27.03.2025, 10:57 ✶
Na twarzy Faye pojawił się złośliwy uśmieszek.
- Oczy, czyżby? - zapytała sarkastycznie na tego szczura, o którym wspomniał. Uniosła sugestywnie brwi, jakby chciała dokończyć i wbić mu szpileczkę w czarne, Greybackowe serduszko, ale nie zdążyła, bo oboje spojrzeli w kierunku, z którego dobiegał krzyk.
Ale nie zamierzała się dać tak łatwo spławić - co to, to nie. Owszem, dała się obrócić i lekko popchnąć, ale gdy tylko jego dłonie puściły jej ramiona, to Faye obróciła się z gracją baletnicy. Traversówna pokazała język w kierunku szerokich pleców Greybacka i nawet nie odczekała, aż on zniknie za rogiem: po prostu ruszyła za nim, bo przecież i tak szła w tamtą stronę, prawda? Nie krzyknęła jednak za nim, nie odezwała się, po prostu szła cierpliwie i cicho, miękko stawiając stopy. Krok za krokiem udało jej się dotrzeć do skrzyżowania uliczek, przy którym ktoś trzymał się za zakrwawioną rękę. Faye cmoknęła, nie mogła już dłużej udawać, że jej tu nie ma.
- Trzymaj, a potem idź do apteki i kup eliksir odkażający - powiedziała, wyciągając z kieszeni materiałową chustkę. Nie była idealnie czysta, ale nie powinno dojść do zakażenia, a przynajmniej nie przez nią. - Albo do Munga, bo to nie wygląda ciekawie.
Dodała, marszcząc brwi. Brakowało mu palców? Cholera, nie wiedziała i chyba nie chciała się przyglądać. Niech stąd spada, bo ewidentnie nie było tu bezpiecznie.
- Ej, Skoll, nie szedłeś w drugą stronę? - po cholerę on się tu pchał? Bohaterem chciał zostać? - Może zostaw to zawodowcom, zamiast pchać się w paszczę... huh
Nie dokończyła, bo zza rogu wypadł na nich przerażony chłopak. Nastolatek tak na oko. Wleciał w nich z impetem, a twarz miał tak białą z przerażenia, jakby zderzył się z workiem mąki.
- Oczy, czyżby? - zapytała sarkastycznie na tego szczura, o którym wspomniał. Uniosła sugestywnie brwi, jakby chciała dokończyć i wbić mu szpileczkę w czarne, Greybackowe serduszko, ale nie zdążyła, bo oboje spojrzeli w kierunku, z którego dobiegał krzyk.
Ale nie zamierzała się dać tak łatwo spławić - co to, to nie. Owszem, dała się obrócić i lekko popchnąć, ale gdy tylko jego dłonie puściły jej ramiona, to Faye obróciła się z gracją baletnicy. Traversówna pokazała język w kierunku szerokich pleców Greybacka i nawet nie odczekała, aż on zniknie za rogiem: po prostu ruszyła za nim, bo przecież i tak szła w tamtą stronę, prawda? Nie krzyknęła jednak za nim, nie odezwała się, po prostu szła cierpliwie i cicho, miękko stawiając stopy. Krok za krokiem udało jej się dotrzeć do skrzyżowania uliczek, przy którym ktoś trzymał się za zakrwawioną rękę. Faye cmoknęła, nie mogła już dłużej udawać, że jej tu nie ma.
- Trzymaj, a potem idź do apteki i kup eliksir odkażający - powiedziała, wyciągając z kieszeni materiałową chustkę. Nie była idealnie czysta, ale nie powinno dojść do zakażenia, a przynajmniej nie przez nią. - Albo do Munga, bo to nie wygląda ciekawie.
Dodała, marszcząc brwi. Brakowało mu palców? Cholera, nie wiedziała i chyba nie chciała się przyglądać. Niech stąd spada, bo ewidentnie nie było tu bezpiecznie.
- Ej, Skoll, nie szedłeś w drugą stronę? - po cholerę on się tu pchał? Bohaterem chciał zostać? - Może zostaw to zawodowcom, zamiast pchać się w paszczę... huh
Nie dokończyła, bo zza rogu wypadł na nich przerażony chłopak. Nastolatek tak na oko. Wleciał w nich z impetem, a twarz miał tak białą z przerażenia, jakby zderzył się z workiem mąki.