Heather Wood siedziała przy swoim biurku. Głowa z każdą chwilą zbliżała jej się coraz bliżej stołu. Jeszcze moment, chwila, a dosięgnie drewna. Była zmęczona, nie znosiła nocnych dyżurów, nie zdążyła się do nich przyzwyczaić. Zdecydowanie nocne eskapady w towarzystwie Charliego i Camerona były mniej problematyczne, wtedy nie narzekała na senność i nudę.
Jak na razie postanowiła jednak na chwilę przytulić się do biurka przy którym siedziała, zmrużyła oczy z nadzieją, że zdrzemnie się choć na chwilę, oczywiście życie nie było takie proste. Ledwo udało jej się przymknąć ślepia pojawiła się Brenna, która bardzo szybko przywróciła ją do rzeczywistości. Posłuchała jej uwag o tajemnicy służbowej - była zdziwiona trochę tym wywodem, ale tego nie skomentowała, przecież nawet przez myśl by jej to nie przeszło, żeby opowiadać komuś o tym co robiła w pracy. (Oczywiście poza Cameronem i Charliem, ale tej dwójki była pewna i wiedziała, że nie puszczą pary z ust na temat tych rewelacji, które im opowiadała).
Heather więc zebrała się szybko i wyruszyła z nimi aby znaleźć sprawcę. Znaleźli się na Nokturnie i jedyne, czego była pewna to to, że naprawdę strasznie tutaj śmierdzi. Jak właściwie ktokolwiek mógł się decydować, aby przychodzić tu dobrowolnie? Nie miała zielonego pojęcia. Nie odzywała się póki co ani słowem, tylko rozglądała w zaułku, w który przyprowadził je wampir i chyba zarazem ofiara. Nie było chyba to dla niego specjalnie lekkie doświadczenie, patrząc na to, że niedawno został tutaj martwy, właściwie to nie do końca martwy, czy w ogóle więc ta sprawa mogła zostać uznana za zabójstwo? Nie zapytała na głos, póki co.