24.03.2025, 22:34 ✶
Mona czula się jak intruz. Nie tyle co w domu Icarusa, ale w jego świecie. Brakowało jedynie jej własnej naiwności sprzed dekady. Spodziewała się, że zaraz zaskoczyłaby ją jakaś pradawna klątwa Prewettów, ale poza tym, że piesek nadal się w nią wpatrywał, nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego.
— Co? — spojrzała na niego. Cerber przechylił łeb, a potem bezceremonialnie wcisnął pysk w jej dłoń. — Cerber, no jasne. Bo jakżeby inaczej ta rodzina mogła cię nazwać? — mruknęła i zaczęła drapać go za uchem. — I pewnie taki piesek jak ty odnajduje się lepiej w mieście niż ja. Pewnie tak. Masz przynajmniej własne posłanie, wiesz jakie moje łóżko jest niewygodne? Wciąż nic z tym nie zrobiłam. Ale co ty możesz o tym wiedzieć. Ty masz Prewettów, a ja mam sprężyny wbijające mi się w plecy — piesek zamerdał ogonem wyraźnie średnio nieprzejęty jej kryzysem egzystencjalnym i problemami z umeblowaniem. Mona uznała to za równoznaczne z: cóż, to brzmi jak problem z przeszłości.
— Ciekawe jak znosisz towarzystwo innych stworzeń. Zębatek nie był zbyt terytorialny, ale jak tylko pojawiały się wędzone skórki, nagle zamieniał się w bestię. Cymbał przy nim to był anioł — pies wyglądał na absolutnie nieporuszonym tą informacją. — Dziwne, że nie szczekasz na mnie — zauważyła. — Muszę zajeżdżać kocią sierścią, bo ostatnio często dokarmiam koty. W każdym razie masz bardzo ładną sierść — przesunęła dłonią po jego grzbiecie. I wtedy przyszła refleksja. — Bogowie, gadam do psa — Cerber pacnął ją łapą w kolano.
— Co? — spojrzała na niego. Cerber przechylił łeb, a potem bezceremonialnie wcisnął pysk w jej dłoń. — Cerber, no jasne. Bo jakżeby inaczej ta rodzina mogła cię nazwać? — mruknęła i zaczęła drapać go za uchem. — I pewnie taki piesek jak ty odnajduje się lepiej w mieście niż ja. Pewnie tak. Masz przynajmniej własne posłanie, wiesz jakie moje łóżko jest niewygodne? Wciąż nic z tym nie zrobiłam. Ale co ty możesz o tym wiedzieć. Ty masz Prewettów, a ja mam sprężyny wbijające mi się w plecy — piesek zamerdał ogonem wyraźnie średnio nieprzejęty jej kryzysem egzystencjalnym i problemami z umeblowaniem. Mona uznała to za równoznaczne z: cóż, to brzmi jak problem z przeszłości.
— Ciekawe jak znosisz towarzystwo innych stworzeń. Zębatek nie był zbyt terytorialny, ale jak tylko pojawiały się wędzone skórki, nagle zamieniał się w bestię. Cymbał przy nim to był anioł — pies wyglądał na absolutnie nieporuszonym tą informacją. — Dziwne, że nie szczekasz na mnie — zauważyła. — Muszę zajeżdżać kocią sierścią, bo ostatnio często dokarmiam koty. W każdym razie masz bardzo ładną sierść — przesunęła dłonią po jego grzbiecie. I wtedy przyszła refleksja. — Bogowie, gadam do psa — Cerber pacnął ją łapą w kolano.