26.03.2025, 16:44 ✶
Nigdy nie był przesadnie wylewny, jeśli chodziło o swoją tożsamość w kręgach śmierciożerców. Mogli ufać samym sobie, ale prawda była taka, ze dookoła zawsze było pełno zdrajców, gotowych wyszeptać ich imiona we właściwym momencie, by zmniejszyć lub uniknąć kary dla samych siebie. Tak samo zdarzały się sytuacje, które zwyczajnie grały na nerwach w taki sposób, gdzie ktoś mógł niechcący coś chlapnąć. Idealnym tego przypadkiem było Beltane, gdzie nie tylko aurorom udało się pochwycić jednego z ich grona, ale także w obecności stróżów prawa padło imię drugiego z mężczyzn odzianych w czarne szaty. To było zwyczajnie żałosne, a jednocześnie tak do przewidzenia.
Anonimowość była wygodna. Poręczna i potrzebna, bo nawet jeśli walczyli o właściwe rzeczy, reszta świata zdawała się z nimi nie zgadzać w tym temacie. Sam Rowle na przestrzeni lat poświęcił innym na tyle uwagi, by poznać zaledwie garstkę imion innych śmierciożerców i z zasady byli to ci starsi, poważni mężczyźni którzy siadali z jego ojcem, prawiąc peony na temat Czarnego Pana lub swego czasu pochylali się razem z nim nad kwestiami manifestu.
Kiedy patrzył na maski otaczających go w tym momencie osób, nie zastanawiał się zbytnio nad tym, kto mógł się pod nimi kryć. Vipera czy Martes byli śmierciożercami, a towarzyszący pierwszemu z nich naśladowca w ogóle go w tym momencie nie interesował. Był dodatkiem i pachołkiem, którego można było poświęcić w sytuacji, gdyby coś poszło nie tak.
Powitał pojawienie się Louvaina w ten sam zobojętniały, nieruchawy sposób, milczeniem zbywając jego słowa. To, czy dołączył do nich lub chciał przejąć ich całą grupę, nie miało teraz najmniejszego znaczenia. Wszyscy mieli jeden cel, a Vipera brzmiał jakby pod jego wypowiedzią krył się jakiś ukryty motyw, popędzany do przodu świadomością z kim faktycznie rozmawiał.
Nokturn natomiast, był miejscem zwyczajnie obrzydliwym. Potrzebnym, oczywiście, ale Rowle był zawsze zdania że czarodziejom czystej krwi nie wypadało robić tam niczego więcej jak najpotrzebniejszych w danej sytuacji rzeczy. Czarodziej czystej krwi powinien chodzić tam tylko po to, by dawać innym polecenia, a nie po to by odwalać za innych czarną robotę. Tam mieszkały szczury, brudna krew i odpad społeczny, który nie posiadał komfortu zajmowania się czarną magią w zaciszu swej posiadłości. I posiadłość była tutaj ważnym elementem całego obrazka, bo Leviathan należał do tego rodzaju czystokrwistych czarodziejów, do tego typu rodziny, która pielęgnowała swój status z najwyższą precyzją.
- Najlepiej utrudnić komunikację na wszystkich możliwych frontach. Sowy to tylko jej część - odpowiedział zza maski, obcym głosem nawet dla siebie samego. - Są też inne miejsca, które zasługiwałyby na specjalną uwagę, ale Ministerstwo mamy pod nosem - zacisnął palce na rękojeści różdżki, spoglądając wyżej, nad dachami budynków.
czy sowy lecące w poście Rudolfa nas obsrają?
kogo; 1. Rudolf, 2. Levi, 3. Charles, 4. Lou, 5. Jakimś cudem wszyscy dostali
Anonimowość była wygodna. Poręczna i potrzebna, bo nawet jeśli walczyli o właściwe rzeczy, reszta świata zdawała się z nimi nie zgadzać w tym temacie. Sam Rowle na przestrzeni lat poświęcił innym na tyle uwagi, by poznać zaledwie garstkę imion innych śmierciożerców i z zasady byli to ci starsi, poważni mężczyźni którzy siadali z jego ojcem, prawiąc peony na temat Czarnego Pana lub swego czasu pochylali się razem z nim nad kwestiami manifestu.
Kiedy patrzył na maski otaczających go w tym momencie osób, nie zastanawiał się zbytnio nad tym, kto mógł się pod nimi kryć. Vipera czy Martes byli śmierciożercami, a towarzyszący pierwszemu z nich naśladowca w ogóle go w tym momencie nie interesował. Był dodatkiem i pachołkiem, którego można było poświęcić w sytuacji, gdyby coś poszło nie tak.
Powitał pojawienie się Louvaina w ten sam zobojętniały, nieruchawy sposób, milczeniem zbywając jego słowa. To, czy dołączył do nich lub chciał przejąć ich całą grupę, nie miało teraz najmniejszego znaczenia. Wszyscy mieli jeden cel, a Vipera brzmiał jakby pod jego wypowiedzią krył się jakiś ukryty motyw, popędzany do przodu świadomością z kim faktycznie rozmawiał.
Nokturn natomiast, był miejscem zwyczajnie obrzydliwym. Potrzebnym, oczywiście, ale Rowle był zawsze zdania że czarodziejom czystej krwi nie wypadało robić tam niczego więcej jak najpotrzebniejszych w danej sytuacji rzeczy. Czarodziej czystej krwi powinien chodzić tam tylko po to, by dawać innym polecenia, a nie po to by odwalać za innych czarną robotę. Tam mieszkały szczury, brudna krew i odpad społeczny, który nie posiadał komfortu zajmowania się czarną magią w zaciszu swej posiadłości. I posiadłość była tutaj ważnym elementem całego obrazka, bo Leviathan należał do tego rodzaju czystokrwistych czarodziejów, do tego typu rodziny, która pielęgnowała swój status z najwyższą precyzją.
- Najlepiej utrudnić komunikację na wszystkich możliwych frontach. Sowy to tylko jej część - odpowiedział zza maski, obcym głosem nawet dla siebie samego. - Są też inne miejsca, które zasługiwałyby na specjalną uwagę, ale Ministerstwo mamy pod nosem - zacisnął palce na rękojeści różdżki, spoglądając wyżej, nad dachami budynków.
Trigger Warning: krzywdzenie zwierząt (Odkryj)
Sowy latały w popłochu, rozpaczliwie próbując wykonywać swoje obowiązki, ale chyba jedne co w tym momencie robiły, to robiły z siebie nieco łatwiejsze cele. Latały nisko, niżej jak zwykle, zmuszone do tego przez unoszący się tumanami ku górze dym i opadający z nieba popiół. Rowle uniósł różdżkę, celując w jedną z lecących w ich stronę sów, samotny cel na niebie, a potem poruszył nadgarstkiem. Nie miał takiego zacięcia jak Rodolphus, by garnąć się do rozpalenia na niebie płomienia. Nie w stosunku do zwierząt. To było czyste zaklęcie, związana czysta wiązka magii, która miała wystrzelić i przebić pierzaste ciało. Szybko, żeby nie cierpiała.
kształtowanie na pocisk z czystej energii magicznej
kształtowanie na pocisk z czystej energii magicznej
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
czy sowy lecące w poście Rudolfa nas obsrają?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
kogo; 1. Rudolf, 2. Levi, 3. Charles, 4. Lou, 5. Jakimś cudem wszyscy dostali
Rzut 1d5 - 4