20.03.2025, 22:59 ✶
Na jej twarzy zagościł uśmiech, gdy sugerował kolejne pomysły na to, jak mogli to wszystko rozegrać. Nie była do końca pewna, na co bardziej czekała. Czy na samą scenkę, którą miała zagrać dla hrabiego Vermount, czy może na to co miało nastąpić później, bo och, już się za to nie znosiła, ale powoli zaczęła wyobrażać sobie smak, o którym mówił jej gospodarz, zupełnie jakby była dzieckiem, które, widząc ciastko na wystawie w sklepie, zakłada, że z pewnością smakuje ono niebiańsko. Z tym że dziecko zazwyczaj zawsze kończyło rozczarowane, gdy jego kubki smakowe konfrontowały się z rzeczywistością, a tu… Tu miała przeczucie, że będzie jednak inaczej.
– Opuszczę to miejsce rozchwiana – powiedziała, wiedziona niespodziewanym zniecierpliwieniem, gdy tak charakterystyczna dla młodych wampirów chęć odkrycia nowych smaków, odrzuciła pokłady jej cierpliwości. – I chciałabym potem być przy tym, jak hm… Zapewniasz go, że nikt nie wgryzł się ostatniej nocy w jego ciało. – Nie, nie chciała go zabić. To byłoby mniej ekscytujące, niż patrzenie jak ten zapewne śmieszny mugol zawstydza się, gdy orientuje się, że coś poszło nie po jego myśli. Niech potem siedzi i zastanawia się, czy przypadkiem lata powoli nie odbierają mu rozumu. – Ile czasu minęło od śmierci jego małżonki?
Jeśli uzna, że nienależycie wystarczająco, aby ponownie uganiał się za pannami na zabawach, może zaaranżuje to jakoś tak, aby myślał, że to duch jego żony karze go za przedwczesne zaloty. Jak? Nie miała pojęcia, ale coraz bardziej jej się to podobało.
Spoważniał, więc i ona… No może nie spoważniała, ale spojrzała na niego spod uniesionej brwi.
– Nie jestem heroiną tandetnej powieści, aby krzątać się tam, gdzie nie powinnam – zapewniła go, próbując odsunąć na bok iskrę ciekawości, która wywołał w niej jego poważny ton. Co też takiego musiało tam być, że aż tak zareagował i od razu schował się z maską. – Mogę już iść płakać?
– Opuszczę to miejsce rozchwiana – powiedziała, wiedziona niespodziewanym zniecierpliwieniem, gdy tak charakterystyczna dla młodych wampirów chęć odkrycia nowych smaków, odrzuciła pokłady jej cierpliwości. – I chciałabym potem być przy tym, jak hm… Zapewniasz go, że nikt nie wgryzł się ostatniej nocy w jego ciało. – Nie, nie chciała go zabić. To byłoby mniej ekscytujące, niż patrzenie jak ten zapewne śmieszny mugol zawstydza się, gdy orientuje się, że coś poszło nie po jego myśli. Niech potem siedzi i zastanawia się, czy przypadkiem lata powoli nie odbierają mu rozumu. – Ile czasu minęło od śmierci jego małżonki?
Jeśli uzna, że nienależycie wystarczająco, aby ponownie uganiał się za pannami na zabawach, może zaaranżuje to jakoś tak, aby myślał, że to duch jego żony karze go za przedwczesne zaloty. Jak? Nie miała pojęcia, ale coraz bardziej jej się to podobało.
Spoważniał, więc i ona… No może nie spoważniała, ale spojrzała na niego spod uniesionej brwi.
– Nie jestem heroiną tandetnej powieści, aby krzątać się tam, gdzie nie powinnam – zapewniła go, próbując odsunąć na bok iskrę ciekawości, która wywołał w niej jego poważny ton. Co też takiego musiało tam być, że aż tak zareagował i od razu schował się z maską. – Mogę już iść płakać?