Napawała się widokiem. Przemierzała Pokątną rozglądając się wokół z uśmiechem na twarzy. Chaos jaki udało im się stworzyć wyglądał niesamowicie, płomienie trawiły wszystko, tańczyły na wietrze dając naprawdę emocjonujący spektakl. Akompaniowały im piski i krzyki ludzi, którzy nie byli w stanie uciec przed swoim przeznaczeniem. Mała strata, nie byli wystarczająco silni, aby przeżyć.
To było ich zasługą, pomogli swojemu Panu stworzyć to dzieło. Nie wątpiła, że ludzie szybko nie zapomną o tej nocy. Będą opowiadać o niej przez lata. Udało im się w końcu zrobić coś tak wielkiego. Była niezmiernie szczęśliwa, że stała się częścią tego dzieła, że mogła pomagać Czarnemu Panu oczyszczać świat z plugastwa. Nie wszyscy jeszcze rozumieli do czego zmierzali, ale z czasem, z czasem do nich dotrze, że nie było żadnej innej strony - byli albo oni, albo śmierć. Bardzo proste równanie.
Nie spodziewała się tego, co wydarzyło się tego dnia. Znak na przedramieniu zapiekł ją dość późno, niczego to jednak nie zmieniało. Zjawiła się gotowa spełnić każde zadanie. Nie miała pytań, wiedziała, że Czarny Pan wie co robi, nigdy nie wątpiła w jego pomysły. Żyła tylko i wyłącznie po to, aby mu służyć, to była jej misja.
Szła więc przed siebie odziana w ciemny płaszcz, który niczym się nie wyróżniał, ona niczym nie wyróżniała się z pomiędzy ludzi, których mijała. Nie miała już na sobie maski, chciała wmieszać się w tłum, zobaczyć efekt ich działań, sprawdzić jak to wszystko wyglądało ze strony zwyczajnego człowieka, którym może nie była, ale jednak to do takich osób miały dotrzeć ich działania. Chciała poczuć ich strach, pławić się nim, dzięki temu stawała się coraz silniejsza.
Była tak zaabsorbowana podziwianiem efektu ich działań, że nie zauważyła swojego kuzyna. Poczuła dłoń zaciskającą się na jej nadgarstku. Nie zdążyła zareagować, dała się wciągnąć w zaułek. Nie powinna być taka nieostrożna. Szybko jednak do niej dotarło, że nie groziło jej żadne zagrożenie. Nie miała szansy stawić oporu w żaden sposób, nawet pisnąć, bo jej kuzyn zamknął je usta w całkiem słodkim pocałunku. Poczuła w ustach krew, mruknęła nawet cicho zadowolona, kiedy zwróciła uwagę na ten posmak.
Znał ją, wiedział, że był to chyba jedyny sposób, aby ją spacyfikować. Blackówna potrafiła być nieprzewidywalna i reagować nad wyrost, kiedy znajdowała się w podobnych sytuacjach. Louvain podszedł ją sposobem, co było całkiem sprytne. Nigdy jednak nie wątpiła w to, że jest bardzo bystry, doceniała jego umiejętności. Był jedną z nielicznych osób, które naprawdę podziwiała, może nie, aż tak, jak Lorda Voldemorta, ale nie dało się nie zauważyć, że miała do niego szacunek.
Kiedy się od niej odsunął przejechała językiem po dolnej wardze, jakby chciała sprawdzić, czy nie została na jej ustach jeszcze chociaż kropla krwi. - Przyszłam obejrzeć nasze dzieło. - Wcześniej towarzyszyła Saurielowi, ale rozdzielili się, aby dalej siać zamęt. Dobrze było mieć świadomość, że wszyscy nadal szukali okazji do tego, aby działać. Noc w końcu jeszcze była młoda, mogli kontynuować swoją misję.
- Takich rzeczy się nie zapomina, mój drogi. - Oczywiście, że pamiętała, jak mogłaby nie. Louvain był idealnym towarzyszem do takich zabaw. - To będzie przyjemność. - Mieć u swojego boku kogoś bliskiego, krew z krwi. Nie mogło być lepiej.
Zauważyła patrol, który ich minął. Naprawdę byli głupi sądząc, że uda im się tutaj coś znaleźć. Śmierciożercy byli sprytni, potrafili wmieszać się w tłum, nie zwracać na siebie uwagi. Cóż, skoro jednak już się nawinęli, to mogli skorzystać z ich obecności, wykorzystać funkcjonariuszy do tego, aby wprowadzili nieco zamieszania.
- Możemy namieszać im w głowie, będzie zabawnie. - Powiedziała cicho, właściwie ledwo ją można było usłyszeć.