Mimo tego, że wiedziała, że nie będą mogli sobie pozwalać póki co często na takie lenistwo, bo czekało na nich sporo spraw do ogarnięcia, to był całkiem przyjemny początek nowego etapu w ich wspólnym życiu. To przynosiło nowe spojrzenie na to, co działo się wokół nich. Yaxleyówna bowiem czuła, że teraz będzie tylko lepiej, zawsze prościej było ogarniać bagno we dwójkę. Mogli liczyć na swoje wsparcie i pomoc, a zdawała sobie sprawę, że sporo działo się w ich życiu i musieli jakoś sobie z tym poradzić. Wiele razy działali w ten sposób, w końcu o to też chodziło w relacji jak ta, mieli być dla siebie oparciem, a w ich przypadku mogli sobie służyć też swoimi wyjątkowymi umiejętnościami, bo każde z nich było biegłe w zupełnie innych dziedzinach. To również sporo zmieniało, kiedy mieli u swojego boku kogoś, kto miał nieco inne spojrzenie na świat. Razem zdecydowanie łatwiej było im sobie radzić ze wszystkim co działo się wokół nich.
Zresztą może to był właśnie moment, w którym powinna spasować, ściągnąć ze swoich barków większość spraw, które wzięła na siebie po to, aby czymś się zajmować. Nie znosiła mieć zbyt wiele wolnego, bo to niosło ze sobą tendencje do podejmowania głupich decyzji, znajdowanie się w miejscach, w których nie powinno jej być. Wiedziała, że ostatni czas w jej życiu nie należał do najlepszego, bo robiła wszystko, żeby zapomnieć. Chciała czuć cokolwiek, żeby mieć świadomość, że jeszcze żyła. Nie zawsze były to same przyjemne emocje, ale przynajmniej wiedziała, że nadal coś tam jest w stanie do niej docierać.
Nie musiała już brać na siebie wszystkiego, zdecydowanie powinna w końcu odpuścić, chociaż miała tendencje do tego, żeby przejmować się tym, co działo się wokół niej. Tyle, że znowu miała dla kogo żyć, był to odpowiedni czas na to, żeby przemyśleć, czy faktycznie musi się angażować w te wszystkie palące sprawy, chyba nie. Kiedyś już nauczyła się odpuszczać, był to dobry moment, na to by wrócić do tych nawyków. Czuła, że należało jej się nieco odpoczynku. Szczególnie po tym wyczerpującym dla niej lecie, które naprawdę okropnie ją zmęczyło.
Dawno tak naprawdę nie miała dnia dla siebie, takiego, żeby spędzić go zupełnie na spokojnie. Niby znaleźli się w Whitby, gdzie mieli odpocząć, jednak jej myśli ciągle krążyły wokół tego, co mogło, ale nie musiało się wydarzyć. Teraz było zupełnie inaczej, chociaż przez chwilę w pełni mogła nacieszyć się tą ich wyjątkową chwilą. To zupełnie zmieniało podejście do życia, do przyszłości. Czuła, że wreszcie będzie przepięknie, tak jak mówiła. Nie przejmowała się wojną, bo dlaczego mieliby się powstrzymywać tylko przez to, że ktoś postanowił zmieniać układ władzy, szkoda było marnować najlepsze swoje lata życia tylko i wyłącznie przez sytuację polityczną.
- Być może? - Pówtórzyła jeszcze za nim kręcąc przy tym głową. Cóż, powinna się spodziewać po Roisie podobnej odpowiedzi, to też było dla nich typowe. Mimo wszystko wiedziała, że to raczej znowu to typowe dla nich droczenie się. Udowodniła mu na pewno przez ostatni tydzień wszystkie swoje uczucia. Powtarzała mu te słowa częściej niż kiedykolwiek indziej, do tego dochodziły gesty, które również o tym świadczyły. Jasne, w między czasie wylewała na niego wiadro pomyj, ale było im to potrzebne do oczyszczenia atmosfery, dzięki tym wszystkim rozmowom bowiem znaleźli się w tym miejscu. Najbardziej właściwym, ponownie razem. Nic nie było w stanie teraz tego spierdolić.
- Hmm? - Przyglądała mu się uważnie, wpatrywała się w te jego zielone oczy starając się przewidzieć nad czym się tak zastanawiał. Nie miała pojęcia do czego zmierzał, pozostawało więc poczekać, aż w końcu powie jej co wymyślił.
- Chcesz zabrać mnie ze sobą do Norwegii? - Najwyraźniej ku temu zmierzał. Oczy jej się zaświeciły niemalże od razu. Wspominał o tym, że czeka go ten wyjazd. W sumie miło jej się zrobiło, że o niej pomyślał. Cóż, trudno byłoby jej znieść teraz jego nieobecność, nawet jeśli miałaby być tylko tygodniowa, bo przecież dopiero co go odzyskała.
- Będę mogła szukać smoków. - Każde miejsce niosło ze sobą dodatkowe atrakcje, a akurat Yaxleyówna potrafiła sobie zorganizować czas. Właściwie to nie był taki głupi pomysł, wspólny wyjazd dobrze im zrobi.
- Jeśli uda nam się ogarnąć Astarotha, to nie widzę żadnych przeciwwskazań. - Nie mogła zapomnieć o bracie, który aktualnie nie do końca radził sobie ze swoim nieżyciem. Obiecała mu przecież, że się nim zaopiekują, ale była szansa na to, że faktycznie uporają się z jego małym uzależnieniem szybciej.
- To brzmi naprawdę dobrze, przyda nam się taki wyjazd. - Tak, z dala od tego wszystkiego, co działo się w Wielkiej Brytanii, będą mogli faktycznie złapać oddech, przestać się przejmować.