22.03.2025, 23:32 ✶
— Masz?
Powtórzyła zaraz po nim z lekkim uśmiechem, nachylając się nad nim, aby dolać kawy do jego filiżanki. Zestaw był wykonany z cienkiej, jak papier porcelany. Chyba kupiła to na wycieczce w Holandii? A może dostała w jakimś prezencie, nie była już aż tak bardzo pewna.
Siedzieli na oszklonym ganku domu Tessy i w początkowym zamyśle ustanowiono opalanie się w ostatnich promieniach słońca. Niestety los zadecydował tak, że już po kwadransie zmuszeni byli przymknąć drzwi do ogrodu i zostawić lekko uchylone okno. Czarownica zapaliła również świece na parapetach i kryształowe lampiony, podwieszone przy suficie.
Obserwowała go już od chwili, kiedy przekroczył próg sieni — gdy zdejmował buty i zmieniał je na kapcie, a płaszcz zostawił na wieszaku. W jaki sposób kręcił głową, kiedy proponowała kawałek jabłecznika i jak machał nadgarstkiem, ukazując pakunek z paryskimi croissantami.
Tylko idiota nie zauważyłby, że coś nie gra. A ona do takich nie należała. Oczywiście nie mogła również zignorować umęczonego wzroku Anthony’ego, jego bladej skóry i worów pod oczami. Czyli ogólnego wizerunku podręcznikowego nieszczęścia.
— Kochany — zaczęła w końcu Longbottom z lekkim westchnieniem, odkładając własną filiżankę na odpowiedni jej spodek. — oboje dobrze wiemy, że nie chcesz rozmawiać ani o Ministerstwie, ani o żadnych spotkaniach, które Cię teraz czekają. Jeśli chciałbyś to zrobić, równie dobrze mógłbyś zaprosić swoją sekretarkę na kawę.
Patrzyła na niego z lekko przechyloną głową i ułożyła się nieco wygodniej w wiklinowym fotelu, otulonym uprzednio miękkim kocem i kilkoma poduszkami. Wyciągnęła również cynamonową cygaretkę, którą wdzięcznie wsunęła do końcówki lufki, aby ostatecznie zapalić papierosa i podnieść ustnik do swoich warg.
— Coś się stało u was w biurze, że tak dużo trajkotasz o pracy? Ani słowem nie wspomniałeś nawet o tym, co słychać u Jonathana ani nawet nie pisnąłeś o swoich poprzednich wyprawach!
W chwili kiedy Tessa przepytywała biednego przyjaciela, Piernik — ukochany, rudy kocur — przydreptał ze swojego legowiska w salonie i zaczął uderzać łebkiem o nogi Shafiqa. Mruczał głośno, dopraszając się, aby mężczyzna wziął go na kolana i ofiarował chociaż trochę swojej uwagi. Chociaż w przypadku Piernika bardziej oznaczało to, że zaszczycił czarodzieja swoją atencją.
Powtórzyła zaraz po nim z lekkim uśmiechem, nachylając się nad nim, aby dolać kawy do jego filiżanki. Zestaw był wykonany z cienkiej, jak papier porcelany. Chyba kupiła to na wycieczce w Holandii? A może dostała w jakimś prezencie, nie była już aż tak bardzo pewna.
Siedzieli na oszklonym ganku domu Tessy i w początkowym zamyśle ustanowiono opalanie się w ostatnich promieniach słońca. Niestety los zadecydował tak, że już po kwadransie zmuszeni byli przymknąć drzwi do ogrodu i zostawić lekko uchylone okno. Czarownica zapaliła również świece na parapetach i kryształowe lampiony, podwieszone przy suficie.
Obserwowała go już od chwili, kiedy przekroczył próg sieni — gdy zdejmował buty i zmieniał je na kapcie, a płaszcz zostawił na wieszaku. W jaki sposób kręcił głową, kiedy proponowała kawałek jabłecznika i jak machał nadgarstkiem, ukazując pakunek z paryskimi croissantami.
Tylko idiota nie zauważyłby, że coś nie gra. A ona do takich nie należała. Oczywiście nie mogła również zignorować umęczonego wzroku Anthony’ego, jego bladej skóry i worów pod oczami. Czyli ogólnego wizerunku podręcznikowego nieszczęścia.
— Kochany — zaczęła w końcu Longbottom z lekkim westchnieniem, odkładając własną filiżankę na odpowiedni jej spodek. — oboje dobrze wiemy, że nie chcesz rozmawiać ani o Ministerstwie, ani o żadnych spotkaniach, które Cię teraz czekają. Jeśli chciałbyś to zrobić, równie dobrze mógłbyś zaprosić swoją sekretarkę na kawę.
Patrzyła na niego z lekko przechyloną głową i ułożyła się nieco wygodniej w wiklinowym fotelu, otulonym uprzednio miękkim kocem i kilkoma poduszkami. Wyciągnęła również cynamonową cygaretkę, którą wdzięcznie wsunęła do końcówki lufki, aby ostatecznie zapalić papierosa i podnieść ustnik do swoich warg.
— Coś się stało u was w biurze, że tak dużo trajkotasz o pracy? Ani słowem nie wspomniałeś nawet o tym, co słychać u Jonathana ani nawet nie pisnąłeś o swoich poprzednich wyprawach!
W chwili kiedy Tessa przepytywała biednego przyjaciela, Piernik — ukochany, rudy kocur — przydreptał ze swojego legowiska w salonie i zaczął uderzać łebkiem o nogi Shafiqa. Mruczał głośno, dopraszając się, aby mężczyzna wziął go na kolana i ofiarował chociaż trochę swojej uwagi. Chociaż w przypadku Piernika bardziej oznaczało to, że zaszczycił czarodzieja swoją atencją.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you