Obiad z bratem był idealną okazją do tego, aby wyrwać się z domu. Liam miał dzisiaj służbę, więc wspaniale się złożyło, nie musiała się niczym przejmować, mogła poświęcić czas swojemu bliźniakowi. Starali się spotykać cyklicznie, może byli od siebie bardzo różni, ale nie zmieniało to faktu, że łączyła ich ta wyjątkowa więź.
Nie spodziewała się, że faktycznie na marszu pojawią się takie tłumy. Mieli po prostu znaleźć się w jakimś lokalu, usiąść spokojnie, porozmawiać i zjeść posiłek. Najwyraźniej to też nie mogło być takie proste. Bletchleyówna nie była przystosowana do tego, żeby przemierzać drogę w takich warunkach. Jej nogi były krótkie, ona była malutka, więc łatwo mogła się zgubić między tymi ludźmi, a zdecydowanie tego nie chciała.
- Eli, nie marudź, proszę cię, jeszcze chwila i się stąd wyrwiemy. - Naprawdę w to wierzyła. Marzyła tylko i wyłącznie o tym, żeby posadzić swój kościsty tyłek na krześle i zjeść coś ciepłego. Miała rano zmianę w Mungu, ledwie znalazła się w mieszkaniu, a musiała je opuścić, nie zdążyła nic wsadzić sobie do ust. Naprawdę była okropnie głodna.
- Dolina jest daleko, a chciałabym wrócić do domu przed powrotem Liama, przecież wiesz. - Mówiła mu dlaczego nie chciała wybywać poza miasto. Mieli zaplanowany wieczór, ona i jej narzeczony, bardzo zależało jej na tym, aby wszystko poszło po jej myśli.
- Nie bądź takim pesymistą, na pewno gdzieś się coś znajdzie, Londyn jest przecież ogromny. - Próbowała mówić pewnym tonem głosu, tak jakby naprawdę wierzyła w to, że znajdą coś otwartego. Poczuła, że żołądek jej się zaciska, głód nie opuszczał, naprawdę była okropnie głodna.
Prudence przystanęła na moment, nie powinna tego robić, ale nie mogła się opanować. Tak już działał jej mózg. Zastanawiała się ile osób jest w tym tłumie, czy mogła to policzyć, szybkie spojrzenie w lewo i w prawo, jakieś dziesięć osób szerokości, ile było takich rzędów? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, mrugnęła więc dwa razy, właśnie wtedy też poczuła, że ktoś nadepnął jej na stopę. Jej liczenie nie miało najmniejszego sensu.
- Oczywiście, że się tego nie spodziewałam, inaczej jadłabym właśnie obiad w domu. - Nie musiał nawet specjalnie ciągnąć ją za język, aby mu się do tego przyznała. Prue nie znosiła tłumów, nie potrafiła się w nich odnajdywać. Tak właściwie, to dlaczego nie zaprosiła Eliasa do nich na obiad? Nie miała pojęcia, wszystko byłoby prostsze...
- Jakieś czterysta metrów stąd jest zaułek, możemy w niego wejść i przemknąć do mugolskiej części Londynu. - Nie miała pojęcia, ile im to zajmie, tym bardziej, że wokół nich zaczęło pojawiać się coraz więcej osób, krzyki były coraz głośniejsze. Czuła się tutaj coraz bardziej zagubiona. - Nie możemy się od siebie oddalić, to nie wygląda najlepiej. - Miała nadzieję, że Eli weźmie jej słowa na poważnie i faktycznie będą się trzymać razem. Nie chciałaby go zgubić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control