03.02.2023, 17:42 ✶
- Więc jesteś pośrodku, jak ja ale jednak nie do końca. W sumie to dobrze. - wzruszył ramionami. Przez ostatnie dwa miesiące powtarzał sobie, że nie jest zły przez to czym się stał. Owszem, to kłopotliwe, nienaturalne ale dzięki temu mógł poznać jeszcze trochę życia. To w jego mniemaniu lepsze niż przedwczesna śmierć w wieku dwudziestu dwóch lat.
Zajął się zabawą Niebieskim Płomieniem bo gdy ręce i umysł były zajęte czymś pięknym to łatwiej było uciekać myślami przed tymi zachętami do czegoś złego. Wystarczyła chwila aby w jego głowie pojawiła się pomysł. Kilka sekund później wprowadzał go w życie. Chciał czerpać ile się da z dobrych chwil aby zrekompensować sobie martwe ciało.
- Noo, jest takie kojące. Fajnie się przy nim zasypia. - dodał jako ciekawostkę bowiem ten czar bardzo często opuszczał jego różdżkę. Bliskość z Aveliną była dla niego przyjemna, podobało mu się ożywienie w jej oczach gdy coś tworzył. Zmęczenie znikało z jej twarzy gdy czymś się interesowała.
- Dowartościowany.- sprostował, odpowiadając na jej uśmiech wyszczerzem zębów - normalnych, nie szpiczastych. Dla pewności zaraz je zasłonił ustami i przesunął po nich krańcem języka ale nie znalazł tych szpikulców chętnych do zatapiania się w czyimś gardle. Poczekał aż dziewczyna przełoży Płomień do słoika i zaraz zamknął go kamiennym okrągłym wieczkiem.
- Zobaczysz. - zerknął na nią znad romantycznego światła i puścił jej oczko. Przytknął kraniec różdżki do szkła i wypowiedział inkantację. Czar wsiąkł w szkło. W miejscu zetknięcia się różdżki wypłynęła cienka biała linia, tworząc zaraz to na szkle bardzo prosty szkic sylwetki konia. Ledwie skończył się na nim "rysować" a poruszył kopytami i ruszył galopem wokół słoika, biegnąc wokół po jego powierzchni, oświetlany Niebieskim Płomieniem płonącym wewnątrz. Przytrzymał różdżkę zębami i potarł kciukiem sylwetkę rysunku oceniając jej prostotę jako banalną. Nie jest to szczyt artystyczny ale był całkiem ładny… chyba.
- I co sądzisz?- zapytał przekładając różdżkę z powrotem do ręki. Obrócił słoik w palcach pokazując jej go w całej okazałości - użył do tego kombinacji trzech zaklęć.
- Mam nadzieję, że ci się podoba bo to dla ciebie. - wyszczerzył się i wysunął różdżkę ponad ich głowy. Zainkantował czar przyzwania patronusa, podpierając go wspomnieniem dnia gdzie leżał pod drzewem z Alice, Rheą, Charlim, Hether i paroma innymi osobami gdzie śmiali się w głos z jego żartu. Czasy szkoły, jaka sielanka! Z jego różdżki wydostał się lekko zamazany ale pełny czar przyjmujący kształt właśnie galopującego konia. Zatoczył wokół nich koło, rozświetlając na moment ulicę i prysł, zostawiając po sobie przez chwilę miłą dla oka smugę.
- Będziesz mogła teraz pamiętać sobie tego gościa z ciemnego zaułka, co cię ofukał, że nim idziesz. - stwierdził i wiedział, że to co czarował było dobre i miłe. Potwierdzał zatem swoje przekonanie, że bycie wampirem nie jest równoznaczne z przesiąknięciem złem. Złe istoty nie mogłyby użyć tego czaru.
Zajął się zabawą Niebieskim Płomieniem bo gdy ręce i umysł były zajęte czymś pięknym to łatwiej było uciekać myślami przed tymi zachętami do czegoś złego. Wystarczyła chwila aby w jego głowie pojawiła się pomysł. Kilka sekund później wprowadzał go w życie. Chciał czerpać ile się da z dobrych chwil aby zrekompensować sobie martwe ciało.
- Noo, jest takie kojące. Fajnie się przy nim zasypia. - dodał jako ciekawostkę bowiem ten czar bardzo często opuszczał jego różdżkę. Bliskość z Aveliną była dla niego przyjemna, podobało mu się ożywienie w jej oczach gdy coś tworzył. Zmęczenie znikało z jej twarzy gdy czymś się interesowała.
- Dowartościowany.- sprostował, odpowiadając na jej uśmiech wyszczerzem zębów - normalnych, nie szpiczastych. Dla pewności zaraz je zasłonił ustami i przesunął po nich krańcem języka ale nie znalazł tych szpikulców chętnych do zatapiania się w czyimś gardle. Poczekał aż dziewczyna przełoży Płomień do słoika i zaraz zamknął go kamiennym okrągłym wieczkiem.
- Zobaczysz. - zerknął na nią znad romantycznego światła i puścił jej oczko. Przytknął kraniec różdżki do szkła i wypowiedział inkantację. Czar wsiąkł w szkło. W miejscu zetknięcia się różdżki wypłynęła cienka biała linia, tworząc zaraz to na szkle bardzo prosty szkic sylwetki konia. Ledwie skończył się na nim "rysować" a poruszył kopytami i ruszył galopem wokół słoika, biegnąc wokół po jego powierzchni, oświetlany Niebieskim Płomieniem płonącym wewnątrz. Przytrzymał różdżkę zębami i potarł kciukiem sylwetkę rysunku oceniając jej prostotę jako banalną. Nie jest to szczyt artystyczny ale był całkiem ładny… chyba.
- I co sądzisz?- zapytał przekładając różdżkę z powrotem do ręki. Obrócił słoik w palcach pokazując jej go w całej okazałości - użył do tego kombinacji trzech zaklęć.
- Mam nadzieję, że ci się podoba bo to dla ciebie. - wyszczerzył się i wysunął różdżkę ponad ich głowy. Zainkantował czar przyzwania patronusa, podpierając go wspomnieniem dnia gdzie leżał pod drzewem z Alice, Rheą, Charlim, Hether i paroma innymi osobami gdzie śmiali się w głos z jego żartu. Czasy szkoły, jaka sielanka! Z jego różdżki wydostał się lekko zamazany ale pełny czar przyjmujący kształt właśnie galopującego konia. Zatoczył wokół nich koło, rozświetlając na moment ulicę i prysł, zostawiając po sobie przez chwilę miłą dla oka smugę.
- Będziesz mogła teraz pamiętać sobie tego gościa z ciemnego zaułka, co cię ofukał, że nim idziesz. - stwierdził i wiedział, że to co czarował było dobre i miłe. Potwierdzał zatem swoje przekonanie, że bycie wampirem nie jest równoznaczne z przesiąknięciem złem. Złe istoty nie mogłyby użyć tego czaru.