Właśnie dlatego milczała. Nie było potrzeby, aby wtrącała się w tę wymianę zdań, chociaż trochę korciło ją to, żeby nieco uspokoić ich zapędy. Każdy z nich uznawał to miejsce za dom, chyba walczyli o swoje? Cóż, mógł należeć i do jednego i drugiego, w końcu obaj byli dla niej ważni i nie zamierzała żadnego z nich wykreślać ze swojego życia. Musiała zająć się bratem, wymagała tego obecna sytuacja, kiedyś na pewno mu się polepszy, a wtedy będą mogli zacząć rozmowy na temat jego ewentualnej wyprowadzki. Wiedziała, że Roise może raczej nie do końca akceptować ten nowy świat, do którego miał wejść. Kiedyś było im łatwiej, nie miała na sobie tylu spraw, mogli znajdować się tutaj tylko we dwójkę, pozwalać sobie na wszystko. To nieco się zmieniło, od kiedy powoli brała na siebie większość spraw swojej rodziny. Nie, żeby jej kiedykolwiek na tym zależało, ale jakoś tak wszystko się ułożyło, że to ona stała się osobą odpowiedzialną za te problematyczne sytuacje. Cóż, nie była chyba na to gotowa, ale próbowała sobie radzić, jak jej to wychodziło - wszyscy widzieli. Jej młodszy brat wampir zdążył pod jej dachem uzależnić się od eliksirów nasennych - brawo panno Yaxley, wyśmienicie się układało.
Dostrzegła to wymowne spojrzenie, wzruszyła na nie jedynie ramionami. Już nie zamierzała nic mówić na temat jedzenia, nie była szczególnie wymagająca jeśli o to chodzi, co nie zmieniało faktu, że Ambroise od zawsze ją rozpieszczał pod tym względem. Jakoś tak wyszło, że to on przygotowywał im posiłki, karmił ją, pilnował, aby nie chodziła głodna. Właściwie to nawet nie jakoś tak, po prostu Geraldine nigdy nie było szczególnie po drodze z kuchnią, jedyne, co nauczyła się przez te kilka lat, kiedy byli razem to gotowanie grzańca, kiedy szło o alkohol to była w stanie opanować podstawowe umiejętności. Gdy Roise zniknął z jej życia Triss ponownie zaczęła dostarczać jej jedzenie i dla niej gotować, to było całkiem wygodne, bo inaczej pewnie żywiłaby się gotowym żarciem, co też nie byłoby jakieś dramatyczne, bo nie miała za bardzo wyszukanych kubków smakowych.
Ulżyło jej kiedy usłyszała kolejne słowa swojego chłopaka. Nie miała pojęcia, jak zareaguje na tę propozycję, chociaż nie czuła, że uznałby to za coś nieodpowiedniego. Miała świadomość, że pracował z różnymi przypadkami, sporo widział w swoim życiu, na pewno nie ruszyłby go nieżywy pijący krew ze szklanki. Nie byli szczególnie wrażliwi na takie nietypowe widoki, dlatego nie do końca potrafiła zrozumieć Astarotha, który wzgardził jej propozycją. Jasne, to nie było typowe, ale nie widziała w tym niczego złego.
- Myślisz, że on w ogóle czuje różnicę, jest taki zimny... - Nie miała pojęcia, czy Roise miał przyjemność dotknąć jej brata... miał, wtedy kiedy tłukli się na podłodze w przedpokoju, nie sądziła jednak, żeby wtedy faktycznie miał możliwość jakoś szczególnie się na tym skupić. Był zajęty próbą przeżycia.
Nie miała pojęcia, czy Roth wkurwi się o to, że Ambroise zużył całą ciepłą wodę, tak naprawdę bardzo mało wiedziała o jego przyzwyczajeniach, przynajmniej od momentu, w którym stał się bestią. Powinna była uzupełnić wiedzę, tak, czas najwyższy to zrobić. Nie musiała jak dotąd interesować się przyzwyczajeniami wampirów, bo tylko i wyłącznie je zabijała, to była dla niej nowość.
- Właściwie to masz rację, nie musi, a Ty i tak tutaj będziesz. - Nie było sensu szukać aprobaty u Astarotha, na pewno nie w tej chwili, zresztą, czy to cokolwiek zmieniało? Tak, czy siak Roise miał być obecny w jej życiu, bez względu na wszystko. Nie mogła oprzeć się chęci pociągnięcia go za ten jakże gustowny, ale okropnie przykrótki fartuszek. Nachyliła się więc i sięgnęła ręką za jego rąbek, przyciągnęła Greengrassa ponownie bliżej siebie. Najlepiej by było, gdyby w ogóle się od niej nie oddalał...
- Cieszę się, że tutaj jesteś. - Nikt nie mógł zabronić jej mu tego powtarzać, co chwilę. Prawda? Zamierzała więc przypominać mu to tak często jak mogła. Naprawdę była szczęśliwa, tak zwyczajnie, prosto, jak dawno jej się nie zdarzało. Te pocałunki były wyjątkowo słodkie, jak żadne inne, chociaż może, może kiedyś robili już to w ten sposób, wtedy, gdy cały świat wydawał się mieć na siebie nałożony różowy filtr.
- Nie może. Roth pija tylko krew. - Nie brzmiało to szczególnie kolorowo, ale tak wyglądała ich rzeczywistość, musieli do niej przywyknąć.