Znak na skrzyni jakby wyczuł, że jest obserwowany i zaczął mienić się przed oczami Basiliusa, co pozwoliło mu określić li tylko tyle, że zabezpieczenie jest z górnej półki.
Tymczasem pertraktacje w biurze trwały. Śniady mężczyzna w bieli zmrużył oczy, jakby samym spojrzeniem miał prześwidrować Morpheusa i ocenić czy jego słowa mają jakiekolwiek pokrycie. Cisza w pokoju nabierała niemalże realnych kształtów i może w wielu, wielu światach bardziej satysfakcjonująca byłaby widowiskowa ucieczka przez okno, łapanie w locie skarbu i korzystanie z rozmycia zabezpieczeń, aurorskim czar.
Mieli dwie drogi, zadbali grupą o możliwości, o plan B, ale los zdecydował, że nie był on konieczny.
Kot z głośnym syknięciem niezadowolenia został zrzucony na ziemię, gdy Al-Shakti wstał i wyciągnął ku Morpheusowi dłoń. Kremowy kartonik był jego wizytówką.
– Jutro o 9 na mojej plantacji. – wyciągnął ku Morpheusowi dłoń w europejskim geście "podpisania" umowy, a ta być może została realnie podpisana, gdy sygnet mężczyzny rozdarł skórę profety, a kilka kropel roztarło się o ich dłonie z mało przyjemnym przepływem magii po niej. – Kufer jest wasz, ale nie pozdrawiam jej ani jej rodziny w żaden sposób. Nie było mnie tu – dodał Al-Shakti, nie kryjąc niechęci do ich "zleceniodawczyni", która raczej nie była świadoma jego obecności na miejscu i według jego słów - dalej nie powinna być. Zaraz potem odwrócił się w stronę schowka i pozornie od niechcenia machnął ręką, a ochronne runy rozwiały się, podobnie z resztą jak egipski mag, który pozostawił niepocieszone zwierzę na perskim dywanie zdobiącym biuro. Sojusznik, czy potężny nieprzyjaciel? To dopiero czas miał pokazać.
Tymczasem pertraktacje w biurze trwały. Śniady mężczyzna w bieli zmrużył oczy, jakby samym spojrzeniem miał prześwidrować Morpheusa i ocenić czy jego słowa mają jakiekolwiek pokrycie. Cisza w pokoju nabierała niemalże realnych kształtów i może w wielu, wielu światach bardziej satysfakcjonująca byłaby widowiskowa ucieczka przez okno, łapanie w locie skarbu i korzystanie z rozmycia zabezpieczeń, aurorskim czar.
Mieli dwie drogi, zadbali grupą o możliwości, o plan B, ale los zdecydował, że nie był on konieczny.
Kot z głośnym syknięciem niezadowolenia został zrzucony na ziemię, gdy Al-Shakti wstał i wyciągnął ku Morpheusowi dłoń. Kremowy kartonik był jego wizytówką.
– Jutro o 9 na mojej plantacji. – wyciągnął ku Morpheusowi dłoń w europejskim geście "podpisania" umowy, a ta być może została realnie podpisana, gdy sygnet mężczyzny rozdarł skórę profety, a kilka kropel roztarło się o ich dłonie z mało przyjemnym przepływem magii po niej. – Kufer jest wasz, ale nie pozdrawiam jej ani jej rodziny w żaden sposób. Nie było mnie tu – dodał Al-Shakti, nie kryjąc niechęci do ich "zleceniodawczyni", która raczej nie była świadoma jego obecności na miejscu i według jego słów - dalej nie powinna być. Zaraz potem odwrócił się w stronę schowka i pozornie od niechcenia machnął ręką, a ochronne runy rozwiały się, podobnie z resztą jak egipski mag, który pozostawił niepocieszone zwierzę na perskim dywanie zdobiącym biuro. Sojusznik, czy potężny nieprzyjaciel? To dopiero czas miał pokazać.
Koniec sesji