25.03.2025, 22:35 ✶
Enzo ściągnął okulary, których potrzebował do rozczytania zbyt drobnego pisma na dokumentach zbyt blisko twarzy, a te zawisły na jego szyi na łańcuszku, pozwalając Remingtonowi ocenić dalszą przestrzeń bez szklanych przeszkadzajek.
Londyn płonął i musiał zobaczyć to na własne oczy, by ostrzec i obronić biuro. Szybko przestał myśleć, że to, co się wydarzyło, to tylko niegroźny pożar, bo i Tahira nie zareagowałaby tak gwałtownie. Komunikat tylko potwierdził ich przypuszczenia i Enzo był chyba wdzięczny szefowi za to, że w porę wyłączył radioodbiornik. Nie chciał wiedzieć, co na końcu powiedział spiker. Nie mógł przecież się... żegnać?
Oddech Remingtona przyspieszył, gdy spojrzał na Isaaca. Skinął mu głową.
- Chodź! - Pospieszył przyjaciela.
Nie martwił się o matkę, bo założył, że pali się tylko magiczna część miasta. Tak być musiało i nie dopuszczał do siebie innej opcji! Musiał skupić się na zadaniu od pana Shafiqa, wybiegł z biura.
**
Wpadł do biura i zatrzymał się na chwilę, by złapać oddech. Szaleńczy bieg korytarzami był konieczny, jeśli chciał jak najszybciej przynieść informacje.
- Ludzie zbierają się w atrium - wydyszał, opierając dłonie na kolanach, gdy pochylił się do przodu, aby ulżyć zmęczeniu. - Mówią, że jest ogień, masa dymu, masa popiołu w powietrzu! Wyją syreny! - Relacjonował. Syreny były zastanawiające, bo czyżby mugole dostrzegli ogień? A może płomienie rozprzestrzeniły się poza Pokątną i okolice...?
Londyn płonął i musiał zobaczyć to na własne oczy, by ostrzec i obronić biuro. Szybko przestał myśleć, że to, co się wydarzyło, to tylko niegroźny pożar, bo i Tahira nie zareagowałaby tak gwałtownie. Komunikat tylko potwierdził ich przypuszczenia i Enzo był chyba wdzięczny szefowi za to, że w porę wyłączył radioodbiornik. Nie chciał wiedzieć, co na końcu powiedział spiker. Nie mógł przecież się... żegnać?
Oddech Remingtona przyspieszył, gdy spojrzał na Isaaca. Skinął mu głową.
- Chodź! - Pospieszył przyjaciela.
Nie martwił się o matkę, bo założył, że pali się tylko magiczna część miasta. Tak być musiało i nie dopuszczał do siebie innej opcji! Musiał skupić się na zadaniu od pana Shafiqa, wybiegł z biura.
**
Wpadł do biura i zatrzymał się na chwilę, by złapać oddech. Szaleńczy bieg korytarzami był konieczny, jeśli chciał jak najszybciej przynieść informacje.
- Ludzie zbierają się w atrium - wydyszał, opierając dłonie na kolanach, gdy pochylił się do przodu, aby ulżyć zmęczeniu. - Mówią, że jest ogień, masa dymu, masa popiołu w powietrzu! Wyją syreny! - Relacjonował. Syreny były zastanawiające, bo czyżby mugole dostrzegli ogień? A może płomienie rozprzestrzeniły się poza Pokątną i okolice...?