23.03.2025, 14:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.03.2025, 19:07 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan wbrew pozorom nie zamierzał narzucać swoją tyradą przymusu wpasowania się przez Roberta w określone pudełko bez żadnej drogi wyjścia. Raczej chciał go jedynie zmotywować do większego zainteresowania się sztuką, traktując słowa bądź bardziej Selwynem bardziej jako rzucony ozdobnik zdania, niż faktyczny przymus parcia przed siebie jedną, określoną drogą, z której sam Jonathan w pewien sposób się wyłamał.
Spodziewał się więc raczej machnięcia ręką, czy też przewrócenia oczami, a może i przyznania mu racji, niż chłodnych słów ze strony kuzyna. Nie odpowiedział jednak w podobny sposób, ani nie poczuł się jakkolwiek urażony jego słowami, uznając że czymkolwiek były one spowodowane, nieopatrznie dotknął czegoś bolesnego.
Jedyne, co odziedziczyłem po was to część genów.
Mogłoby to być zwykłe zmęczenie jego gadaniem o Hamlecie, ale jednak te słowa... Czyżby jakaś nieprzyjemność ze strony Selwynów, o której nie miał pojęcia? A może chodziło jednak o coś, co zrobili Crouchowie poza tym, co już wiedział? Będzie musiał koniecznie zerknąć na nici i aurę Roberta przy najbliższym spotkaniu rodzinnym. No i oczywiście kiedyś z nim o tym porozmawiać.
Zamiast skomentować to jakoś teraz, poprawił swoją marynarkę i zapisał sobie w głowię tę sytuację, aby w razie czego kiedyś, w milszych okolicznościach, delikatnie powrócić do tematu. I nie wspominać więcej o byciu jak któraś z ich rodzin.
– Oczywiście. Zrozumiałem – powiedział ugodowo, jakby po prostu założył, że Robert najzwyczajniej na świecie dobrał w ten dziwny sposób słowa, chcąc już przejść do innego tematu i nikt nie wyczuwał, że stało za nimi coś więcej.
Po tych słowach, Jonathan przeniósł wzrok na Enid, słysząc jak zadaje mu pytanie i od razu uśmiechnął się szeroko.
– Będzie to dla mnie wielki zaszczyt moja droga, ale musisz przypomnieć mi punktację, bo obawiam się, że trochę czasu już upłynęło od kiedy ostatni raz rozegrałem partyjkę. To nie ta edycja, w ktorej niektóre samogłoski gryzą palce, kiedy ułoży się nieistniejące słowo, czyż nie? Muszę przyznać, że nie jestem jej fanem. Zabiera tę możliwość społecznych interakcji, bo nie da sie wtedy kłocić ze współgraczem, że dane słowo jddnak istnieje. Pamiętasz Robercie gdy dostaliśmy kiedyś taką na Święta? Ktoś ostatecznie utopił wszystkie a w whiskey bo były najbardziej zadziorne.
Spodziewał się więc raczej machnięcia ręką, czy też przewrócenia oczami, a może i przyznania mu racji, niż chłodnych słów ze strony kuzyna. Nie odpowiedział jednak w podobny sposób, ani nie poczuł się jakkolwiek urażony jego słowami, uznając że czymkolwiek były one spowodowane, nieopatrznie dotknął czegoś bolesnego.
Jedyne, co odziedziczyłem po was to część genów.
Mogłoby to być zwykłe zmęczenie jego gadaniem o Hamlecie, ale jednak te słowa... Czyżby jakaś nieprzyjemność ze strony Selwynów, o której nie miał pojęcia? A może chodziło jednak o coś, co zrobili Crouchowie poza tym, co już wiedział? Będzie musiał koniecznie zerknąć na nici i aurę Roberta przy najbliższym spotkaniu rodzinnym. No i oczywiście kiedyś z nim o tym porozmawiać.
Zamiast skomentować to jakoś teraz, poprawił swoją marynarkę i zapisał sobie w głowię tę sytuację, aby w razie czego kiedyś, w milszych okolicznościach, delikatnie powrócić do tematu. I nie wspominać więcej o byciu jak któraś z ich rodzin.
– Oczywiście. Zrozumiałem – powiedział ugodowo, jakby po prostu założył, że Robert najzwyczajniej na świecie dobrał w ten dziwny sposób słowa, chcąc już przejść do innego tematu i nikt nie wyczuwał, że stało za nimi coś więcej.
Po tych słowach, Jonathan przeniósł wzrok na Enid, słysząc jak zadaje mu pytanie i od razu uśmiechnął się szeroko.
– Będzie to dla mnie wielki zaszczyt moja droga, ale musisz przypomnieć mi punktację, bo obawiam się, że trochę czasu już upłynęło od kiedy ostatni raz rozegrałem partyjkę. To nie ta edycja, w ktorej niektóre samogłoski gryzą palce, kiedy ułoży się nieistniejące słowo, czyż nie? Muszę przyznać, że nie jestem jej fanem. Zabiera tę możliwość społecznych interakcji, bo nie da sie wtedy kłocić ze współgraczem, że dane słowo jddnak istnieje. Pamiętasz Robercie gdy dostaliśmy kiedyś taką na Święta? Ktoś ostatecznie utopił wszystkie a w whiskey bo były najbardziej zadziorne.
Koniec sesji