23.03.2025, 17:10 ✶
List dotarł do Philomeny 03.09 w porannych godzinach, na papeterii Ministerstwa Magii, choć stemplowany prywatną pieczęcią Lorien.
Droga Philomeno,
Nie śmiałabym winić Cię za krzywdy i niegodności uczynione mi przez mojego męża czy szwagra. Nie przepraszaj. Nie przepraszaj, bo jesteś mi bliska jakbyś była mi la mia propria nonna. Krew przysiąg gęstsza jest od wody łona, a skoro nie zaznali oni Twojego wychowania - nie ma w tym Twoich win. Może gdyby było inaczej, ich serca wypełniłby szacunek, na który każda kobieta zasługuje.
Niestety, dziś widzę, że wypełnia je jedynie głupie zacietrzewienie i przekonanie, że mogę wybierać z tradycji co im się żywnie podoba.
Co do Alexandra… Wiem, że ma wiele wad. Wierz mi, widzę je każdego dnia, gdy mijamy się na korytarzach Ministerstwa. Widzę ból i smutek, który mu towarzyszy. Nie będę go bronić i rozgrzeszać, bo on sam tego by nie chciał.
Powierzyłabym mu swoje życie, ale nie ulubionego kota jak mam być szczera. Bądź dla niego łaskawsza w osądzie droga Philomeno - Alexander Mulciber jest cenniejszy dla tej rodziny niż wszystkie spróchniałe filary historii ją podtrzymujące. Ale jest też niedomyślnym, zniszczonym mężczyzną, którego nie wolno spuścić z oka. Tak długo jak będzie trzymany na smyczy, tak długo ten ród ma jakąkolwiek szansę przetrwać.
Piszę to jako przyjaciółka. Jako oddana siostra.
Nie pozwól mu się zerwać z łańcucha, dla jego własnego dobra. Nie jestem jasnowidzem, gwiazdy, runy i sama przyszłość są dla mnie jest jedną wielką tajemnicą, ale znam się na historii świata na tyle by wiedzieć, że ta - bardzo lubi się powtarzać.
Bez Alexandra nie ma nas.
Wiedz, że z ulgą przyjmuję Twoje słowa - jako kobieta. Crouchówna. Mulciber. Żona i wdowa.
Nie chcę odejmować od ust mojej słodkiej pasierbicy Sophie. To jej wiano jest zagrożone przez żałosny egoizm mojego męża. Przez ślepotę szwagra, któremu przez myśl nie przeszło najwyraźniej, że nie zamierzam zgodzić się na wzgardę.
Obiecuję Ci, że nie nakarmię dziennikarskich hien żadnym rodzinnym skandalem. Sekrety Mulciberów są ze mną bezpieczne i jeśli trzeba zabiorę je ze sobą do grobu. Co więcej, jestem skłonna załatwić wszelkie sprawy polubownie, bo wierzę, że zadośćuczynienie w postaci kamienicy w Londynie jest niewielką ceną wobec krzywdy i poniżenia jakie mi zafundowano. Z szacunku dla żałoby Richarda, nie wysunęłam jeszcze żadnych roszczeń przed Wizengmotem - składam w Twoje ręce moją sprawę. Załatw ją tak jak uważasz za słuszne, zgodnie z prawniczą sztuką i w szacunku do tradycji.
Śmierć męża uświadomiła mi, że nie poświęcam należnej uwagi tym, którzy nadal żyją. Czy zechciałabyś wybrać się ze mną do Lecznicy Dusz? Obiecałam tamtejszym magomedykom, że się pojawię w najbliższych dniach, aby uregulować parę prawnych drobiazgów związanych z pobytem Donalda w placówce. Niestety przez wzgląd na sytuację w Ministerstwie i planowaną delegację do Rumunii - mogłabym się z Tobą zobaczyć dopiero 7.09 po południu.
03-09-1972, Little Hangleton
Droga Philomeno,
Nie śmiałabym winić Cię za krzywdy i niegodności uczynione mi przez mojego męża czy szwagra. Nie przepraszaj. Nie przepraszaj, bo jesteś mi bliska jakbyś była mi la mia propria nonna. Krew przysiąg gęstsza jest od wody łona, a skoro nie zaznali oni Twojego wychowania - nie ma w tym Twoich win. Może gdyby było inaczej, ich serca wypełniłby szacunek, na który każda kobieta zasługuje.
Niestety, dziś widzę, że wypełnia je jedynie głupie zacietrzewienie i przekonanie, że mogę wybierać z tradycji co im się żywnie podoba.
Co do Alexandra… Wiem, że ma wiele wad. Wierz mi, widzę je każdego dnia, gdy mijamy się na korytarzach Ministerstwa. Widzę ból i smutek, który mu towarzyszy. Nie będę go bronić i rozgrzeszać, bo on sam tego by nie chciał.
Powierzyłabym mu swoje życie, ale nie ulubionego kota jak mam być szczera. Bądź dla niego łaskawsza w osądzie droga Philomeno - Alexander Mulciber jest cenniejszy dla tej rodziny niż wszystkie spróchniałe filary historii ją podtrzymujące. Ale jest też niedomyślnym, zniszczonym mężczyzną, którego nie wolno spuścić z oka. Tak długo jak będzie trzymany na smyczy, tak długo ten ród ma jakąkolwiek szansę przetrwać.
Piszę to jako przyjaciółka. Jako oddana siostra.
Nie pozwól mu się zerwać z łańcucha, dla jego własnego dobra. Nie jestem jasnowidzem, gwiazdy, runy i sama przyszłość są dla mnie jest jedną wielką tajemnicą, ale znam się na historii świata na tyle by wiedzieć, że ta - bardzo lubi się powtarzać.
Bez Alexandra nie ma nas.
Wiedz, że z ulgą przyjmuję Twoje słowa - jako kobieta. Crouchówna. Mulciber. Żona i wdowa.
Nie chcę odejmować od ust mojej słodkiej pasierbicy Sophie. To jej wiano jest zagrożone przez żałosny egoizm mojego męża. Przez ślepotę szwagra, któremu przez myśl nie przeszło najwyraźniej, że nie zamierzam zgodzić się na wzgardę.
Obiecuję Ci, że nie nakarmię dziennikarskich hien żadnym rodzinnym skandalem. Sekrety Mulciberów są ze mną bezpieczne i jeśli trzeba zabiorę je ze sobą do grobu. Co więcej, jestem skłonna załatwić wszelkie sprawy polubownie, bo wierzę, że zadośćuczynienie w postaci kamienicy w Londynie jest niewielką ceną wobec krzywdy i poniżenia jakie mi zafundowano. Z szacunku dla żałoby Richarda, nie wysunęłam jeszcze żadnych roszczeń przed Wizengmotem - składam w Twoje ręce moją sprawę. Załatw ją tak jak uważasz za słuszne, zgodnie z prawniczą sztuką i w szacunku do tradycji.
Śmierć męża uświadomiła mi, że nie poświęcam należnej uwagi tym, którzy nadal żyją. Czy zechciałabyś wybrać się ze mną do Lecznicy Dusz? Obiecałam tamtejszym magomedykom, że się pojawię w najbliższych dniach, aby uregulować parę prawnych drobiazgów związanych z pobytem Donalda w placówce. Niestety przez wzgląd na sytuację w Ministerstwie i planowaną delegację do Rumunii - mogłabym się z Tobą zobaczyć dopiero 7.09 po południu.
Z wyrazami szacunku i miłości
Lorien Mulciber