24.03.2025, 22:13 ✶
Złapałem się za pierś, jakby serducho faktycznie mnie zabolało. Aż teczka plasnęła o mój sweterek, ale żadnego zawału nie było. Po prostu rozbawienie.
- Ouć, czyli faktycznie uważasz, że nie mam ciekawego życia… Wręcz mam je chujowe - zauważyłem niezrażony, bo zakładałem już wcześniej, że Prudence z pewnością nie miała o mnie dobrej opinii, szczególnie biorąc pod uwagę jej obowiązki szkolne jako Prefektki. Pamiętałem, że wraz z chłopakami nie byliśmy łatwi we współpracy. Nie pamiętałem szczegółów z naszego szkolnego życia, ale byłem pewien, że gdybym zapytał Prudence o naszą przeszłość, to wyrecytowałaby wszystkie incydenty z moim udziałem, łącznie ze zbędnymi szczegółami, porą dnia i fazą księżyca. Wolałem o to nie pytać, bo zapewne zabrakłoby nam czasu spędzonego w tej windzie.
Czy się obraziłem? Nie. Jej odpowiedź wcale mnie nie zaskoczyła, aczkolwiek użycie wulgaryzmu…? Już tak!
Prudence, ty niegrzeczna żmijo! Czy ty właśnie użyłaś słowa „chujowe”?!
Miałem na nią zdecydowanie zły wpływ. Chyba że to praca z Corneliusem ją tak wymęczyła...? Może miał pod tą skórą drugą, sadystyczniejszą twarz?
- Nieistotne, myślałem raczej poprosić cię o pomoc… bardziej jako przyjaciółkę, a nie koronerkę. Ale uznałem, że miałabyś coś przeciwko koligacjom ze mną. Czy może jednak się mylę…? - zapytałem dla podtrzymania konwersacji. Widziałem, jak dobrze jej idzie, więc nie zamierzałem stać cicho jak ten słup, szczególnie że wtedy niemiłosiernie dłużyłby nam się czas.
Westchnąłem ciężko. Ze świadomą przesadą.
- Doskonale wiesz, kto mnie zna. Nic się pod tym kątem nie zmieniło - stwierdziłem z rozbawieniem.
Czyżby kolejne uniki? Byleby się nie uwikłać w społeczne zobowiązania. Typowa Prudence.
Już chciałem coś powiedzieć. Może poprosić ją o kolejne pogrzebowe przysługi, kiedy nagle winda ponownie zaczęła się trząść. Światło groźnie zamigotało.
No dobra, mogło być gorzej.
A potem całkowicie zgasło.
Odruchowo złapałem Prudence za rękę, kiedy tylko poczułem, że spadamy. Jak nic spadaliśmy.
- Co jest, do cholery?! Powiedz, że to statystycznie typowe uczucie! - rzuciłem do Prudence w pośpiechu, próbując ogarnąć umysłem, co się dzieje.
Spadaliśmy. Jak nic spadaliśmy. Już powinniśmy dawno walnąć o dno szybu, a jednak winda dalej leciała. W dół. Niebezpiecznie w dół.
Może jednak tu zginiemy.
- Ouć, czyli faktycznie uważasz, że nie mam ciekawego życia… Wręcz mam je chujowe - zauważyłem niezrażony, bo zakładałem już wcześniej, że Prudence z pewnością nie miała o mnie dobrej opinii, szczególnie biorąc pod uwagę jej obowiązki szkolne jako Prefektki. Pamiętałem, że wraz z chłopakami nie byliśmy łatwi we współpracy. Nie pamiętałem szczegółów z naszego szkolnego życia, ale byłem pewien, że gdybym zapytał Prudence o naszą przeszłość, to wyrecytowałaby wszystkie incydenty z moim udziałem, łącznie ze zbędnymi szczegółami, porą dnia i fazą księżyca. Wolałem o to nie pytać, bo zapewne zabrakłoby nam czasu spędzonego w tej windzie.
Czy się obraziłem? Nie. Jej odpowiedź wcale mnie nie zaskoczyła, aczkolwiek użycie wulgaryzmu…? Już tak!
Prudence, ty niegrzeczna żmijo! Czy ty właśnie użyłaś słowa „chujowe”?!
Miałem na nią zdecydowanie zły wpływ. Chyba że to praca z Corneliusem ją tak wymęczyła...? Może miał pod tą skórą drugą, sadystyczniejszą twarz?
- Nieistotne, myślałem raczej poprosić cię o pomoc… bardziej jako przyjaciółkę, a nie koronerkę. Ale uznałem, że miałabyś coś przeciwko koligacjom ze mną. Czy może jednak się mylę…? - zapytałem dla podtrzymania konwersacji. Widziałem, jak dobrze jej idzie, więc nie zamierzałem stać cicho jak ten słup, szczególnie że wtedy niemiłosiernie dłużyłby nam się czas.
Westchnąłem ciężko. Ze świadomą przesadą.
- Doskonale wiesz, kto mnie zna. Nic się pod tym kątem nie zmieniło - stwierdziłem z rozbawieniem.
Czyżby kolejne uniki? Byleby się nie uwikłać w społeczne zobowiązania. Typowa Prudence.
Już chciałem coś powiedzieć. Może poprosić ją o kolejne pogrzebowe przysługi, kiedy nagle winda ponownie zaczęła się trząść. Światło groźnie zamigotało.
No dobra, mogło być gorzej.
A potem całkowicie zgasło.
Odruchowo złapałem Prudence za rękę, kiedy tylko poczułem, że spadamy. Jak nic spadaliśmy.
- Co jest, do cholery?! Powiedz, że to statystycznie typowe uczucie! - rzuciłem do Prudence w pośpiechu, próbując ogarnąć umysłem, co się dzieje.
Spadaliśmy. Jak nic spadaliśmy. Już powinniśmy dawno walnąć o dno szybu, a jednak winda dalej leciała. W dół. Niebezpiecznie w dół.
Może jednak tu zginiemy.