19.03.2025, 10:16 ✶
Wziął podaną mu przez kompana flaszeczkę, ciągnąc z niej potężny łyk. Odkaszlnął po nim od razu, czując jak wódeczka leci nie w tą dziurunię co trzeba. Zdarzało się czasem, co człowiek poradzi. Oddał flachę koledze, pocierając dłonią o dłoń niczym wyjątkowo perfidna, planująca coś mucha. Czy coś planował? Nie, po prostu było mu zimno w dłonie. - Ja to tam sądzę, że nie ma co się przyszłością przejmować. Po co zaprzątać sobie głowę takimi głupotami, kiedy każdy dzień ma już dość problemów? Mówię ci Freddy, jeśli o ósmej rano wiem, co będę robił o dwudziestej tego samego dnia, to zawiodłem! No, chyba, że mam akurat pracę, wtedy to ta. Sam wiesz, że jak się dłużej posiedzi u klienta to człowiek poważniej wygląda, a jak się poważniej wygląda to i wincyj płacą, durnie jedne. - Rozejrzał się po śmierdzących alejkach Nokturnu, dalej nie rozumiejąc, co temu durniowi chodziło po głowie z tą łódką. Przeczytał durną wróżbę i myśli, że świat chwycił za kostki! Gdyby to tak działało to ludzie żarliby dwadzieścia ciastek dziennie, żeby wiedzieć wszystko o przyszłości! Kiedy te durne ludziska się nauczą, że przyszłości nie da się znać, a nawet odgadnięcie jej byłoby trudne? Durnota ludzka nie zna granic, nie zna oj nie zna.
Coraz mocniej szumiało mu w głowie, ciepło rozpływało się po kończynach a pieczenie w gardle powoli zanikało. Wziął głęboki oddech i zajrzał w jedną z okolicznych, ciasnych uliczek... Tylko po to, żeby stanąć w miejscu i zamrugać kilka razy. Oto w uliczce stała mała... Tratwa? Z wbitym w sam środek masztem zrobionym ze starego prześcieradła. Co jest, cholibka? - Co jest, cholibka? Freddy, skąd myśmy kurwa wzięli te wódkę? Doprawiona czymś ino jest, haluc-hik, halucynacje mam! - Z przerażeniem rozejrzał się po ulicy, na której byli, ale nie zauważył nic ciekawego. Paru obszczymurków, trzy szczury, starowinka z garbem większym niż jego broda. Nic, co kazałoby mu się martwić... A jednak martwił się bardzo. Cała sprawa ŚMIERDZIAŁA centaurami.
Coraz mocniej szumiało mu w głowie, ciepło rozpływało się po kończynach a pieczenie w gardle powoli zanikało. Wziął głęboki oddech i zajrzał w jedną z okolicznych, ciasnych uliczek... Tylko po to, żeby stanąć w miejscu i zamrugać kilka razy. Oto w uliczce stała mała... Tratwa? Z wbitym w sam środek masztem zrobionym ze starego prześcieradła. Co jest, cholibka? - Co jest, cholibka? Freddy, skąd myśmy kurwa wzięli te wódkę? Doprawiona czymś ino jest, haluc-hik, halucynacje mam! - Z przerażeniem rozejrzał się po ulicy, na której byli, ale nie zauważył nic ciekawego. Paru obszczymurków, trzy szczury, starowinka z garbem większym niż jego broda. Nic, co kazałoby mu się martwić... A jednak martwił się bardzo. Cała sprawa ŚMIERDZIAŁA centaurami.