Pozbyła się dzisiaj ogromnego ciężaru, który przez kilka ostatnich dni bardzo mocno na nią naciskał. Nie wiedziała do końca na czym stoi, próbowała odnaleźć się w tej nowej sytuacji, ale nie do udawało jej się. Wreszcie to wszystko odeszło. Nie musiała się niczym przejmować. Niby wiedziała, że więź między nimi istniała, ciągle, nie dało się jej pozbyć, ale była niepewna, nie miała pojęcia, co przyniesie kolejny dzień, nie kiedy przecież mówili, że nie mogą być w tym razem, że to niedopuszczalne.
Wyznali sobie wiele przez ten tydzień, padły między nimi niezbyt przyjemne słowa, ale również i takie, które świadczyły o stałości tego, co między nimi było. Nigdy się sobą nie znudzili, zawsze mieli mieć specjalne miejsca w swoich życiach. Potrzebowali tego czasu, aby jakoś sobie wszystko ułożyć, jakoś się w tym odnaleźć. Nie był to łatwy, miły i przyjemny tydzień, wręcz przeciwnie, istotne było jednak jedynie to, że doprowadził ich do tego najważniejszego momentu, w którym w końcu doszli do porozumienia, w końcu zrozumieli, że nie potrzebują nic więcej poza sobą.
Teraz, gdy znajdowali się tak blisko siebie, wiedziała, że to wszystko było tego warte. Wyrzucanie i wysłuchiwanie tych nie do końca przyjemnych słów, to trwanie przy sobie mimo tego, że nie mieli pewności, że faktycznie coś im to da. Ona czuła, czuła, że będzie w stanie coś dzięki temu osiągnąć, a teraz leżała w swoim łóżku, szczęśliwa, w ramionach miłości swojego życia. Nic więcej się nie liczyło, tylko i wyłącznie to, że dostała to, na czym najbardziej jej zależało.
Wpatrywał się w nią, nie była temu obojętna, nie przestawała bowiem na niego spoglądać. Próbowała odczytać, co siedzi mu w głowie, jednak wychodziło jej to raczej średnio, chociaż wydawało jej się, że czują się podobnie. W końcu miała pewność, że darzą się tymi samymi uczuciami, nie potrzebowała żadnych innych zapewnień, nie gdy wszystko było jasne.
Nie przeszkadzała jej szorstkość jego policzków, chociaż już zwróciła mu uwagę na to, że wyglądał jak nie on. Nie widziała jednak w tym niczego złego, nigdy nie miała problemu z tym, że nosił się dokładnie tak, jak chciał. Kochała go takiego, jakim był, po prostu, to, jak aktualnie się prezentował nigdy nie miało szczególnego znaczenia. Liczyło się coś więcej, już ona wiedziała co dokładnie.
- Wiesz, że Cię kocham? - Ktoś w końcu musiał przerwać tę ciszę, może było to zupełnie niepotrzebne, ale chciała to z siebie wyrzucić po raz kolejny, szczególnie gdy znajdował się tak blisko niej. Zupełnie nagi, ciało przy ciele. Czuła ciepło jego skóry na swojej. Chciała, żeby o tym wiedział, chociaż przecież powtarzała mu o tym od lat. Nie mogła się jednak powstrzymać przed tym komentarzem, gdy poczuła ciepło jego ust na swojej dłoni. Zależało jej na tym, aby nigdy nie miał wobec tego najmniejszych wątpliwości.
Wszystko wydawało się zmierzać we właściwym kierunku, czuła lekkość, która ostatnio jej nie towarzyszyła, musiała chyba do tego przywyknąć, chociaż te dwa lata były dla niej dość ciężkie. To było już za nimi, znowu znalazła się dla nich nadzieja, znowu mieli zacząć wspólne życie, mieli dom, to wszystko wydawało jej się być okropnie niewiarygodne, szczególnie, że przez ten tydzień przeżyli tak wiele... To był chyba najdłuższy tydzień w jej życiu, nie miała pojęcia do czego ich zaprowadzi, ale skończył się najlepiej, jak tylko mógł.
Nie przestawała dotykać jego policzka, właściwie to powoli przemierzała kciukiem jego skórę od góry kości policzkowej, do dołu. Nie mogła przestać, dawno nie mieli takiego momentu, w którym mogliby się zupełnie skupić na sobie, zupełnie nie przejmować się tym, co działo się wokół nich. W końcu go dostali, nie miała zamiaru szybko opuszczać tej sypialni, nie, gdy wreszcie pozwolili sobie sięgnąć po to, co faktycznie im się należało. Zasługiwali na to wszystko, szczególnie po tym, co przeżyli przez te ostanie półtora roku. Nie zamierzała zastanawiać się nad tym, co by było gdyby wybrali wtedy inne rozwiązanie, bo to nie miało żadnego sensu. Istotne było tylko i wyłącznie to, że do siebie wrócili, że znowu mieli to, co ich połączyło. To nigdy nie miało zniknąć. To było ich.