23.03.2025, 15:33 ✶
- Przykro mi - powiedziała szczerze, bo przecież doskonale wiedziała jak to jest, gdy marzenia rozmijają się z prawdą. Uniosła nieco wzrok i posłała mu lekki uśmiech. - Polska była dla mnie bardzo smutna.
Powiedziała szczerze, wracając wspomnieniem do jej pobytu tam. Ale może to dlatego, że nie była tak zaznajomiona z magiczną kulturą w tamtych krajach? Ogólnie Wschodnia Europa była dla niej szara i nijaka, ale obstawiała że Londyn, gdyby nie ta jego magiczna część, także by dla niej taki był. W końcu wychowała się w przepięknej Szkocji, gdzie na każdym kroku miała cudowne kolory i prawdziwą feerię barw.
- Ale lasy mają piękne, to trzeba przyznać. Miasta chyba wszędzie są smutne, ale wioski... Niby bieda panuje w całej Wschodniej Europie, ale powiem ci, że witali mnie tam jak bogacze. Powiem ci w tajemnicy, że zawsze przed każdą podróżą wymieniam galeony na funty, a funty na inną walutę. Gdy ktoś zapraszał mnie do domu i częstował tym co miał - a zwykle było to dosłownie WSZYSTKO i to wszystko było bardzo skąpe - to zostawiałam im pieniądze. Nie mogłabym ich objadać tak po prostu, widząc w jakich warunkach żyją - gdy wspomniał o politycznych tematach, uśmiechnęła się, jednocześnie wzruszając ramionami. - Nie da się tego uniknąć, bo na całym świecie politycznie dzieje się źle... Dzień dobry! Ten drink, o ten zielono-pomarańczowy... To dobry jest?
Ona się nie znała na alkoholach na tyle, by opis tego, co jest w środku podłużnej szklanki, cokolwiek jej powiedział. Wsłuchała się więc w nieco zmodulowany głos kobiety, a raczej mężczyzny przebranego za kobietę, który tłumaczył jej szczebiotliwie różnicę pomiędzy tym a tamtym drinkiem. W końcu od nadmiaru informacji zaczęło jej się kręcić w głowie.
- Dobra, to dla mnie najkwaśniejszy drink. Albo od razu dwa, chujowy dzień za nami. A ty, co wybierasz? - zapytała, opierając się wygodniej o oparcie. Czuła się tu wyjątkowo swobodnie - nie oceniała, chociaż jej wzrok biegł od jednej pary do drugiej. Była ciekawa, może nawet za bardzo, bo gdy kelnerka odeszła, przerzuciła wzrok na Isaaca. - Często tu bywasz, co?
Nie chciała żeby zabrzmiało to jak oskarżenie, ale jakoś taki wniosek sam jej się nasunął.
Powiedziała szczerze, wracając wspomnieniem do jej pobytu tam. Ale może to dlatego, że nie była tak zaznajomiona z magiczną kulturą w tamtych krajach? Ogólnie Wschodnia Europa była dla niej szara i nijaka, ale obstawiała że Londyn, gdyby nie ta jego magiczna część, także by dla niej taki był. W końcu wychowała się w przepięknej Szkocji, gdzie na każdym kroku miała cudowne kolory i prawdziwą feerię barw.
- Ale lasy mają piękne, to trzeba przyznać. Miasta chyba wszędzie są smutne, ale wioski... Niby bieda panuje w całej Wschodniej Europie, ale powiem ci, że witali mnie tam jak bogacze. Powiem ci w tajemnicy, że zawsze przed każdą podróżą wymieniam galeony na funty, a funty na inną walutę. Gdy ktoś zapraszał mnie do domu i częstował tym co miał - a zwykle było to dosłownie WSZYSTKO i to wszystko było bardzo skąpe - to zostawiałam im pieniądze. Nie mogłabym ich objadać tak po prostu, widząc w jakich warunkach żyją - gdy wspomniał o politycznych tematach, uśmiechnęła się, jednocześnie wzruszając ramionami. - Nie da się tego uniknąć, bo na całym świecie politycznie dzieje się źle... Dzień dobry! Ten drink, o ten zielono-pomarańczowy... To dobry jest?
Ona się nie znała na alkoholach na tyle, by opis tego, co jest w środku podłużnej szklanki, cokolwiek jej powiedział. Wsłuchała się więc w nieco zmodulowany głos kobiety, a raczej mężczyzny przebranego za kobietę, który tłumaczył jej szczebiotliwie różnicę pomiędzy tym a tamtym drinkiem. W końcu od nadmiaru informacji zaczęło jej się kręcić w głowie.
- Dobra, to dla mnie najkwaśniejszy drink. Albo od razu dwa, chujowy dzień za nami. A ty, co wybierasz? - zapytała, opierając się wygodniej o oparcie. Czuła się tu wyjątkowo swobodnie - nie oceniała, chociaż jej wzrok biegł od jednej pary do drugiej. Była ciekawa, może nawet za bardzo, bo gdy kelnerka odeszła, przerzuciła wzrok na Isaaca. - Często tu bywasz, co?
Nie chciała żeby zabrzmiało to jak oskarżenie, ale jakoś taki wniosek sam jej się nasunął.