23.03.2025, 14:47 ✶
Uśmiechnęła się, bo chociaż wciąż żywiła do Greybacka urazę, to przecież nie było tak, że go nie lubiła. Owszem, ta zadra siedziała gdzieś w jej serduszku, głęboko, ale nie zamierzała się nad nim pastwić. Ot, rzuciła luźną uwagą, bo nie znała chyba męskiego potomka Greybacka, który nie byłby tak wysoki. Faye wcisnęła ręce w kieszenie i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć nie.
- Mam. Są dość rzadkie, sprowadzane z lasów deszczowych. Nazywają się drzewołazy i mają piękne kolory - powiedziała to tak, jakby absolutnie każdy powinien wiedzieć, że istnieją takie żaby i to właśnie ona ma kilka takich okazów w domu. Sięgnęła do kieszeni po portfel, bo odkąd ludzie na Nokturnie łasili się na jej pieniądze, to miała dwa: normalną sakiewkę i taki płaski, usztywniany, ze skóry. Tam trzymała ważne karteczki, zdjęcia i trochę mugolskich banknotów. Wyciągnęła z niego ruchome, niewielkie zdjęcie, i podała Skollowi. - Mają na imię Skrzek i Kijanka. Skrzek to ten zieloniutki, a Kijanka to ta czerwona. Są trujące, więc nie można ich dotykać, karmię je przez taki specjalny otwór w akwarium.
Zdjęcie przedstawiało dwie maleńkie żabki, jedną jasnozieloną a drugą wściekle czerwoną. Mrugały w stronę obiektywu, ale poza tym się nie ruszały.
- Pewnie są. Wyobraź sobie, że gdy się spieszyłam dzisiaj rano, to przewróciłam słoik z muchami. A że w końcu nie jest tak upalnie, to byłam w trakcie wietrzenia mieszkania. Wszystkie muszyska spierdoliły szybciej, niż byłam w stanie mrugnąć - Traversówna wzruszyła ramionami. Pewnie w innej sytuacji starałaby się je złapać, ale akurat tego dnia musiała być w innym miejscu i to natychmiast, więc po prostu machnęła ręką. - No... Miejsce jak miejsce, prawda? Niezbyt czyste, ale przynajmniej mają takie obrzydlistwa od ręki. Larw też potrzebuję, więc...
Faye wzruszyła ramionami, wyciągając dłoń po zdjęcie. Nie zamierzała mu go oddawać, co to, to nie. Zmrużyła nieco oczy, bo coś jej tu nie grało. Owszem, Greyback na Nokturnie to była całkiem normalna rzecz, ostatnio sporo ich się tu kręciło, ale jakie były szanse na to, że akurat trafiła tu na niego? Z tego co kojarzyła, to mało kto z ich rodziny pałał się uczciwą, legalną pracą. Skoll niby był inny, ale i tak miał coś takiego w oczach, że wolała trzymać się na baczności. Szczególnie że chodził tutaj tak, jakby był u siebie.
- A ty? Idziesz po jakieś niecne składniki do mrocznych wywarów, czy po prostu wyszedłeś na spacer, na świeże powietrze? - uśmiechnęła się niewinnie. Nie podejrzewała go co prawda o jakieś czarnoksięskie ciągoty, ale doskonale wiedziała kim był jego ojciec i jaki wpływ na całą Sforę miał.
Gdzieś z boku ktoś krzyknął, ale na Nokturnie to przecież było normalne, prawda?
- Co to kurwa jest?!
Ale ten krzyk już normalny nie był. Faye nagle jakby się spięła, zerknęła w stronę, z której dobiegał krzyk, i przełknęła głośno ślinę.
- Toooo ja chyba pójdę, co? Miło było cię spotkać, Skoll, musimy się kiedyś wybrać rodzinnie na piwo, co? - rzuciła, chociaż po jej postawie i tonie głosu widać było, że jest lekko spięta. I to właśnie przez stronę, z której dochodziły krzyki zdziwienia.
- Mam. Są dość rzadkie, sprowadzane z lasów deszczowych. Nazywają się drzewołazy i mają piękne kolory - powiedziała to tak, jakby absolutnie każdy powinien wiedzieć, że istnieją takie żaby i to właśnie ona ma kilka takich okazów w domu. Sięgnęła do kieszeni po portfel, bo odkąd ludzie na Nokturnie łasili się na jej pieniądze, to miała dwa: normalną sakiewkę i taki płaski, usztywniany, ze skóry. Tam trzymała ważne karteczki, zdjęcia i trochę mugolskich banknotów. Wyciągnęła z niego ruchome, niewielkie zdjęcie, i podała Skollowi. - Mają na imię Skrzek i Kijanka. Skrzek to ten zieloniutki, a Kijanka to ta czerwona. Są trujące, więc nie można ich dotykać, karmię je przez taki specjalny otwór w akwarium.
Zdjęcie przedstawiało dwie maleńkie żabki, jedną jasnozieloną a drugą wściekle czerwoną. Mrugały w stronę obiektywu, ale poza tym się nie ruszały.
- Pewnie są. Wyobraź sobie, że gdy się spieszyłam dzisiaj rano, to przewróciłam słoik z muchami. A że w końcu nie jest tak upalnie, to byłam w trakcie wietrzenia mieszkania. Wszystkie muszyska spierdoliły szybciej, niż byłam w stanie mrugnąć - Traversówna wzruszyła ramionami. Pewnie w innej sytuacji starałaby się je złapać, ale akurat tego dnia musiała być w innym miejscu i to natychmiast, więc po prostu machnęła ręką. - No... Miejsce jak miejsce, prawda? Niezbyt czyste, ale przynajmniej mają takie obrzydlistwa od ręki. Larw też potrzebuję, więc...
Faye wzruszyła ramionami, wyciągając dłoń po zdjęcie. Nie zamierzała mu go oddawać, co to, to nie. Zmrużyła nieco oczy, bo coś jej tu nie grało. Owszem, Greyback na Nokturnie to była całkiem normalna rzecz, ostatnio sporo ich się tu kręciło, ale jakie były szanse na to, że akurat trafiła tu na niego? Z tego co kojarzyła, to mało kto z ich rodziny pałał się uczciwą, legalną pracą. Skoll niby był inny, ale i tak miał coś takiego w oczach, że wolała trzymać się na baczności. Szczególnie że chodził tutaj tak, jakby był u siebie.
- A ty? Idziesz po jakieś niecne składniki do mrocznych wywarów, czy po prostu wyszedłeś na spacer, na świeże powietrze? - uśmiechnęła się niewinnie. Nie podejrzewała go co prawda o jakieś czarnoksięskie ciągoty, ale doskonale wiedziała kim był jego ojciec i jaki wpływ na całą Sforę miał.
Gdzieś z boku ktoś krzyknął, ale na Nokturnie to przecież było normalne, prawda?
- Co to kurwa jest?!
Ale ten krzyk już normalny nie był. Faye nagle jakby się spięła, zerknęła w stronę, z której dobiegał krzyk, i przełknęła głośno ślinę.
- Toooo ja chyba pójdę, co? Miło było cię spotkać, Skoll, musimy się kiedyś wybrać rodzinnie na piwo, co? - rzuciła, chociaż po jej postawie i tonie głosu widać było, że jest lekko spięta. I to właśnie przez stronę, z której dochodziły krzyki zdziwienia.