25.03.2025, 10:49 ✶
– Kucyk.– powtórzył za nią w zastanowieniu. To nie było coś o czym w ogóle mógłby pomyśleć. Mabel w końcu chciała hipogryfy, kochała hipogryfy, marzyła o nich. Kucyk zdawał się jej jakimś nędznym zamiennikiem prawdziwego marzenia, a on chciał swojej małej księżniczce zapewnić wszystko, zwłaszcza wszystko to czego sam nie miał, choć akurat w tym przypadku to jego matka nauczyła go jak obchodzić sięz hipogryfami. Ile miał wtedy lat? Chyba dziesięć...
Z drugiej strony nauka jazdy na czymś "prostszym" może nie była wcale takim najgorszym pomysłem.
– Wiesz, ostatnio urządziliśmy wyścig na niedźwiedziach i Mabel doskonale odnajdywała się w siodle, które dla niej zrobem. Ale pomyślę nad wzgledami bezpieczeństwa i...hmm... może mogłabyś porozmawiać z panem ...eee... ze swoim bratem, bo w Warowni w sumie jest miejsce na konia, nie chciałbym tego zwierzęcia katować Londynem. To jednak podobny kłąb do tego jaki ma hipogryf. - rozważał różne opcje, żałując że sam nie może się zmienić w ko... –A nie czekaj! Mój znajomy jest animagiem konia, zrobiłem ostatnio dla niego różdżkę, z pewnością mógłby użyczyć swoich pleców, tylko pewnie musielibyśmy z Mabel jakoś dostać się do wioski gdzie mieszkają jego rodzice. Jest bardzo opiekuńczy wobec swojego małego stada. – Sam rozpromienil się, bo też nie chciał obciążać za bardzo ojca tylko chrzestnego swojej osobistej córki.
Pytanie o krogulca w pierwszej chwili zaskoczyło go. To nie było tak, że o tym nie pamiętał ale...
– Wiesz, ziwerzęca forma pomaga mi na klątwę zywiołów. W sensie... jako zwierzę trochę łatwiej mi zapanować nad emocjami, albo inaczej... one nie są aż tak wtedy skomplikowane. A u Nory łatwiej mi być krogulcem, bo byłem też dwa razy chyba niedźwiedziem i to nie był dobry pomysł. Kiepsko mi wtedy pilnować, żeby czegoś jej nie zniszczyć czy zadrapać. A krogulec... jest mniejszy. To bardziej ee... praktyczne, rozumiesz. – to było całkiem dobre wyjaśnienie, ale tez nie było kompletne. Westchnął. Nie chciał o tym mówić. Odwrócił wzrok gdzieśw bok w kierunku domku ogrodnika. Potem spojrzał na woje buty, potem na nią, potem znów na buty. Westchnął znów, cieżko, zbierając siły, a potem podjął bardzo bardzo bardzo bardzo cichutko.
– No i wiesz to jjes trochę tak, że ten krogulec i ta cała tajemnica to było z powodu mojej mamy. Bo ona cały czas mówiła, że muszę mieć jak uciec, a skoro teleportacja jest nienaturalna, to muszę mieć naturalny sposób, by mieć jak uciec. - odrzchrząknął - A przecież ludzie nie są tacy źli. I... i natura.... to nie jest natura. Doweidziałem się, że to klątwa i cały czas nie umiem sobie z tym poradzić. Ja wiem, że mi to mówiłaś, że klątwa, myślałem że to Knieja wiesz... że jestem związany z Knieją tak mocno bo się w niej urodziłem. Ale nie. To jakiś eksperyment nieudany jakiegoś człowieka sprzed wielu wielu lat. I moja matka o tym wiedziała i okłamała mnie. - jego głos stawał sięcoraz bardziej hardy, zezłoszczony, ale zaraz potem jakby rozluźnił się, jak pięść która była zaciśnięta a potem rozluźniona. Odgarnął jasne kosmyki z czoła i znów zaczął oddychać, spokojnie, tak bay wyciszyć potencjalne zagrożenie. Tyle informacji, tyle emocji... tęskniłza swoją leśniczówką, ale nigdy nie chciałby stracić tego wzrostu. Jakby był w kokonie i miał w końcu stać się motylem, tylko jego kokon był bardzo głośnym i intensywnym miejscem. - Ginny i inni z mojej rodziny mają dwie formy i nikogo to nie dziwi. Nie używałem swojego nazwiska, ale w sumie czemu miałbym nie mówić głośno i wyraxnie że jestem McGonagallem? Nie rozumiem tego. Moja mama próbowała to ukryć a ja nie wiem czemu. - przyznał się w końcu. - Ale nie chcę jużtego ukrywać. To umiejętność dobra jaka każda inna. Nie jestem wcale pod tym względem wyjątkowy. - wzruszyłramionami i ruszyłdalej. Droga do jego warsztatu była wcale nie tak długa, a tak wiele mieli do omówienia...
