24.03.2025, 14:29 ✶
Droga do mieszkania Basila rozmywała się mu przed oczami, a jego skroń pulsowała tępym bólem. Jednak... tendencja była raczej dobra. Świat już przynajmniej nie wirował, a światło i hałas nie dokuczały mu tak bardzo, jak jeszcze przed momentem. Pojawiały się też myśli o tym, że ojciec nie będzie zadowolony, jak zobaczy ranę na czole Icarusa, szczególnie, że następnego dnia mieli spotkanie z innym historykiem. Czyli nie stracił pamięci i dawnych lęków... to dobrze rokowało o jego stanie.
W mieszkaniu brata, urządzonym, zdaniem Icarusa, o wiele mniej gustownie niż rodzinna kamienica (a wręcz surowo), Basiln zaczął go badać. Zaświecił mu w oczy, odkaził ranę jakimś paskudnym specyfikiem. Przy tym oczywiście, jak to on, paplał. Pouczał wszystkich dookoła, jako gość, który uważał się za najmądrzejszego człowieka na świecie. Wielki, rozważny Basilius Prewett, który nigdy nie robił głupot! Fakt, że doprowadzało to Icarusa do zirytowania, też był zdrową oznaką tego, że nic mu się jednak nie stało.
Zdziwiła go też prośba o liczenie po grecku. To jakiś test czy Basilowi się coś pomieszało? Czy już tak nie zwracał uwagi na zainteresowania młodszego brata?
— Wiesz, że mówię po łacinie, a nie po grecku, prawda? — przechylił głowę, patrząc na brata.
Otwarta wciąż pozostawała kwestia narastającej konieczności politycznego zaangażowania Prewettów. Icarus uznał, że jak zostanie historykiem, nie będzie mógł siedzieć obojętnie. Ojciec zawsze mówił mu, że zdawali sprawę z faktów, służyli prawdzie, ale sama historia też była narracją. Opowiadała o tych wielkich, a nie maluczkich. Icarus obiecał sobie, że on będzie postępował inaczej. Nie było nic bardziej liberalizującego niż znajomość prawdy.
— Ellie ma rację. Tropienie indywidualnych przypadków mija się z celem. To idea zatruwa ich umysły — rzekł, po czym syknął z bólu, gdy delikatnie dotknął zrobionego przez Basila opatrunku. — Czy mamy kogoś takiego, kto naprawdę walczy piórem? Czy mamy szerzycieli kontridei? Tacy nie mogą działać z cienia. A raczej w cieniu.
W mieszkaniu brata, urządzonym, zdaniem Icarusa, o wiele mniej gustownie niż rodzinna kamienica (a wręcz surowo), Basiln zaczął go badać. Zaświecił mu w oczy, odkaził ranę jakimś paskudnym specyfikiem. Przy tym oczywiście, jak to on, paplał. Pouczał wszystkich dookoła, jako gość, który uważał się za najmądrzejszego człowieka na świecie. Wielki, rozważny Basilius Prewett, który nigdy nie robił głupot! Fakt, że doprowadzało to Icarusa do zirytowania, też był zdrową oznaką tego, że nic mu się jednak nie stało.
Zdziwiła go też prośba o liczenie po grecku. To jakiś test czy Basilowi się coś pomieszało? Czy już tak nie zwracał uwagi na zainteresowania młodszego brata?
— Wiesz, że mówię po łacinie, a nie po grecku, prawda? — przechylił głowę, patrząc na brata.
Otwarta wciąż pozostawała kwestia narastającej konieczności politycznego zaangażowania Prewettów. Icarus uznał, że jak zostanie historykiem, nie będzie mógł siedzieć obojętnie. Ojciec zawsze mówił mu, że zdawali sprawę z faktów, służyli prawdzie, ale sama historia też była narracją. Opowiadała o tych wielkich, a nie maluczkich. Icarus obiecał sobie, że on będzie postępował inaczej. Nie było nic bardziej liberalizującego niż znajomość prawdy.
— Ellie ma rację. Tropienie indywidualnych przypadków mija się z celem. To idea zatruwa ich umysły — rzekł, po czym syknął z bólu, gdy delikatnie dotknął zrobionego przez Basila opatrunku. — Czy mamy kogoś takiego, kto naprawdę walczy piórem? Czy mamy szerzycieli kontridei? Tacy nie mogą działać z cienia. A raczej w cieniu.