03.02.2023, 15:21 ✶
Annie siedziała spokojnie na jednym z krzeseł przy stoliku, w rękach miała zaś kubek z nędznej jakości herbatą, którą wzięła i zaparzyła w dzbanuszku, który wzięła, Merlin wie skąd. Zresztą, samo znalezienie liści na napar mogło się wydawać podejrzane, patrząc na wyposażenie pokoju, to jednak jak widać, nie powstrzymało jej przed rozgrzaniem się przy czymś ciepłym do picia. Zawsze miała lodowate dłonie i stopy, przepadała zaś za ciepłem i komfortem. Jej maska zabrana z gabinetu zdobiła jej twarz, skrytą pod kapturem ciemnej szaty, w której przybyła do posiadłości. Nie bardzo wiedziała, jaki typ gościa tu przybędzie, na stoliku więc i tak stały trzy dodatkowe kubeczki.
Wolała się przygotować na wszystko, tak więc ustawiła pod ścianą jedno z krzeseł i lekko je transmutowała, tak, by posiadało podłokietniki, do których łatwo ewentualnie przywiązać czyjeś ręce. Tak na wszelki wypadek. Częściowo rozpakowała też swoją torbę matczyną, a także przygotowała stojące w pokoju łóżko, ot, gdyby ktoś powinien się na nim położyć. Jeśli nie ich gość, to może i któryś z dwójki śmierciożerców.
Właśnie brała kolejny łyk herbaty, gdy do pokoju wpadła znana jej dwójka, wraz z nieznajomym jej jeszcze osobnikiem, który został rzucony niedbale na podłogę. Uniosła na ten widok brwi, westchnęła i odstawiła kubek. Czyli ten typ gościa.
Podniosła się, jej uwadze nie umknął widok trzymającego się za bok Sauriela, który wyglądał na, jej uzdrowicielskie oczy koszmarnie. Choć jednocześnie czegoś jej w tym obrazie brakowało. Krwi, zdała sobie sprawę. Ta zaś obficie wypływała z leżącego na podłodze, spetryfikowanego mężczyzny, którego rany wyglądały niemal identycznie. W jej głowie zapaliła się czerwona lampka, której uwagę musiała jednak poświęcić później. Najpierw robota.
Rzuciła zaklęcie hamujące krwawienie aktualnie posiadanych przez ich nowego znajomego ran. Miała wrażenie, że nie powinna ich jeszcze zaleczać, przynajmniej dopóki nie okaże się to konieczne. Odczuwany ból mógł się przydać. Zamiast tego wyciągnęła jeden z eliksirów uzupełniających krew.
- Z tym poczekam, aż zdejmiecie zaklęcie unieruchamiające. Zapewne nie chcecie, by się udławił - mówiła, pokazując trzymaną w ręce fiolkę ze stosowną etykietą. Zaraz jednak spojrzenie skierowała na Sauriela.
- Zakładałabym, że potrzebujesz mojej pomocy? - zapytała, w jej oczach zaś wyjątkowo tliła się ciekawość, zastępująca jej obojętne dotychczas spojrzenie. - Choć może nie tego eliksiru, którego trzymam, prawda? - dodała, drążąc temat, którego może nie powinna. Nie mogła jednak się powstrzymać.
Wolała się przygotować na wszystko, tak więc ustawiła pod ścianą jedno z krzeseł i lekko je transmutowała, tak, by posiadało podłokietniki, do których łatwo ewentualnie przywiązać czyjeś ręce. Tak na wszelki wypadek. Częściowo rozpakowała też swoją torbę matczyną, a także przygotowała stojące w pokoju łóżko, ot, gdyby ktoś powinien się na nim położyć. Jeśli nie ich gość, to może i któryś z dwójki śmierciożerców.
Właśnie brała kolejny łyk herbaty, gdy do pokoju wpadła znana jej dwójka, wraz z nieznajomym jej jeszcze osobnikiem, który został rzucony niedbale na podłogę. Uniosła na ten widok brwi, westchnęła i odstawiła kubek. Czyli ten typ gościa.
Podniosła się, jej uwadze nie umknął widok trzymającego się za bok Sauriela, który wyglądał na, jej uzdrowicielskie oczy koszmarnie. Choć jednocześnie czegoś jej w tym obrazie brakowało. Krwi, zdała sobie sprawę. Ta zaś obficie wypływała z leżącego na podłodze, spetryfikowanego mężczyzny, którego rany wyglądały niemal identycznie. W jej głowie zapaliła się czerwona lampka, której uwagę musiała jednak poświęcić później. Najpierw robota.
Rzuciła zaklęcie hamujące krwawienie aktualnie posiadanych przez ich nowego znajomego ran. Miała wrażenie, że nie powinna ich jeszcze zaleczać, przynajmniej dopóki nie okaże się to konieczne. Odczuwany ból mógł się przydać. Zamiast tego wyciągnęła jeden z eliksirów uzupełniających krew.
- Z tym poczekam, aż zdejmiecie zaklęcie unieruchamiające. Zapewne nie chcecie, by się udławił - mówiła, pokazując trzymaną w ręce fiolkę ze stosowną etykietą. Zaraz jednak spojrzenie skierowała na Sauriela.
- Zakładałabym, że potrzebujesz mojej pomocy? - zapytała, w jej oczach zaś wyjątkowo tliła się ciekawość, zastępująca jej obojętne dotychczas spojrzenie. - Choć może nie tego eliksiru, którego trzymam, prawda? - dodała, drążąc temat, którego może nie powinna. Nie mogła jednak się powstrzymać.