23.03.2025, 15:01 ✶
Basilius słysząc to ciche a może powinienem wbił nagle wzrok w Peregrinusa. Nie posądzał Trelawneya o głupie pomysły dotyczące jasnowidzenia. Posądzał wszystkich jasnowidzów o głupie pomysły dotyczące jasnowidzenia, nie ważne jak rozsądni byli oni na codzień. I to nie tak, że im nie ufał. Peregrinus był jednym z jego rozsądniejszych, jeśli nie najrozsądniejszym, przyjaciół poznanych w Hogwarcie, ale nie miało to znaczenia, bo po prostu widział już kilku jasnowidzów w akcji i konsekwencje ich przewidywania przyszłości, więc wolał z góry pacyfikować wszystkie eksperymentu z trzecim okiem, zanim będzie za późno. Tak na wszelki wypadek.
– Nie, nie powinieneś – powiedział, a ton głosu w którym wypowiedział te słowa mógł równie dobrze ilustrować zdanie takie jak Zrób cokolwiek, ale to cokolwiek, co sprawiłoby, że spróbowałbyś przekroczyć granice swojego daru, a zamknę cię w samym Limbo i będę odwiedzać codziennie tylko po to, aby robić ci nieprzyjemne wymazy z nosa dopóki się nie nauczysz. Zaraz potem spojrzenie Prewetta powróciło do typowego spojrzenia uzdrowiciela skupionego na swojej pracy.
Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że nie rozumiał deklaracji Peregrinusa, zwłaszcza wtedy gdy wpatrywał się w cień Aurory Trelawney, łkający cichu w tym dusznym, pomimo braku jakichkolwiek dekoracji, pokoju.
– To dobrze – skomentował informacje o środkach uspokajających. Wołał oszczędzić Trelawneyowi sytuacji, w której jego ranna matka musiałaby jeszcze dodatkowo być jakkolwiek pacyfikowana. – W takim razie jestem w stanie przeprowadzić badanie sam. – Z tymi słowami, wcisnął Peregrinusowi dwie papierowr torebki (obie wypakowane po brzegi różnymi smakami egipskiej chałwy) i skinieniem głowy wskazał na drzwi. Wcześniej chciał wykorzystać słodycze, aby uspokoić kobietę, ale skoro nie stawiała oporów, jej syn mógł poczęstować ją później. – Usiądź i odpocznij. Zaraz do ciebie wrócę.
Nie ważne jednak, co postanowił drugi czarodziej, chociaż lepiej byłoby aby wyszedł, jeśli drugi scenariusz był prawdziwy, Basilius powoli, z uspakajającym uśmiechem ma ustach, podszedł do swojej pacjentki, aby rzucić odpowiednie zaklęcia diagnostyczne i przypatrzeć się jej ranie. No i pełzajacemu pod jej skórą... czemuś
– Nie, nie powinieneś – powiedział, a ton głosu w którym wypowiedział te słowa mógł równie dobrze ilustrować zdanie takie jak Zrób cokolwiek, ale to cokolwiek, co sprawiłoby, że spróbowałbyś przekroczyć granice swojego daru, a zamknę cię w samym Limbo i będę odwiedzać codziennie tylko po to, aby robić ci nieprzyjemne wymazy z nosa dopóki się nie nauczysz. Zaraz potem spojrzenie Prewetta powróciło do typowego spojrzenia uzdrowiciela skupionego na swojej pracy.
Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że nie rozumiał deklaracji Peregrinusa, zwłaszcza wtedy gdy wpatrywał się w cień Aurory Trelawney, łkający cichu w tym dusznym, pomimo braku jakichkolwiek dekoracji, pokoju.
– To dobrze – skomentował informacje o środkach uspokajających. Wołał oszczędzić Trelawneyowi sytuacji, w której jego ranna matka musiałaby jeszcze dodatkowo być jakkolwiek pacyfikowana. – W takim razie jestem w stanie przeprowadzić badanie sam. – Z tymi słowami, wcisnął Peregrinusowi dwie papierowr torebki (obie wypakowane po brzegi różnymi smakami egipskiej chałwy) i skinieniem głowy wskazał na drzwi. Wcześniej chciał wykorzystać słodycze, aby uspokoić kobietę, ale skoro nie stawiała oporów, jej syn mógł poczęstować ją później. – Usiądź i odpocznij. Zaraz do ciebie wrócę.
Nie ważne jednak, co postanowił drugi czarodziej, chociaż lepiej byłoby aby wyszedł, jeśli drugi scenariusz był prawdziwy, Basilius powoli, z uspakajającym uśmiechem ma ustach, podszedł do swojej pacjentki, aby rzucić odpowiednie zaklęcia diagnostyczne i przypatrzeć się jej ranie. No i pełzajacemu pod jej skórą... czemuś