Zboczyli z kursu prawie dwa lata temu. Przez te dwa lata budowała wokół siebie dosyć spory mur, znowu stała się okropnie samodzielna i zaczęła brać wszystko na swoje barki. Nie potrzebowała niczyjej pomocy, a przynajmniej próbowała udowodnić, że jej nie potrzebuje. Po tych wszystkich wspólnych latach, które razem spędzili, to wcale nie było takie łatwe, wrócić do tego, co było przed nimi. Musiała jednak jakoś sobie z tym poradzić, jakoś przyzwyczaić się do tego, że znowu była zdana sama na siebie. Wcale nie przyszło jej to zupełnie prosto, ale nie miała innego wyjścia. Teraz, kiedy narracja znowu się zmieniała, ponownie musiała wyzbyć się nabytych przyzwyczajeń. Na pewno uda jej się odnaleźć w nowo-starej sytuacji, ale potrzebowała do tego odrobiny czasu. Zresztą sporym sukcesem było to, że mówiła mu o tym wszystkim, co siedziało jej w głowie. Przestała się zamykać, bo miała świadomość, że to było niepotrzebne. Musiała się uzewnętrzniać jeśli chcieli stworzyć co dobrego.
- Mamy bardzo dużo czasu. - Przymknęła oczy na chwilę, kiedy znowu się do niej zbliżył i złożył pocałunek na jej głowie. Cholernie jej tego wszystkiego brakowało, naprawdę dobrze było mieć świadomość, że wszystko już było na swoim miejscu, że mogli wrócić do dawnych przyzwyczajeń, nie musieli zastanawiać się nad żadnym gestem, czy słowem, bo doszli do porozumienia.
Nie musieli bardzo szybko wprowadzać wielkich zmian w swoich życiach, mogli na spokojnie wejść w tę nową rzeczywistość, przynajmniej w niektórych aspektach, w innych nie chciała czekać. Miała nadzieję, że znowu ze sobą zamieszkają, że będą widywać się codziennie, albo prawie codziennie, zależało jej na tym, aby w tym wypadku wrócili do tego jak najszybciej, bo nie chciała marnować więcej czasu. Wtedy, kiedy ich relacja zmieniła swoje ramy również bardzo szybko zaczęli tworzyć wspólny dom, właściwie to nawet gdy tylko się ze sobą przyjaźnili to spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, bardzo chciała do tego wrócić, brakowało jej jego obecności w swoim życiu.
Przewróciła oczami, kiedy usłyszała kolejne słowa padające z ust Ambroisa. Oczywiście, że nie mógł się powstrzymać od tego, jakże trafnego komentarza, nie byłby sobą, sama się o to prosiła, czyż nie? Bardzo niefortunny dobór słów z jej strony.
- Nie taką szpadę, Roise. - Skoro wymagał od niej sprostowania, to mu je dała. To powinno być dość oczywiste, że chodziło jej o broń. Ambroise wiedział przecież, że Yaxleyówna od lat trenowała szermierkę, bardzo lubiła ten sport, było to jedno z jej ulubionych zajęć, które pomagało jej utrzymać doskonałą formę fizyczną. Do tego dzięki szermierce dość szybko nauczyła się obycia z bronią białą, nie bez powodu stała się ona jednym z ulubionych narzędzi z których korzystała podczas swojej pracy.
Gdyby tylko wiedzieli, co właściwie zostało zakiełkowane, i że całkiem niedługo przyjdzie im zbierać plony... zapewne bardzo by się zdziwili, na szczęście póki co nie mieli o tym zielonego pojęcia, to miała być niespodzianka, przyszłe zmartwienie, chociaż czy na pewno zmartwienie, w końcu mieli kiedyś takie marzenie... Tyle, że póki co nie zdawali sobie jeszcze z tego sprawy, już niedługo pewnie się dowiedzą, co udało im się wyrzeźbić.
Poranek był całkiem błogi, jeszcze wczoraj wieczorem w ogóle nie zakładałaby, że tak wiele zmieni się między nimi przez ten dzień i noc, wczoraj znajdowali się na rozdrożu, a dzisiaj podążali wspólną drogą. Wyjątkowa lekkość jej towarzyszyła, dawno nie czuła się tak właściwie. Może mieli do przegadania jeszcze wiele spraw, bo właściwie to nie do końca określili nowe zasady, nowy porządek, ale najważniejsze, że powiedzieli sobie to, co było najważniejsze, że chcą znowu w to wejść. Cała reszta była dopiero przed nimi.
Mieli czas na to, żeby dojść do konsensusu, żeby ustalić, czego od siebie oczekiwali, tym razem mieli świadomość, co w ich przypadku mogło zadziałać, a co nie. Mieli lata doświadczenia bycia dla siebie najważniejszymi osobami. Na pewno uda im się to zrobić, nie wątpiła, że tak się wydarzy.
- Lepiej nie, muszę to wszystko dobrze przemyśleć i zaplanować, póki co nie jestem w najlepszej formie. - Oczywiście, że mogłaby mu od ręki znaleźć jakieś zajęcie, ale skoro mieli czas, to mogła znaleźć coś odpowiedniego, a nie sięgać po pierwszy, lepszy pomysł. Na pewno by się nie nudził, przecież o to przede wszystkim chodziło, aby miał co robić z bardzo dużą ilością wolnego czasu, która pojawiłaby się w momencie, w którym zakończyłby swoją współpracę z Mungiem. Zresztą nie chciała wracać do tego tematu, ale po wczorajszej rozmowie tylko się upewniła, że to nie było miejsce dla niego, marnował się tam. Miała zamiar wrócić do tematu, ale jeszcze nie teraz, teraz przecież tylko sobie żartowali...
- Zastanawiam się, po co mi ten dzień próbny, skoro i tak wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie. - Przecież mieli pewność, jak to się zakończy. Zresztą Yaxleyówna nie nadawała się na asystentkę pod żadnym względem, zapewne tylko by mu przeszkadzała i go rozpraszała.
- Od kiedy dowiedziałam się, że ci na których mi zależy mogą je brać na poważnie. - Miała nadzieję, że wiedział, co konkretnie miała na myśli. Nie dało się ukryć, że jej życiem interesowały się osoby, które nie powinni niczego wiedzieć. Chętnie plotkowały na temat Geraldine, a większość tych informacji była wyssana z palca, dotychczas miała to gdzieś, ale kiedy dowiedziała się, że Roise myślał, że zaczęła sobie układać życie z Erikiem, coś się zmieniło. Nie chciała, żeby to się powtórzyło, znaczy tutaj chodziło o Ambroisa, oczywiście to była zupełnie inna sytuacja, ale mimo wszystko. Wolała nie być na świeczniku, przestawało ją to bawić.
Nie spodziewała się tego, co wydarzyło się chwilę później. Została przez niego unieruchomiona. Pięknie. Gdyby się postarała zapewne udałoby się jej wyplątać spod jego uda, ale czy faktycznie tego chciała? Nie, szczególnie, gdy poczuła usta mężczyzny na swojej szyi. Znowu czuła przyjemne ciepło przechodzące przez jej całe ciało, nie potrafiła nie reagować na jego obecność, nie kiedy znajdował się tak blisko, że bliżej właściwie się nie dało.
- Kiedy tak to przedstawiasz, to mogę się nad tym zastanowić. - Ten ostatni skandal był chyba wskazany, prawda?