25.03.2025, 11:13 ✶
Nie musiał przebywać w Ministerstwie, by zdawać sobie sprawę z tego, jak wielki chaos musiał teraz w nim panować. Wszyscy, którzy aktualnie się w nim znajdowali, odbębniając wyznaczone godziny, zostali z miejsca postawieni do pionu i zagonieni do nowych, o wiele bardziej naglących zadań. Brygadziści i aurorzy zostali rozesłani do londyńskich dzielnic, by jakoś spróbować opanować to, co było dziełem Czarnego Pana i jego popleczników, ale nikt nie spodziewał się czegoś na taką skalę. W mieście było zbyt dużo paniki, rozbieganych i rozwrzeszczanych ludzi. Zbyt dużo ognia, który stopniowo połykał coraz to nowe budynki, omijając łaskawie tylko nieliczne, wskazane przez Śmierciożerców. Kto nie posiadał lepszych sposobów komunikacji, naprędce pisał listy, wysyłając pośpiesznie sowy - prosto w ciemne, spopielałe niebo, duszne od unoszącego się dymu.
Były idealnym celem, rozpaczliwie próbując pełnić swoje obowiązki, nawet w tak ciężkich warunkach, ale nie ważne jak bardzo się starały, ich też nic nie przygotowało na tego typu warunki. Leviathan przyglądał się skrzydlatym cieniom, przemykającym między dachami budynków stojących w Westminsterze, zgodnie z planem też - czekając aż jego towarzysze znajdą się w wyznaczonym miejscu.
Wykluczenie Ministerstwa Magii chociaż częściowo z możliwości komunikacji, wydawało się całkiem dobrą opcją. Wprowadzało szczyptę więcej chaosu i ładnie sugerowało, że korespondencja także nie mogła być bezpieczna, chociaż raczej nikt z nich nie zamierzał dzisiaj czytać tych wszystkich spanikowanych wypocin. Rowle poruszył się wreszcie, ale w ten ograniczony, sztywny sposób, przesuwając głowę w minimalny sposób tak, by nie patrzeć już na niebo a w miejsce gdzie rozległ się trzask teleportacji zwiastujący pojawienie się Vipera i jego towarzysza. Nie powiedział jednak nic, kiwając tylko lekko głową w ich stronę.
Były idealnym celem, rozpaczliwie próbując pełnić swoje obowiązki, nawet w tak ciężkich warunkach, ale nie ważne jak bardzo się starały, ich też nic nie przygotowało na tego typu warunki. Leviathan przyglądał się skrzydlatym cieniom, przemykającym między dachami budynków stojących w Westminsterze, zgodnie z planem też - czekając aż jego towarzysze znajdą się w wyznaczonym miejscu.
Wykluczenie Ministerstwa Magii chociaż częściowo z możliwości komunikacji, wydawało się całkiem dobrą opcją. Wprowadzało szczyptę więcej chaosu i ładnie sugerowało, że korespondencja także nie mogła być bezpieczna, chociaż raczej nikt z nich nie zamierzał dzisiaj czytać tych wszystkich spanikowanych wypocin. Rowle poruszył się wreszcie, ale w ten ograniczony, sztywny sposób, przesuwając głowę w minimalny sposób tak, by nie patrzeć już na niebo a w miejsce gdzie rozległ się trzask teleportacji zwiastujący pojawienie się Vipera i jego towarzysza. Nie powiedział jednak nic, kiwając tylko lekko głową w ich stronę.