęła się na chwilę w powietrzu w błękitną, świetlistą smugę.
- Moja mama zawsze lubiła to zaklęcie. - mimo, że nie umiała czarować to kochała ten kolor. Przynosił jej go w słoiku w dniach kiedy już leżała tylko w szpitalu.
- Opanowałem je do perfekcji. Ma romantyczny kolor, co nie? - zatrzymał się i poczekał aż do niego podejdzie. Błękit czaru oświecał ich ubrania i twarze. W tym świetle nie wydawał się tak blady jak zazwyczaj.
- No daj rękę, weź je ode mnie. Nie ogrzewa ale chociaż ładnie wygląda, jak ja.- zaśmiał się ze swoich żartów, które były jedynie prawdą. Nalegał aby potrzymała płomień więc delikatnie zsunął je do wnętrza jej dłoni. Zaraz to obrócił się wokół własnej osi aż znalazł dosyć ładny kamień leżący obok schodów. Podrzucił go w dłoni a gdy je złapał z powrotem to tknął je czarem transmutacyjnym. Kamień powoli acz bardzo zgrabnie zmienił się w nieduży szklany słoiczek z kamiennym wiekiem. Odkręcił je i przytrzymał wieko zębami. Skierował słoik w stronę Aveliny aby wsunęła Niebieski Płomień do środka. Miał swój plan.
Zauważył też, że obojgu poprawił się humor kiedy tylko znaleźli się przy głównej ulicy.
- Ma się te swoje sposoby.- odparł, zeskakując z krawężnika na chodnik. Faktycznie temperatura powietrza była dosyć chłodna lecz on, pomimo rozpiętego płaszcza nie marzł. Nie znaczy to, że miał ciepłe dłonie, skąd. Dzisiaj w ciągu dnia sprawdzał, że ma trzydzieści pięć stopni temperatury ciała. Teraz zapewne spadło do trzydziestu jeden z powodu słabnięcia mocy wypitej krwi. Widział jak dziewczyna marznie lecz jeśli podzieli się grzecznie płaszczem to nie będzie po nim widać żadnych symptomów marznięcia. Musiała wytrzymać, nie mieli daleko.
Nie umiał chodzić spokojnie i po prostej linii. Kilka chwil później wyprzedził ją i odwrócił się do niej przodem, idąc tyłem w kierunku marszu. Wyczarował sobie na dłoni Niebieski Płomień, uprzednio podciągając rękaw kurtki przed nadgarstek.
Podniósł na nią spojrzenie zielonych oczu i uśmiechnął się od ucha do ucha na widok chowającej się w kapturze zarumienionej twarzy. Podobało mu się to.
- Chętnie ale nie jestem ani dobry ani zły. Jestem pośrodku. - przełożył Niebieski Płomień z ręki do ręki, a końcówka zaklęcia przeciągnęła się na chwilę w powietrzu w błękitną, świetlistą smugę.
- Moja mama zawsze lubiła to zaklęcie. - mimo, że nie umiała czarować to kochała ten kolor. Przynosił jej go w słoiku w dniach kiedy już leżała tylko w szpitalu.
- Opanowałem je do perfekcji. Ma romantyczny kolor, co nie? - zatrzymał się i poczekał aż do niego podejdzie. Błękit czaru oświecał ich ubrania i twarze. W tym świetle nie wydawał się tak blady jak zazwyczaj.
- No daj rękę, weź je ode mnie. Nie ogrzewa ale chociaż ładnie wygląda, jak ja.- zaśmiał się ze swoich żartów, które były jedynie prawdą. Nalegał aby potrzymała płomień więc delikatnie zsunął je do wnętrza jej dłoni. Zaraz to obrócił się wokół własnej osi aż znalazł dosyć ładny kamień leżący obok schodów. Podrzucił go w dłoni a gdy je złapał z powrotem to tknął je czarem transmutacyjnym. Kamień powoli acz bardzo zgrabnie zmienił się w nieduży szklany słoiczek z kamiennym wiekiem. Odkręcił je i przytrzymał wieko zębami. Skierował słoik w stronę Aveliny aby wsunęła Niebieski Płomień do środka. Miał swój plan.