Pokiwała ze zgodą głową. - Tak, ciekawe jak długo uda mu się udawać. - Miała świadomość, że Rookwood ma swój charakter, który nie do końca pasował do wizji ukrywającego się przed śmierciożercami skrzywdzonego chłopca. Prędzej, czy później zacznie działać, a wiadomo, jak to się może skończyć. Nikt nie był na tyle głupi, żeby nie zauważyć powiązań, kiedy wszystko będzie na nie wskazywać. Łatwo też im było mówić, żeby się nie wychylał. Sama Wood wiedziała, że nie potrafiłaby usiedzieć w miejscu po czymś takim, choćby wszyscy tego od niej wymagali, rozumiała więc bardzo dobrze czym może kierować się Charlie. Zależało jej na tym, aby nie stała się mu krzywda, więc jeśli nie będzie chciał pozostać bierny, to pomoże mu, jakiej decyzji by nie podjął.
Westchnęła ciężko słysząc kolejne słowa Camerona. Naprawdę była na siebie zła, że nie byli tego wieczora przy Rookwoodzie, chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że nie powinni. Skąd w końcu mogli wiedzieć, że jest atakowany? Fakt, zauważyli, że zabrakło ich podczas balu, jednak założyli, że pewnie coś im wypadło. Jak widać po tym przypadku powinni jednak zawsze zakładać najgorsze. Takie to był niebezpieczne czasy, że nie można było lekceważyć żadnych sytuacji. - Nie wiem Cam, nie możemy też mieć do siebie pretensji, w końcu skąd mogliśmy wiedzieć, też nas to sporo nauczyło. - Szkoda tylko, że ta lekcja tyle kosztowała. Tego jednak nie dodała, bo nastroje i tak mieli już popsute.
- Już widzę, jak ten pajac dałby się zamknąć w domku letniskowym moich starych. - Tak, Charlie na pewno byłby zachwycony takim pomysłem. Zresztą dla Heath to wcale nie było dobre rozwiązanie. Musiał nauczyć się żyć z nową twarzą i nie zwracać na siebie uwagi. Powinni go mieć jednak choć trochę na oku, ale musieli być ostrożni, żeby ktoś nie połączył ich dwójki z Julienem. - Oczywiście, że moja matka ma domek letniskowy, a nawet trzy, jeden w Hiszpanii, jeden we Włoszech i jeden we Francji. - Dodała jeszcze słysząc, że Lupin w ogóle może w to wątpić.
Heath mimo wszystko czuła, że nie jest najgorzej, bo Charlie trafił do Longbottomów, z tego co kojarzyła byli oni naprawdę dobrymi ludźmi, a co najważniejsze większość z nich pracowała w brygadzie. Był więc chroniony przez profesjonalistów, nikt chyba nie byłby w stanie poradzić sobie z ewentualnym wrogiem lepiej od nich. Przynajmniej tak się jej wydawało i miała nadzieję, że to gdybanie jest słuszne.
Zamilkła, kiedy kelner przyszedł do nich z ich zamówieniem, nie chciała, aby usłyszał o czym dyskutują. Sięgnęła po kieliszek z winem i upiła z niego spory łyk, poczekała, aż się oddali, wtedy przeniosła spojrzenie na Camerona. Wyglądał jakby nad czym myślał - ciekawe. Nachyliła się, gdy zaczął mówić, wzięła jednak wcześniej do ręki frytka i wsadziła go do ust. - Co to za genialny pomysł? - Nie miała zielonego pojęcia, do czego właściwie zmierzał Lupin, chciała jak najszybciej usłyszeć, co tam mądrego wymyślił. - Myślisz, że będzie czekał? - Roześmiała się. - Nie ma takiej opcji, nie przekonamy go. - Nie uważała, żeby Rookwood ich posłuchał. Wolała nawet nie ryzykować w ten sposób.