- Nie móię, żeby od razu się z nią rozprawić, ale pozbierać informacje. Jaka jest. Co je. Jakie jest jej otoczenie. Może w leżu byłyby informacje o tym jak ją pokonać? Moze jakiśspecjalista od tych widm co już się pałętają po Kniei mógłby ocenić czy to ten sam gatunek tylko w kolejnej fazie rozwoju. -wzdrygnął się, bo wcale tego nie chciał. Więcej takich bestii to więcej pożartych drzew. Nie chciał, tka bardzo nie chciał widzieć Rose w podobnym stanie do tego który widział przed tygodniem. - Może w ministerstwie by wiedzieli co to za potwór, a teraz nie wiedzą o tym że on jest. Tam wiesz u pana Morpheusa. - rodzeństwo Greengrassów mówiło mu, że Ministerstwo nic na to nie poradzi, ale on wierzył, bo jego matka nie wierzyła. Jak dotąd system pomagał mu i wszystkie uprzedzenia okazywały się kłamliwe. Poza tym Brenna i jej rodzina nie mogli pracować dla kogoś kto był zły, prawda? Może gdyby ministerstwo znalazło sposób, to Rose zmieniłaby zdanie i on nie musiałby się czuć tak wewnętrznie rozdarty, empatycznie wyczuwając jakieś napięcie, ale nie mogąc go w ogóle pojąć.
- Ja mogę pomóc. Ja chcę pomóc. Knieja wciąż jest moim domem. - dodał z przekonaniem. Kiedy krogulec będzie zarejestrowany, jego zwiad z powietrza nie będzie zaskakiwał żadnego z funkcjonariuszy. - Wisiorki tak oczywiście, to była czysta przyjemność robić je dla Ciebie. Każdy z nich ma inne zdobienie na krawędzi. Pomyślałem... że tak jest bardziej realistycznie, bo każde drzewo jest w końcu inne. Nie lubię robić wszystkiego takiego sameog. Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie o to? Jeśli chcesz mogę im spiłować te brzegi. - dodał z nieukrywaną obawą, bo w sumie nie omawiali kwestii zdobień.
Z drugiej strony nauka jazdy na czymś "prostszym" może nie była wcale takim najgorszym pomysłem.
– Wiesz, ostatnio urządziliśmy wyścig na niedźwiedziach i Mabel doskonale odnajdywała się w siodle, które dla niej zrobem. Ale pomyślę nad wzgledami bezpieczeństwa i...hmm... może mogłabyś porozmawiać z panem ...eee... ze swoim bratem, bo w Warowni w sumie jest miejsce na konia, nie chciałbym tego zwierzęcia katować Londynem. To jednak podobny kłąb do tego jaki ma hipogryf. - rozważał różne opcje, żałując że sam nie może się zmienić w ko... –A nie czekaj! Mój znajomy jest animagiem konia, zrobiłem ostatnio dla niego różdżkę, z pewnością mógłby użyczyć swoich pleców, tylko pewnie musielibyśmy z Mabel jakoś dostać się do wioski gdzie mieszkają jego rodzice. Jest bardzo opiekuńczy wobec swojego małego stada. – Sam rozpromienil się, bo też nie chciał obciążać za bardzo ojca tylko chrzestnego swojej osobistej córki.
Pytanie o krogulca w pierwszej chwili zaskoczyło go. To nie było tak, że o tym nie pamiętał ale...
– Wiesz, ziwerzęca forma pomaga mi na klątwę zywiołów. W sensie... jako zwierzę trochę łatwiej mi zapanować nad emocjami, albo inaczej... one nie są aż tak wtedy skomplikowane. A u Nory łatwiej mi być krogulcem, bo byłem też dwa razy chyba niedźwiedziem i to nie był dobry pomysł. Kiepsko mi wtedy pilnować, żeby czegoś jej nie zniszczyć czy zadrapać. A krogulec... jest mniejszy. To bardziej ee... praktyczne, rozumiesz. – to było całkiem dobre wyjaśnienie, ale tez nie było kompletne. Westchnął. Nie chciał o tym mówić. Odwrócił wzrok gdzieśw bok w kierunku domku ogrodnika. Potem spojrzał na woje buty, potem na nią, potem znów na buty. Westchnął znów, cieżko, zbierając siły, a potem podjął bardzo bardzo bardzo bardzo cichutko.
