26.03.2025, 09:24 ✶
Brenna była pewna, że Mabel sto razy bardziej interesowały hipogryfy, a najlepiej to smoki, niż jakieś tam kucyki, ale też nie umiała wyzbyć się pewnych obaw na myśl o siedmiolatce zajmującej się hipogryfem. Samuel dorastał w Kniei, pośród magicznych zwierząt, i dla niego bardziej przerażające były pewnie mugolskie auta czy pociągi niż szpony hipogryfa, ale ona, nawet jeśli dorastająca w cieniu lasu, miała zakodowane, że z czarodziejskimi stworzeniami trzeba postępować ostrożnie… i trochę się bała, że Mabel mogłaby zrobić się zbyt niecierpliwa.
– Och. Wyścig na niedźwiedziach – stwierdziła, unosząc lekko brwi, chociaż nie był to wyraz dezaprobaty, raczej takiego dość umiarkowanego zdziwienia. Umiarkowanego, bo przecież widziała już Norę jeżdżącą na niedźwiedziu, więc czemu mieliby nie organizować sobie wyścigów…? – Hm… Trzeba by spytać dziadka, ale to faktycznie najlepiej, jeżeli zrobi to Erik – oświadczyła, z namysłem pukając palcem w policzek. Jeśli szło o nią, jej to nie przeszkadzało, ale Brennie ogółem mało co przeszkadzało. Nawet gdyby Sam chciał koniecznie tutaj hodować hipogryfy właśnie. – Konia? Nigdy takiego nie spotkałam. Jak się nazywa?
Rejestry animagów swojego czasu sprawdzała z dużą ciekawością, mogła więc słyszeć już o tym człowieku.
– W takim razie najlepiej faktycznie go zarejestrować. Nie będzie problemu, jeśli przemienisz się przy jakimś funkcjonariuszu i będziesz mógł wykonywać zwiad bez problemów. To chyba dobry pomysł, jeżeli nie zbliżysz się do tych istot i zostaniesz w powietrzu… – Mówiła z pewnym wahaniem, bo to wciąż narażało Sama na niebezpieczeństwo. I wcale nie była pewna, czy ich moc nie dosięgnie Samuela i na górze. Ale chciał pomóc. Był dorosły. Nie mogła odsyłać go do kąta jak niepokorne dziecko, zabraniając mu zaangażowania się. – Może ktoś mógłby ci towarzyszyć na miotle? Ja jestem w tym beznadziejna, ale kilka osób, które znam, dalej lata… – dodała z zastanowieniem, bo pokazanie jej tego miejsca było trudne, skoro on zamieniał się w krogulca i śledził je z góry, a ona w wilka, i musiałaby biec dołem, ale użycie mioteł mogłoby pomóc na ten problem. – Przyniosę ci formularze – obiecała, bo tak czy inaczej, od tego należało zacząć.
Gdy mówił o swojej matce, dość instynktownie sięgnęła ku niemu, na moment opierając dłoń na przedramieniu Sama. Spochmurniała trochę, bo czuła, że zna odpowiedź na te pytania: i że jednocześnie nie powinna jej udzielać.
Bo chciała zachować cię dla siebie.
Bo była paranoiczką.
Bo bała się, że wasi krewni mieliby coś przeciwko temu, jak cię wychowuje.
Bo nie chciała, żebyś dowiedział się, że istnieje coś poza Knieją, coś poza jej słowem…
Ale niszczenie pamięci o matce, którą kochał – która na swój toksyczny sposób kochała i jego – nie pomogłoby chyba, a i Brenna czuła, że Sam mógł nie być gotowy do przyjęcia tego.
