26.03.2025, 12:12 ✶
– Aj tak, wiem wiem, że to człowiek z mojego polecenia cóż... to wybitny specjalista, bardzo żałuję, że ciągnie go bardziej w stronę religijnych praktyk aniżeli wiedzy i doświadczenia, do których ma dostęp tu w Ministerstwie... aczkolwiek rzeczywiście, terminowość raportów i kwestie tego jak konieczne jest informowanie przełożonych o niektórych kwestiach... cóż, takimi nas Matka stworzyła, że nie możemy być dobrzy we wszystkim, a dla pana Macmillana zdecydowanie życie duchowe jest ważniejsze od materialnego, co oczywiście nie przekreśla jego osoby, jako znawcy w temacie w którym sie porusza. – ze smutkiem spoglądał na prośbę o zmniejszenie etatu, a mówił bardziej do siebie niż odpowiadał Laurentowi, takie przynajmniej sprawiał wrażenie.
Potem jednak rozjaśnił się momentalnie, aż zalśniła łuska wątpliwie zdobiąca jego twarz, gdy Brygada o której pisał Prewett okazała się być w intencji Brygadą do ochrony, nie eksterminacji. Zaśmiał się, czy może zarechotał z widoczną ulgą.
– Tożeśmy się źle zrozumieli, ale teraz och jak przyjemnie być na tej samej stronie. Pan mógł być konsultantem, pan mógł pomagać mojemu Departamentowi od lat, ale teraz cóż, teraz gdy ma pan moją uwagę, nie widzę osoby lepszej do przekraczania granicy Kniei. Pan mówi, że te istoty nie mówią, ale ja... ja mam teorię, że one są do tego zdolne, zwłaszcza po Pana liście i wskazaniu na fakt, że to być może są gatunki pokrewne. Może nie chcą mówić? Może my nie sięgamy po właściwy język. To bardzo ciekawe zagadnienie i och, jakże byłoby wspaniale, gdyby ktoś z Departamentu Tajemnic zechciał łaskawie nie patrzeć na nas z góry, a rozmawiał jak równy z równym. – Umilkł na moment, w chaosie rozmowy, mnóstwa niepotrzebnych słów i gestów, które skutecznie zamazywały core czyniąc opakowanie konwersacji zbyt zdobnym by uzyskać jakiekolwiek informacje wprost, umilkł jakby przyszło mu co nowego do glowy, zapisał sobie notatki pospiesznie i niedbale. – Specjalista od dementorów, Niewymowny, Egzorcysta i ktoś do ochrony. Może dwóch ktosiów. I pan, jako niezależny badacz oczywiście. – Gadzie oczy stały się nieco większe, uważniejsze, gdy padło ostatnie słowo a brwi szefa Departamentu poszybowały wysoko i pytająco. – Mój sekretarz sformułuje umowę, a listy od Pana będą przekazywane bezpośrednio do mnie, kto wie, może to właśnie pan będzie katalizatorem, który to w końcu wszystko ruszy do przodu. Wybornie. – nagle poderwał się i klasnął w ręcę, wyraźnie ukontentowany. – Przynaglę swojego pracownika o raport z Waszej wyprawy, jestem ciekaw.
Potem jednak rozjaśnił się momentalnie, aż zalśniła łuska wątpliwie zdobiąca jego twarz, gdy Brygada o której pisał Prewett okazała się być w intencji Brygadą do ochrony, nie eksterminacji. Zaśmiał się, czy może zarechotał z widoczną ulgą.
– Tożeśmy się źle zrozumieli, ale teraz och jak przyjemnie być na tej samej stronie. Pan mógł być konsultantem, pan mógł pomagać mojemu Departamentowi od lat, ale teraz cóż, teraz gdy ma pan moją uwagę, nie widzę osoby lepszej do przekraczania granicy Kniei. Pan mówi, że te istoty nie mówią, ale ja... ja mam teorię, że one są do tego zdolne, zwłaszcza po Pana liście i wskazaniu na fakt, że to być może są gatunki pokrewne. Może nie chcą mówić? Może my nie sięgamy po właściwy język. To bardzo ciekawe zagadnienie i och, jakże byłoby wspaniale, gdyby ktoś z Departamentu Tajemnic zechciał łaskawie nie patrzeć na nas z góry, a rozmawiał jak równy z równym. – Umilkł na moment, w chaosie rozmowy, mnóstwa niepotrzebnych słów i gestów, które skutecznie zamazywały core czyniąc opakowanie konwersacji zbyt zdobnym by uzyskać jakiekolwiek informacje wprost, umilkł jakby przyszło mu co nowego do glowy, zapisał sobie notatki pospiesznie i niedbale. – Specjalista od dementorów, Niewymowny, Egzorcysta i ktoś do ochrony. Może dwóch ktosiów. I pan, jako niezależny badacz oczywiście. – Gadzie oczy stały się nieco większe, uważniejsze, gdy padło ostatnie słowo a brwi szefa Departamentu poszybowały wysoko i pytająco. – Mój sekretarz sformułuje umowę, a listy od Pana będą przekazywane bezpośrednio do mnie, kto wie, może to właśnie pan będzie katalizatorem, który to w końcu wszystko ruszy do przodu. Wybornie. – nagle poderwał się i klasnął w ręcę, wyraźnie ukontentowany. – Przynaglę swojego pracownika o raport z Waszej wyprawy, jestem ciekaw.