19.03.2025, 11:09 ✶
Skinął lekko głową. Annelise była równie urocza co creepy jak miał być szczery - ot jak to kukiełka teatralna. Ale do tego mogła się nadać lepiej niż jakaś ich żywa koleżanka.
- Alice Bletchley. Jesteś najlepsza, wiesz o tym? - Stwierdził z tą swoją zwyczajową nonszalancją. Jednego nie można było Baldwinowi odmówić - należał do najbardziej wyluzowanych członków trupy teatralnej; nawet ze swoimi dziwactwami i przyzwyczajeniami, czy nawet nerwowymi tikami, gdy ktoś (nie)chcący striggerował jego Milforda, Malfoy zdawał się być wiecznie wychillowany. Na wszystko miał czas, zawsze wszystko ogarnięte kiedy trzeba, nigdy wcześniej.- Nawet jeśli przez twoje nauki narażę się potężnemu czarnoksiężnikowi, co to nienawidzi wszystkiego co niemęskie.
Rzeczywiście, Baldwin nie należał do wielkich fanów…yy… czytania czegokolwiek. Syn człowieka, który pisał grube tomiszcza dotyczące etyki, historii magii i religii, ostatni raz zwykłą książkę widział kiedy musiał podeprzeć stolik w sypialni. Ale w jego życiu było ostatnimi czasy tyle kobiet, że pewnie by znalazł jakąś chętną na romansidła.
Zastanowił się moment nad słowami Alice.
- Odkąd pamiętam uczono mnie, że mugole lubią kraść nasze… w sumie … wszystko co nasze.- Wzruszył lekko ramionami.- Kradną nasze tradycje, religijne obrzędy. To czego nie rozumieją - to niszczą. Palą. Ojciec zawsze powtarzał, że są odtwórczy. Ale…- Zamilkł na moment jakby próbował zebrać myśli. Rozmowy o mugolach nigdy nie były tymi najłatwiejszymi. Zwłaszcza, gdy było się wychowanym w tak toksycznym, magirasistowskim i konserwatywnym środowisku za jakie słusznie uchodził ród Malfoy. Ostatecznie najwyraźniej zrezygnował z tego co planował tak naprawdę powiedzieć, bo potrząsnął głową jakby pozbywał się myśli jak upartych much.- Nie, nie ale. Po prostu nie zdziwiłoby mnie, gdyby było tak jak mówisz.
- Alice Bletchley. Jesteś najlepsza, wiesz o tym? - Stwierdził z tą swoją zwyczajową nonszalancją. Jednego nie można było Baldwinowi odmówić - należał do najbardziej wyluzowanych członków trupy teatralnej; nawet ze swoimi dziwactwami i przyzwyczajeniami, czy nawet nerwowymi tikami, gdy ktoś (nie)chcący striggerował jego Milforda, Malfoy zdawał się być wiecznie wychillowany. Na wszystko miał czas, zawsze wszystko ogarnięte kiedy trzeba, nigdy wcześniej.- Nawet jeśli przez twoje nauki narażę się potężnemu czarnoksiężnikowi, co to nienawidzi wszystkiego co niemęskie.
Rzeczywiście, Baldwin nie należał do wielkich fanów…yy… czytania czegokolwiek. Syn człowieka, który pisał grube tomiszcza dotyczące etyki, historii magii i religii, ostatni raz zwykłą książkę widział kiedy musiał podeprzeć stolik w sypialni. Ale w jego życiu było ostatnimi czasy tyle kobiet, że pewnie by znalazł jakąś chętną na romansidła.
Zastanowił się moment nad słowami Alice.
- Odkąd pamiętam uczono mnie, że mugole lubią kraść nasze… w sumie … wszystko co nasze.- Wzruszył lekko ramionami.- Kradną nasze tradycje, religijne obrzędy. To czego nie rozumieją - to niszczą. Palą. Ojciec zawsze powtarzał, że są odtwórczy. Ale…- Zamilkł na moment jakby próbował zebrać myśli. Rozmowy o mugolach nigdy nie były tymi najłatwiejszymi. Zwłaszcza, gdy było się wychowanym w tak toksycznym, magirasistowskim i konserwatywnym środowisku za jakie słusznie uchodził ród Malfoy. Ostatecznie najwyraźniej zrezygnował z tego co planował tak naprawdę powiedzieć, bo potrząsnął głową jakby pozbywał się myśli jak upartych much.- Nie, nie ale. Po prostu nie zdziwiłoby mnie, gdyby było tak jak mówisz.