22.03.2025, 21:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2025, 13:20 przez Keyleth Nico Yako.)
Key szczęśliwie wiedziała o co chodzi w czerwonym kapturku. Była bardzo uważna na zajęciach z angielskiego i jedną z pierwszych książek, którą przeczytała po angielsku był właśnie zbiór bajek. W sumie bardzo chętnie z Aseną porozmawiałaby o tym, jak to jest kogoś zjeść i czy już kiedyś ktoś jej rozerwał brzuch od środka. Czy to w ogóle dałoby się przeżyć? Pytania gnębiły ją gdy była dzieckiem, w bajkach opowiadanych przez mamę było zwykle zdecydowanie więcej duchów niż wilków. Była ciekawa ich anatomii, niekoniecznie w celach wróżbiarskich.
Mimowolnie pochyliła się ku nieznajomej i zaciągnęła nieco mocniej zapachem. To był dziwny zapach. To było dziwne miejsce. Podobało jej się to.
– Jestem Nico – odpowiedziała rezolutnie. – Jestem Nico i nie jestem dziewczyną Lewisa – dodała i od razu pogryzła się w język, żeby nie zapytać, czy może jednak jest i nie ogarnęła jakiś lokalnych zwyczajów erotyczno-związkowych. Książka książką, zajęcia zajęciami, a życie... życie życiem. Magowie byli dziwni, obracała się wśród mugoli podczas swoich podróży i wiedziała, że może być.. bardzo różnie. Szok kulturowy na każdej szerokości geograficznej. Zmarszczyła brwi. – Czytałam kiedyś o takim zwyczaju, że jak facet zrobi facetce jedzenie, to tak jakby ślub a potem pieprzyli się bez przerwy dwa tygodnie, bo magia ziemi ich wypełniała czy coś. – zmarszczyła nos, patrząc niepewnie w stronę kuchni – To nie jest ten przypadek prawda?
Zaraz potem zaś poderwała się entuzjastycznie na propozycję oprowadzenia.
– Super. Bardzo chętnie. Macie tu coś więcej poza kubryk? Macie... macie piwnicę ze zmutowanymi szczurami? W ogóle... macie tu dziwki?– zapytała niezdrowo zaaferowana sytuacją i możliwościami tego typu miejsca. Lewis w sumie nie zdążył jej o nim zbyt wiele opowiedzieć.
Mimowolnie pochyliła się ku nieznajomej i zaciągnęła nieco mocniej zapachem. To był dziwny zapach. To było dziwne miejsce. Podobało jej się to.
– Jestem Nico – odpowiedziała rezolutnie. – Jestem Nico i nie jestem dziewczyną Lewisa – dodała i od razu pogryzła się w język, żeby nie zapytać, czy może jednak jest i nie ogarnęła jakiś lokalnych zwyczajów erotyczno-związkowych. Książka książką, zajęcia zajęciami, a życie... życie życiem. Magowie byli dziwni, obracała się wśród mugoli podczas swoich podróży i wiedziała, że może być.. bardzo różnie. Szok kulturowy na każdej szerokości geograficznej. Zmarszczyła brwi. – Czytałam kiedyś o takim zwyczaju, że jak facet zrobi facetce jedzenie, to tak jakby ślub a potem pieprzyli się bez przerwy dwa tygodnie, bo magia ziemi ich wypełniała czy coś. – zmarszczyła nos, patrząc niepewnie w stronę kuchni – To nie jest ten przypadek prawda?
Zaraz potem zaś poderwała się entuzjastycznie na propozycję oprowadzenia.
– Super. Bardzo chętnie. Macie tu coś więcej poza kubryk? Macie... macie piwnicę ze zmutowanymi szczurami? W ogóle... macie tu dziwki?– zapytała niezdrowo zaaferowana sytuacją i możliwościami tego typu miejsca. Lewis w sumie nie zdążył jej o nim zbyt wiele opowiedzieć.