Niby byli dorośli, powinni być odpowiedzialni i panować nad swoim zachowaniem, ale w niektórych momentach zachowywali się jak nieokrzesane nastolatki. Właściwie od zawsze to wyglądało w ten sposób, nie do końca potrafili zapanować nad swoimi pociągiem do siebie, ani nad słowami, które padały z ich słów. Działo się tak po raz kolejny. Powinna się spodziewać, że rozmowa o szpadzie potoczy się właśnie w ten sposób. Oczywiście, że Ambroise musiał ją poprowadzić dokładnie tak, to nie było niczym niespodziewanym. Pokręciła głową udając rozczarowanie, chociaż w zasadzie to były żarty na jej poziomie, nieszczególnie skomplikowane, raczej z tych niskich, ale co z tego?
- Tak, chociaż jedna z wielu szpad z których korzystam jest bezpieczna. - Nie mogła uwierzyć, że te słowa opuściły jej usta, ale sam się o to prosił. Musiała się odezwać, więc to zrobiła. Nie było sensu dalej ciągnąć rozmowy na temat szpady Ambroisa, chociaż widziała, że był z niej całkiem dumny, tak właściwie to miał ku temu powód... ale, ale lepiej, żeby ucięli ten temat. Tak, bez sensu było się na nim skupiać, zdecydowanie.
Faktem było jednak to, że wyjątkowo umiejętnie władał swoją szpadą, bo faktycznie przez te lata, kiedy ze sobą żyli, nigdy nie przytrafiła im się żadna nie do końca chciana sytuacja, która mogła dość mocno skomplikować ich życie. Niby rozmawiali o tym, że wtedy w 71 byli skłonni mocno je zmienić, myśleli o tym, że mogliby zrobić kolejny krok ku temu, żeby mieć faktycznie swoją rodzinę, ale nie zrealizowali akurat tych planów. Wtedy o tym nie rozmawiali, chociaż chcieli tego samego, a szkoda, bo aktualnie ich życie mogło być zdecydowanie bardziej pełne. Z drugiej strony nie znali przecież dnia, ani godziny, przy tej ilości zbliżeń do których między nimi dochodziło nie byłoby niczym dziwnym, gdyby w końcu trafiło im się coś, nad czym się nie zastanawiali. Gdyby tylko wiedzieli... Cóż, ale nie wiedzieli. Mogli więc właśnie zachwalać to, jakże doskonale sobie z tym wszystkim radzili.
Sporo miało się zmienić, jeszcze nie do końca wiedziała, co właściwie postanowią, jak będą wyglądały kolejne dni, ale najważniejsze było to, że spędzą je razem. To było dla niej najbardziej istotne, na tym jej zależało. W końcu wszystko zaczęło się jakoś układać, tylko to miało znaczenie.
Liczyła na więcej takich leniwych poranków, jak ten, który właśnie razem spędzali, zapomniała o tym, jakie życie może być lekkie i przyjemne, kiedy przestawała się skupiać na tym, co mogło pójść nie tak. Jasne, mieli zmienić swoje przyzwyczajenia, nieco inaczej teraz patrzeć na świat, ale mieli jeszcze na to czas, czyż nie? Zasługiwali na to, aby nacieszyć się odpowiednio swoją obecnością.
- Myślę, że nie zawsze muszę stabilnie stać na nogach. - Wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że potrzebowała tych ich wspólnych chwil, kiedy powodował, że trawił ją ogień, pojawiały się dreszcze, bo właśnie wtedy czuła, że żyje, a ostatnio brakowało jej tego w tym życiu, które wiodła. Potrzebowała go, blisko, najbliżej, w końcu mogła sobie pozwolić na to, żeby znowu się w nim zapominać, w ten najwłaściwszy sposób. - Jeśli Ci się to nie uda, to przyjdę z reklamacją. - Wydawało jej się jednak, że już zaczynała czuć się lepiej, że jej lęki zaczynały znikać. Zresztą zawsze tak się przy nim czuła. Jego obecność wystarczała jej do tego, żeby zmienić tok myślenia, by przestać zamartwiać się tym, co działo się wokół nich. Roise był jej remedium na wszystko, nie musiał korzystać nawet ze swoich uzdrowicielskich zdolności, wystarczało jej to, że po prostu był w tym wszystkim z nią.
