Obserwując zachowanie córki, odnosił wrażenie, że z trudem opanowywała swoje nerwy. Kierowanie spojrzenia w sufit, było chyba powstrzymaniem się od skomentowania faktu, że nie była jedynaczką i nie zostanie nią tak szybko, jakby tego chciała. Synów potrzebował żywych. Nie martwych. Musiał jednak poznać powód, dlaczego jego córka ma myśli bratobójcze.
Scarlett nie przychodziło łatwo cokolwiek powiedzieć. Wyglądała jakby ostrożnie szukała i dobierała słowa. Aż w końcu padło imię Charlesa. Chwila ciszy i kolejne słowa. Słysząc o napaści, Richard westchnął cicho. Lecz nie przerywał. Słuchał uważnie. Przetarł twarz dłonią, podpierając ją po chwili na dłoni, zaś łokciem o blat biurka. Scarlett zaczęła się obwiniać o to, co się wydarzyło. Czyżby słuchał właśnie młodzieńczych problemów miłosnych? Jego wzrok podążył po blacie biurka, zatrzymując na nieco zgniecionym opakowaniu kadzideł uspokajających.
Lorraine wiedziała, kiedy mu je zwrócić.Otworzył opakowanie, wyjmując z niego jedno kadzidło. Opakowanie odłożył, sięgając po swoją zapalniczkę, którą zapalił końcówkę zapachowego patyczka. O właściwościach uspokajających, relaksujących. Tamto opakowanie nie nadawało się już do sprzedania komukolwiek, skoro sam je uszkodził. A widocznie teraz było jemu jak i Scarlett potrzebne uspokoić nerwy. Najchętniej to by zapalił kolejnego papierosa.
Wstał, aby kadzidło włożyć na specjalny podstawek. Wtedy jego wzrok powędrował na barek z alkoholem. Od kilku dni nie ruszał tego, przypominając sobie, że Robert za często po alkohol sięgał. Tym razem nie powstrzymywał się. Sięgnął po karafkę, otworzył i nalał sobie do szklanki trochę whisky. Zakorkował butelkę i odstawił. Ze szklanką wrócił na miejsce. Cały czas słuchając Scarlett. Co zrobił Charles. Czego nie zrobił Baldwin.
Czy Scarlett wiedziała co mówi?Czy miłość aż tak ją zaślepiła, że nie widziała w tym wszystkim drugiej strony?
Upił łyk płynu, który w przełknięciu rozgrzał jego gardło. Odstawił szklankę na blat, oparł się wygodniej plecami o oparcie fotela, skrzyżował ręce i słuchał dalej. Nie nudziła go. Mówiła interesujące rzeczy. A jako rodzic zawsze starał się wysłuchać swoje dzieci. Nie był obojętny na ich problemy. Wtedy byli dziećmi. I myślał, że dorośli, to jedynie w liczbach. Wewnętrznie, Charles i Scarlett wciąż byli, dziećmi.
W całym monologu wypowiadanym przez Scarlett, Richard starał się odszukać powód, dla którego Charles zaatakował Baldwina. Cała ta opowieść z jednej strony miała duże powiązanie i sens, podjętych działań przez Lorraine. Baldwin to najpewniej kombinator. Zastanawiający był temat czarownicy półkrwi, o którą najpewniej wynikł konflikt?
- Powiedz mi… Cały ten konflikt w waszym trójkącie, poszedł o jakąś półkrwistą czarownicę, czy troskę Charlesa wobec Ciebie?Zapytał, gdyż nie do końca chyba zrozumiał sytuację.
- Wiesz, że jest podatny na manipulacje, prowokacje.Twierdzisz, że Baldwin nie zrobił nic, kiedy Charles zaatakował. Nie prowokował go? Tak po prostu Charles.... jak to powiedziałaś, napadł go? Uderzył? Bez powodu? Mówisz, że Baldwin wie, jak wiele dla Ciebie znaczy Charles. Czy on swoimi zamiarami na pewno miał na myśli naprawienie relacji, czy zaszkodzenie bardziej Charlesowi? Czy może waszej relacji?
Zapytał. Dając córce moment do namysłu. Wnioskował to po jej wyjaśnieniach sytuacji. Tym samym, zastanawiał się, czy ta zagrywka nie była ustawiona po to, aby Lorraine miała powód do zerwania współpracy z nimi. Necronomicomu z Olibanum. nie mógł wyciągać pochopnych wniosków. Przed sobą miał jeszcze rozmowę z Charlesem. Musiał też poznać jego wyjaśnienia.
- Charles źle zaczął swoją karierę w Londynie przez sytuację na Lammas i z wywiadem. Źle to zniosła jego psychika. Wiem o sytuacji z klifami. Czy rozmawiałaś z bratem o całej sytuacji z Baldwinem? Wyjaśniliście między sobą zaistniały problem?
Dodał kolejne pytania. Nie kryjąc się z tym, jak bardzo nie podobało mu się wykorzystywanie słabości Charlesa dla korzyści innych czarodziei. Co ważne, czy jego dzieci w ogóle próbowały chociaż ze sobą o tym porozmawiać?