– Twoja matka ewidentnie ukrywała siebie i ciebie – powiedziała w końcu powoli, bo nie zamierzała kłamać, ale mogła spróbować to ująć jakoś łagodnie i nie dzielić się wszystkim, co przychodziło jej do głowy, a co pewnie wprowadziłoby zamęt do głowy Sama. – Może nie chciała, żebyś postanowił poznać innych członków rodziny. Nie widzę powodów, żebyś nie używał tego nazwiska… I Sam, oczywiście, że się nie gniewam. To miłe z twojej strony. Tworzysz ładne rzeczy, czemu miałbyś nie chcieć, żeby dobrze wyglądały?
– Och. Wyścig na niedźwiedziach – stwierdziła, unosząc lekko brwi, chociaż nie był to wyraz dezaprobaty, raczej takiego dość umiarkowanego zdziwienia. Umiarkowanego, bo przecież widziała już Norę jeżdżącą na niedźwiedziu, więc czemu mieliby nie organizować sobie wyścigów…? – Hm… Trzeba by spytać dziadka, ale to faktycznie najlepiej, jeżeli zrobi to Erik – oświadczyła, z namysłem pukając palcem w policzek. Jeśli szło o nią, jej to nie przeszkadzało, ale Brennie ogółem mało co przeszkadzało. Nawet gdyby Sam chciał koniecznie tutaj hodować hipogryfy właśnie. – Konia? Nigdy takiego nie spotkałam. Jak się nazywa?
Rejestry animagów swojego czasu sprawdzała z dużą ciekawością, mogła więc słyszeć już o tym człowieku.
– W takim razie najlepiej faktycznie go zarejestrować. Nie będzie problemu, jeśli przemienisz się przy jakimś funkcjonariuszu i będziesz mógł wykonywać zwiad bez problemów. To chyba dobry pomysł, jeżeli nie zbliżysz się do tych istot i zostaniesz w powietrzu… – Mówiła z pewnym wahaniem, bo to wciąż narażało Sama na niebezpieczeństwo. I wcale nie była pewna, czy ich moc nie dosięgnie Samuela i na górze. Ale chciał pomóc. Był dorosły. Nie mogła odsyłać go do kąta jak niepokorne dziecko, zabraniając mu zaangażowania się. – Może ktoś mógłby ci towarzyszyć na miotle? Ja jestem w tym beznadziejna, ale kilka osób, które znam, dalej lata… – dodała z zastanowieniem, bo pokazanie jej tego miejsca było trudne, skoro on zamieniał się w krogulca i śledził je z góry, a ona w wilka, i musiałaby biec dołem, ale użycie mioteł mogłoby pomóc na ten problem. – Przyniosę ci formularze – obiecała, bo tak czy inaczej, od tego należało zacząć.
Gdy mówił o swojej matce, dość instynktownie sięgnęła ku niemu, na moment opierając dłoń na przedramieniu Sama. Spochmurniała trochę, bo czuła, że zna odpowiedź na te pytania: i że jednocześnie nie powinna jej udzielać.
Bo chciała zachować cię dla siebie.
Bo była paranoiczką.
Bo bała się, że wasi krewni mieliby coś przeciwko temu, jak cię wychowuje.
Bo nie chciała, żebyś dowiedział się, że istnieje coś poza Knieją, coś poza jej słowem…
Ale niszczenie pamięci o matce, którą kochał – która na swój toksyczny sposób kochała i jego – nie pomogłoby chyba, a i Brenna czuła, że Sam mógł nie być gotowy do przyjęcia tego.
– Twoja matka ewidentnie ukrywała siebie i ciebie – powiedziała w końcu powoli, bo nie zamierzała kłamać, ale mogła spróbować to ująć jakoś łagodnie i nie dzielić się wszystkim, co przychodziło jej do głowy, a co pewnie wprowadziłoby zamęt do głowy Sama. – Może nie chciała, żebyś postanowił poznać innych członków rodziny. Nie widzę powodów, żebyś nie używał tego nazwiska… I Sam, oczywiście, że się nie gniewam. To miłe z twojej strony. Tworzysz ładne rzeczy, czemu miałbyś nie chcieć, żeby dobrze wyglądały?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.