- Wiesz co sądzę o tych limonkowych kitlach... - Jeśli próbował ją przekonać barwą ich oficjalnych mundurków, to nie było szansy, że mu się to uda. Uważała ten kolor za okropny, naprawdę paskudny, nie miała pojęcia dlaczego ktoś postanowił ubierać ich w taką okropną barwę. Rzucali się w oczy aż za bardzo. - Chociaż nie mogę zaprzeczyć, na pewno jestem wyjątkowo ponętną uczennicą, drugiej takiej nie znajdziesz... - Co do tego chyba nie mieli najmniejszych wątpliwości, prawda? Na pewno nie było szansy, aby znalazł kogoś, kto jej dorówna, właściwie to cieszyła się, że się w tym zgadzali. Ostatnio bardzo łatwo uzyskiwali zgodność na wielu płaszczyznach, oby tak dalej. - Mabon już niedługo, więc całkiem szybko to zweryfikujemy. - Nie brała pod uwagę innej możliwości, może nie powinna się nastawiać na to, że faktycznie te plany im wypalą, bo sporo zmiennych składało się na to, żeby wyjazd doszedł do skutku, ale bardzo chciałaby, żeby mieli ten czas dla siebie.
Zasługiwali na chwilę spokoju, z dala od tego całego zamieszania, ona na pewno im się przyda. Mogliby się w końcu odpowiednio sobą nacieszyć, bez przejmowania się otoczeniem. Naprawdę liczyła na to, że uda im się to zrealizować.
- Tak, jest wśród nich taka jedna osoba, wyjątkowo, ale to wyjątkowo nierozsądna. - Jak mniemała bardzo dobrze wiedział, kogo ma na myśli. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo przyszło mu przyjąć do wiadomości to, że niby miała się zaręczyć z Erikiem. Nie potrafiła tego zrozumieć, przecież wiedział, zdawał sobie sprawę z tego, że był jedyną osobą z którą kiedykolwiek byłaby w stanie zrobić coś takiego. Mówiła mu o tym, wiele razy. To on był jedynym mężczyzną, który mógłby jej kiedykolwiek nałożyć ten mityczny kamyk na palec.
- Powinieneś chyba bardziej weryfikować swoje źródła. - Ktoś zdecydowanie nie miał pojęcia, co mówił. To było nawet dość kontrowersyjne, bo przecież ona i Erik często się gdzieś razem pojawiali, zresztą sporo osób z czystokrwistej śmietanki towarzyskiej miało świadomość o ich wieloletniej przyjaźni, której nigdy jakoś specjalnie nie ukrywali. - Romulus??? Naprawdę? Nie spodziewałam się, że on może mieć z tym coś wspólnego. - To był spory błąd. Wiedziała bowiem, że Potter uwielbia plotki, bardzo szybko się nimi dzielił, ale naprawdę postanowił powtarzać te farmazony wyssane z palca na jej temat? Cóż, zdecydowanie czeka ich mało przyjemna rozmowa.
Trochę to było zabawne, że Ambroise mu uwierzył. Powinien wiedzieć, że nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego, jak widać sugestie potrafiły namieszać w głowie, nawet jemu. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie wierzył w plotki, przecież o nich również mówiono wiele rzeczy, większość nie miała żadnego sensu.
- Ja Ciebie też Roise, kurewsko Cię kocham. - Nigdy się to miało nie zmienić. Dobrze, że w końcu zdali sobie z tego sprawę i pozwolili znowu pochłonąć się temu uczuciu. Wreszcie wszystko było na swoim miejscu.