– No i wiesz to jjes trochę tak, że ten krogulec i ta cała tajemnica to było z powodu mojej mamy. Bo ona cały czas mówiła, że muszę mieć jak uciec, a skoro teleportacja jest nienaturalna, to muszę mieć naturalny sposób, by mieć jak uciec. - odrzchrząknął - A przecież ludzie nie są tacy źli. I... i natura.... to nie jest natura. Doweidziałem się, że to klątwa i cały czas nie umiem sobie z tym poradzić. Ja wiem, że mi to mówiłaś, że klątwa, myślałem że to Knieja wiesz... że jestem związany z Knieją tak mocno bo się w niej urodziłem. Ale nie. To jakiś eksperyment nieudany jakiegoś człowieka sprzed wielu wielu lat. I moja matka o tym wiedziała i okłamała mnie. - jego głos stawał sięcoraz bardziej hardy, zezłoszczony, ale zaraz potem jakby rozluźnił się, jak pięść która była zaciśnięta a potem rozluźniona. Odgarnął jasne kosmyki z czoła i znów zaczął oddychać, spokojnie, tak bay wyciszyć potencjalne zagrożenie. Tyle informacji, tyle emocji... tęskniłza swoją leśniczówką, ale nigdy nie chciałby stracić tego wzrostu. Jakby był w kokonie i miał w końcu stać się motylem, tylko jego kokon był bardzo głośnym i intensywnym miejscem. - Ginny i inni z mojej rodziny mają dwie formy i nikogo to nie dziwi. Nie używałem swojego nazwiska, ale w sumie czemu miałbym nie mówić głośno i wyraxnie że jestem McGonagallem? Nie rozumiem tego. Moja mama próbowała to ukryć a ja nie wiem czemu. - przyznał się w końcu. - Ale nie chcę jużtego ukrywać. To umiejętność dobra jaka każda inna. Nie jestem wcale pod tym względem wyjątkowy. - wzruszyłramionami i ruszyłdalej. Droga do jego warsztatu była wcale nie tak długa, a tak wiele mieli do omówienia...
- Nie móię, żeby od razu się z nią rozprawić, ale pozbierać informacje. Jaka jest. Co je. Jakie jest jej otoczenie. Może w leżu byłyby informacje o tym jak ją pokonać? Moze jakiśspecjalista od tych widm co już się pałętają po Kniei mógłby ocenić czy to ten sam gatunek tylko w kolejnej fazie rozwoju. -wzdrygnął się, bo wcale tego nie chciał. Więcej takich bestii to więcej pożartych drzew. Nie chciał, tka bardzo nie chciał widzieć Rose w podobnym stanie do tego który widział przed tygodniem. - Może w ministerstwie by wiedzieli co to za potwór, a teraz nie wiedzą o tym że on jest. Tam wiesz u pana Morpheusa. - rodzeństwo Greengrassów mówiło mu, że Ministerstwo nic na to nie poradzi, ale on wierzył, bo jego matka nie wierzyła. Jak dotąd system pomagał mu i wszystkie uprzedzenia okazywały się kłamliwe. Poza tym Brenna i jej rodzina nie mogli pracować dla kogoś kto był zły, prawda? Może gdyby ministerstwo znalazło sposób, to Rose zmieniłaby zdanie i on nie musiałby się czuć tak wewnętrznie rozdarty, empatycznie wyczuwając jakieś napięcie, ale nie mogąc go w ogóle pojąć.
- Ja mogę pomóc. Ja chcę pomóc. Knieja wciąż jest moim domem. - dodał z przekonaniem. Kiedy krogulec będzie zarejestrowany, jego zwiad z powietrza nie będzie zaskakiwał żadnego z funkcjonariuszy. - Wisiorki tak oczywiście, to była czysta przyjemność robić je dla Ciebie. Każdy z nich ma inne zdobienie na krawędzi. Pomyślałem... że tak jest bardziej realistycznie, bo każde drzewo jest w końcu inne. Nie lubię robić wszystkiego takiego sameog. Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie o to? Jeśli chcesz mogę im spiłować te brzegi. - dodał z nieukrywaną obawą, bo w sumie nie omawiali kwestii zdobień.